Alkohol wciąż jest jednym z największych problemów zdrowotnych w Polsce – odpowiada za dziesiątki tysięcy zgonów rocznie i miliardowe koszty społeczne. Choć badania pokazują, że większość Polaków popiera ograniczenia w sprzedaży i reklamie, politycy wciąż wahają się przed odważnymi decyzjami. O tym, dlaczego potrzebne są radykalne zmiany i jak zmienia się podejście społeczeństwa do alkoholu, mówi w rozmowie z politykazdrowotna.com Jan Śpiewak, socjolog, publicysta i działacz społeczny.
Przez lata – jak podkreśla w rozmowie z naszym portalem socjolog, publicysta i działacz społeczny Jan Śpiewak – Polacy traktowali alkohol jak „niemalże bóstwo”, szczególnie starsze pokolenia, które czciły go z niemal religijnym oddaniem. Dziś jednak młodzi ludzie chcą żyć zdrowiej, dłużej i w lepszej kondycji psychicznej, co pokazuje, że zachodzi realna zmiana kulturowa. To starcie dwóch podejść – tradycji, która przez dekady spychała problem alkoholizmu na margines, i nowej generacji, która nie boi się mówić głośno o szkodach i domaga się ograniczeń.
Jan Śpiewak nie owija w bawełnę: mocno punktuje polityków ulegających lobby alkoholowemu, wytyka populizm i domaga się odważnych decyzji. W jego słowach nie ma kompromisów – jest apel o zdrowie publiczne, o przyszłość młodych i o realne zmiany systemowe. Zapraszamy do przeczytania całego wywiadu z Janem Śpiewakiem, w którym padają mocne słowa o lobby alkoholowym, nocnej prohibicji i konieczności głębokich reform.
Jan Śpiewak: My się bardzo cieszymy, że te projekty się pojawiły. Już wcześniej były przecież propozycje Ministerstwa Zdrowia, które ugrzęzły i właściwie nie wiadomo, co się z nimi stało. One szły znacznie mniej daleko, były bardzo rozwodnione. Dotyczyły głównie zakazu promocji na alkohol, takich jak „12 za 12”, oraz wycofania alkoholu ze stacji benzynowych, ale tylko w nocy.
Te obecne projekty idą dużo, dużo dalej, co mnie bardzo cieszy. To bardzo ważny moment, żeby wszystkie środowiska prozdrowotne się zjednoczyły i faktycznie zawalczyły o tę sprawę. Alkohol, jak wiemy, jest jednym z głównych czynników chorobotwórczych w Polsce.
ReklamaCieszy mnie też, że ta dyskusja trwa. Dzisiaj dwa podmioty wydały swoje stanowiska – jednym z nich jest Naczelna Izba Lekarska. Liczę, że głosów w tej sprawie będzie coraz więcej i że uda się ograniczyć problem alkoholizmu, z jakim mierzy się Polska.
J.Ś.: To jest zupełny populizm i, powiedziałbym, aktywny idiotyzm. Przede wszystkim wpływy z akcyzy pokrywają zaledwie część kosztów, jakie ponosimy z powodu alkoholu – w zależności od metodologii to od jednej trzeciej do nawet jednej dziesiątej całości. Innymi słowy, żeby zrównoważyć wydatki i wpływy, akcyzę należałoby podnieść kilkukrotnie.
ReklamaPo drugie, nie ma żadnych wyliczeń, które wskazywałyby, że te wpływy faktycznie spadną. Po trzecie, postulujemy również – choć nie ma tego w obecnych projektach – podniesienie akcyzy, bo dziś jest ona w Polsce bardzo niska. A każda złotówka, która nie zostanie wydana na alkohol, zwróci się budżetowi wielokrotnie bardziej niż wpływy z samej akcyzy.
J.Ś.: Zdecydowanie. Te 850 milionów złotych to tylko część rzeczywistych kosztów. Widziałem dane NFZ, gdzie mówiono o miliardzie złotych, ale to dotyczyło wyłącznie sytuacji, w których alkohol był jednoznacznie wskazany jako przyczyna. A przecież wiemy, że wiele chorób wywołanych przez alkohol trudno wprost skwantyfikować. Rzeczywiste koszty to nie miliard, ale zapewne kilkadziesiąt miliardów złotych.
ReklamaNie wiem, czy pani widziała – był taki głośny list szefa jednej z klinik Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego do Naczelnej Izby Lekarskiej. Pisał on, że 25–30% pacjentów hospitalizowanych w Centralnym Szpitalu Klinicznym trafia tam z powodu nadużywania alkoholu. To pokazuje zupełnie inną skalę problemu i zupełnie inny rząd wielkości kosztów.
Przez lata traktowaliśmy alkohol jak tabu, jak niemalże bóstwo. Szczególnie starsze pokolenia, 60+, odnosiły się do niego z niemal religijną czcią. Ale młodzi ludzie nie mają już takiego podejścia. Widzą problem i nie chcą tego „syfu” w swoim życiu – a przynajmniej chcą go mniej. To pokazuje głęboką zmianę mentalności.
ReklamaLudzie chcą żyć zdrowo, chcą żyć dłużej i cieszyć się zdrowiem psychicznym, bo ono również jest ogromnym problemem w Polsce. To zmiana pokoleniowo-kulturowa, która naprawdę się toczy. I mnie niesłychanie cieszy, że coraz głośniej słychać zarówno głos młodych ludzi, jak i ofiar całej tej branży.
J.Ś.: Wydaje mi się, że pojawiły się ostatnio badania opinii publicznej, nie tylko te konsultacje w Warszawie. I one pokazują jasno: dwie trzecie Polaków popiera całkowity zakaz sprzedaży alkoholu w nocy, a dwie trzecie – według innych badań – opowiada się za zakazem reklamy alkoholu. To są bardzo duże większości, które jednoznacznie wskazują, że społeczeństwo chce takich zmian.
ReklamaCo więcej, nawet elektorat Platformy Obywatelskiej w dwóch trzecich popiera nocną prohibicję. A więc to jest ich własny elektorat, który domaga się takich rozwiązań. Dlatego argument o niepopularności tych decyzji, moim zdaniem, w ogóle nie jest trafny.
Tutaj mamy raczej do czynienia z silnym lobby, a z drugiej strony – z politykami, którzy pokoleniowo wciąż należą do grupy ludzi nie do końca rozumiejących tę ogromną zmianę mentalności, jaka właśnie zachodzi wśród Polaków.
J.Ś.: To na pewno wyeliminuje tę część kupujących, którzy sięgają po alkohol zupełnie spontanicznie – najczęściej są to osoby już pod wpływem, kupujące „na dopicie się”. I dobrze, że ten problem zostanie ograniczony.
ReklamaTrzeba jednak zauważyć, że np. Litwa, wprowadzając podobne ograniczenie, objęła zakazem godziny od 20 do 10 rano. A więc nasze regulacje – od 22 do 6 – są bardzo krótkie i stanowią dość liberalne podejście do tematu. Jeden z pomysłów Trzeciej Drogi przewiduje możliwość wydłużania tych godzin przez samorządy.
Samo to rozwiązanie nie rozwiąże całego problemu, ale na pewno ograniczy jego najgorsze skutki. To jednak zdecydowanie za mało.
J.Ś.: Oczywiście, że trzeba to zrobić. Żadna używka nie potrzebuje reklamy. Proszę też zobaczyć – branża alkoholowa wydaje mnóstwo pieniędzy na promocję, a każdy projekt edukacyjny czy profilaktyczny przegrywa w starciu z taką machiną. Dlatego przekazy zachęcające Polaków do spędzania wolnego czasu z alkoholem muszą po prostu zniknąć.
Można się też zastanowić nad reklamami innych produktów, na przykład leków. Uważam, że tego typu reklamy również nie powinny być dopuszczone, ale to już temat na osobną dyskusję. Natomiast naprawdę są pewne produkty, które nie powinny być reklamowane – i alkohol na pewno do nich należy.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze