Reklama

Wyzwania operacyjne w leczeniu wad wrodzonych twarzoczaszki u najmłodszych pacjentów

Doktor Krzysztof Dowgierd podejmuje się leczenia i operowania najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych wad twarzoczaszki u dzieci. Pacjent jest mały, odpowiedzialność wielka, ale największa jest radość z efektów, czasem naprawdę spektakularnych - podkreśla specjalista.

Największe wyzwanie operacyjne pozostaje w sferze marzeń czy w sferze planów?

Na pewno jest jeszcze przede mną i to stanowi ogromną motywację do działania. Chodzi o to, aby zoperować dziecko tak, żeby zapewnić mu maksymalny komfort życia i dalszego rozwoju. Wiele zależy od tego, czy mamy do czynienia z małym pacjentem onkologicznym czy pacjentem z wadami wrodzonymi. Najmłodsze dziecko, które operowaliśmy, miało zaledwie sześć miesięcy. Ostatnio przeprowadzałem z moim zespołem usunięcie żuchwy z rekonstrukcją u rocznej dziewczynki.

Reklama

„Ja już nie chcę”. „Mam dość”. To słowa, które często Pan słyszy od młodych pacjentów. Dlaczego?

Trzeba dokładnie opisać i rozumieć ich sytuację. Leczenie w zakresie chirurgii szczękowo-twarzowej to leczenie trudne, wieloetapowe, czasem piekielnie żmudne. To mozolna, długa praca. Pacjenci wracają na kolejne operacje, wizyty kontrolne. Kryzys przychodzi zwykle między dwunastym a czternastym rokiem życia. To nastolatki, buntują się, mają mnóstwo wątpliwości. Wejście w tzw. ciągi operacyjne bywa szalenie obciążające. Toczymy bój o wzrost świadomości społecznej na temat schorzeń twarzoczaszki, chorób genetycznych, onkologicznych. Nie jest z tym w naszym kraju najlepiej bo wielu chorych zmaga się z brakiem akceptacji, z wieloma przykrymi zjawiskami: docinkami, wyzwiskami np. ze względu na wygląd czy niewyraźną mowę. Nietrudno sobie wyobrazić, że otoczenie może zgotować piekło takiej osobie.

Reklama

Jak możemy mądrze wspierać takich pacjentów?

Najważniejszy jest chory i jego bliscy. Jeśli on ma motywację do działania, widzi dla siebie szansę w procesie leczenia, który proponujemy, to jesteśmy w stanie zrobić naprawdę bardzo wiele. Mam fantastyczną pacjentkę, która przeszła ponad dwadzieścia zabiegów. Jest inteligentną, bardzo zaradną dziewczyną, pracuje jako edytorka tekstów. Kiedyś powiedziała mi, że już ma dosyć, że nie ma siły dalej walczyć z chorobą. Teraz przyjeżdża na kontrole. Jest pod naszą opieką. Wie, że zawsze będzie mogła na nas liczyć, jeśli poczuje, że chce iść dalej.

Reklama

Chce Pan poświęcić maksymalnie dużo czasu pacjentom z wadami wrodzonymi.

Tak. W naszym szpitalu w Olsztynie przeprowadzamy operacje rozszczepowe. Rozszczep to przerwanie ciągłości anatomicznej nosa, wargi i podniebienia. Najważniejsze jest osiągnięcie normalnego funkcjonowania u dziecka: gryzienia, przełykania, mówienia. Mogę dzisiaj kompleksowo zajmować się wadami w obrębie twarzoczaszki, które są niezwykle rzadkie np. mamy rocznie pięciu-sześciu takich pacjentów. Zawdzięczam to pani dyrektor olsztyńskiej lecznicy bo uwierzyła w projekt, który jej przed laty przedstawiłem. To koleje źródło mojej motywacji do działania. Z racji tego, że cały proces jest wieloletni i trudny, końca leczenia moich najmłodszych pacjentów zapewne już nie zobaczę, ale dzięki temu, że ośrodek się rozwija wiem, że będą w dobrych rękach. Dla wielu rodziców diagnoza związana ze schorzeniami wymagającymi interwencji chirurga to koszmar. Chcę pokazać, że ten zły sen może się skończyć.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości