Hormonalna terapia menopauzalna wraca do centrum medycznej debaty – tym razem już nie jako „kontrowersyjny temat”, lecz jako jedno z najlepiej przebadanych i najskuteczniejszych narzędzi poprawy zdrowia kobiet po 45. roku życia. Choć wokół HTZ wciąż krąży wiele mitów – od rzekomego „wywoływania raka”, po obawy przed tyciem czy uzależnieniem – aktualne wytyczne międzynarodowych towarzystw naukowych pokazują coś zupełnie innego. Nowoczesna, indywidualnie dobrana terapia jest bezpieczna, skuteczna i pomaga kobietom przejść menopauzę bez cierpienia, którego „nie trzeba zaciskać zębów”. W rozmowie z Polityką Zdrowotną ginekolog Karina Barszczewska wyjaśnia, dlaczego wiele lęków pacjentek to wciąż echo nieaktualnych badań sprzed dwóch dekad, a współczesna medycyna ma zupełnie nowe odpowiedzi na wyzwania menopauzy.
Karina Barszczewska: Najczęstsze mity wokół terapii hormonalnej wynikają głównie z lęku i dezinformacji. Część kobiet wciąż żyje w cieniu doniesień z początku XXI wieku – głównie po publikacji badań WHI (Women’s Health Initiative, 2002), które błędnie zinterpretowano i przez lata przedstawiano jako dowód, że HTZ „zwiększa ryzyko raka i zawałów”. Dziś wiemy, że tamto badanie dotyczyło zupełnie innej grupy kobiet – średnia wieku uczestniczek wynosiła 63 lata, czyli wiele z nich rozpoczęło terapię 10–15 lat po menopauzie, a więc poza optymalnym oknem terapeutycznym. Nowsze analizy (NAMS 2023, ESHRE 2024, Lancet 2024) jednoznacznie pokazują, że u kobiet rozpoczynających terapię w okolicach menopauzy, korzyści znacznie przewyższają ryzyka.
Najczęstsze mity i obawy pacjentek:
Z mojej praktyki wynika, że najwięcej obaw nie wynika z faktów medycznych, ale z doświadczeń innych kobiet i nieaktualnych artykułów. Dlatego rolą lekarza jest nie tylko przepisać terapię, ale nauczyć pacjentkę, że jej ciało po menopauzie zasługuje na taką samą troskę jak wcześniej.
KB: Dzisiaj mamy zupełnie inne dane i zupełnie inne leki niż 20 lat temu. Największe towarzystwa naukowe, m.in. NAMS i Europejskie Towarzystwo Menopauzy, jasno mówią, że u kobiet zdrowych, które rozpoczną terapię w ciągu 10 lat od menopauzy lub przed 60. rokiem życia, korzyści znacznie przewyższają ryzyka.
Nowoczesna terapia hormonalna nie zwiększa istotnie ryzyka chorób serca, udarów czy demencji – wręcz przeciwnie, działa ochronnie, jeśli jest rozpoczęta w odpowiednim momencie. Ryzyko zakrzepicy jest niskie, zwłaszcza przy stosowaniu plastrów lub żeli, które omijają wątrobę i nie zaburzają krzepnięcia.
Najczęściej powtarzany lęk dotyczy raka piersi. Tu też warto powiedzieć jasno: długotrwałe stosowanie nieco zwiększa ryzyko, ale w minimalnym stopniu – znacznie mniej niż otyłość, brak ruchu czy regularne picie alkoholu. A po odstawieniu hormonów ryzyko z czasem wraca do poziomu wyjściowego.
Krótko mówiąc – HTM nie jest terapią „bez ryzyka”, ale jest terapią o przewidywalnym i kontrolowanym profilu bezpieczeństwa. Pod warunkiem, że jest dobrana indywidualnie, monitorowana i prowadzona przez lekarza, który zna aktualne rekomendacje, a nie schematy sprzed dwóch dekad.
KB: Tak - wytyczne się zmieniły. Najkrócej: odchodzimy od „jednej HTM dla wszystkich” na rzecz spersonalizowanej terapii, z dużym naciskiem na moment rozpoczęcia, drogę podania i cele kliniczne.
Co się zmieniło najważniejszego?
KB: Po włączeniu terapii hormonalnej kobieta nie zostaje „z receptą i do widzenia” — to proces, który wymaga rozmowy, obserwacji i regularnych kontroli. Ja zawsze mówię pacjentkom, że HTM to współpraca, nie procedura.
Zaczynamy od bardzo dokładnego wywiadu: styl życia, choroby w rodzinie, ciśnienie, masa ciała, wyniki badań. Wybieramy preparat, dawkę i formę podania najbardziej dopasowaną do kobiety - nie do „średniej pacjentki”. Po rozpoczęciu terapii pierwsza kontrola odbywa się zwykle po 2–3 miesiącach, żeby ocenić samopoczucie, reakcję organizmu i ewentualne działania uboczne. Potem, jeśli wszystko przebiega prawidłowo, wizyty kontrolne raz do roku są w zupełności wystarczające. Podczas takich wizyt monitorujemy: ciśnienie tętnicze, wagę, BMI, badania z krwi stan piersi (USG mammografia wg wieku i zaleceń),oraz narząd rodny – cytologię, USG ginekologiczne, czasem endometrium.
Kluczowe jest to, że monitorowanie nie służy „szukaniu problemów”, tylko utrzymaniu równowagi. Z czasem często modyfikujemy dawki, drogę podania albo łączymy terapię z estrogenami miejscowymi. Celem jest, żeby pacjentka czuła się dobrze.
Warto też podkreślić: HTM nie wymaga specjalnych, kosztownych badań co kilka miesięcy. Wystarczy ta sama profilaktyka, jaką rekomendujemy każdej kobiecie po czterdziestce: regularne kontrole, zdrowy tryb życia i dobra komunikacja z lekarzem.
KB: To trudne pytanie – i bardzo potrzebne. Powiedziałabym tak: lekarze podstawowej opieki zdrowotnej mają wiedzę, ale system nie daje im przestrzeni, żeby z tej wiedzy spokojnie skorzystać. Czas, jaki mogą poświęcić na wizytę, to często 10–15 minut. W tym czasie trzeba omówić wyniki badań, leki, profilaktykę i jeszcze wytłumaczyć złożony temat, jakim jest terapia hormonalna. To po prostu niemożliwe.
Druga sprawa to edukacja. Przez wiele lat o HTM mówiono z ostrożnością, wręcz z dystansem – głównie z powodu dawnych badań, które błędnie interpretowano. W efekcie wielu lekarzy, także w POZ, nigdy nie dostało aktualnej wiedzy, że nowoczesna HTM wygląda i działa zupełnie inaczej niż 20 lat temu.
Na szczęście to się zmienia. Coraz więcej lekarzy rodzinnych chce się dokształcać w tym temacie, uczestniczy w konferencjach, czyta aktualne stanowiska naukowe. Widzę też, że coraz częściej odsyłają pacjentki do ginekologów zajmujących się menopauzą albo wspólnie ustalają z nimi plan leczenia – i to jest świetny kierunek.
Moim zdaniem kluczowe jest, żeby rozmowa o hormonach przestała być tematem tabu w gabinecie POZ. Kobieta powinna móc usłyszeć nie: „proszę się pogodzić, to naturalne”, tylko: „zastanówmy się razem, co możemy zrobić, żeby Pani dobrze się czuła”.
KB: Kiedy w gabinecie pojawia się temat hormonów, większość kobiet ma w oczach nie ciekawość, tylko… lęk. Najczęstsze pytania brzmią: „Czy od tego się tyje?”, „Czy dostanę raka?”, „Czy będę musiała brać to już do końca życia?”, albo: „Czy to nie jest oszukiwanie natury?”.
Za tymi pytaniami stoi często jedno – strach. Bo przez lata kobiety słyszały, że hormony to ryzyko, że lepiej „przetrwać” menopauzę w milczeniu, że to temat wstydliwy. A przecież dziś mamy ogrom wiedzy, która mówi coś zupełnie innego: hormony to nie fanaberia, tylko narzędzie poprawy zdrowia i jakości życia.
Zdarza się też, że kobiety pytają: „Czy ja w ogóle mogę sobie na to pozwolić?”. I wtedy odpowiadam: każda z nas ma prawo czuć się dobrze w swoim ciele – niezależnie od wieku, metryki czy etapu życia. Moim zadaniem nie jest przekonać do terapii, tylko dać rzetelną informację, rozwiać mity i wspólnie znaleźć najlepsze rozwiązanie.
I kiedy widzę, że po rozmowie kobieta wychodzi spokojniejsza, bez lęku, z poczuciem, że znowu ma wpływ na swoje ciało – to jest dla mnie największy sens tej pracy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze