Padaczka, udary mózgu, choroba Alzheimera, stwardnienie rozsiane, migrena – choroby neurologiczne od lat należą do największych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Mimo to neurologia wciąż bywa traktowana jak „trzecia w kolejce” – po onkologii i kardiologii. Tymczasem twarde dane epidemiologiczne nie pozostawiają złudzeń: to choroby mózgu najbardziej obciążają społeczeństwo – zdrowotnie, społecznie i ekonomicznie. Właśnie ten wniosek wybrzmiał mocno podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu do spraw leczenia chorób neurologicznych, gdzie eksperci jasno wskazali, że czas odwrócić obowiązującą hierarchię priorytetów zdrowotnych.
Już 15 lat temu europejskie analizy pokazywały, że koszty chorób neurologicznych przewyższają łącznie wydatki na inne grupy schorzeń. Co ważne, nie chodzi wyłącznie o śmiertelność, ale o lata życia przeżyte w niepełnosprawności – parametr kluczowy z punktu widzenia pacjentów, rodzin i systemu ochrony zdrowia.
Neurologia generuje ogromne koszty pośrednie: absencję zawodową, trwałą niesamodzielność, konieczność opieki długoterminowej. To właśnie w tym obszarze państwo traci najwięcej – i jednocześnie może najwięcej zyskać, jeśli zainwestuje mądrze.
Do problemów systemowych w neurologii w Polsce odniosła się prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, która w licznych wypowiedziach publicznych podkreśla, że skala wyzwań rośnie szybciej niż możliwości systemu.
– Choroby neurologiczne stają się jednym z największych wyzwań zdrowotnych współczesnych społeczeństw. Starzenie się populacji sprawia, że liczba pacjentów będzie systematycznie rosła, a bez odpowiedniego zwiększenia nakładów i lepszej organizacji opieki nie będziemy w stanie zapewnić im właściwego leczenia i wsparcia – wskazywała prof. Alina Kułakowska.
Reklama
Profesor zwróciła uwagę, że kluczowe znaczenie ma rozwój opieki koordynowanej, dostęp do nowoczesnej diagnostyki oraz wzmocnienie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, która dziś pozostaje jednym z najsłabszych ogniw systemu. Jak podkreślała, bez tych zmian neurologia w Polsce będzie nadal zmagać się z rosnącą liczbą hospitalizacji i narastającymi kosztami pośrednimi, które już dziś stanowią największe obciążenie dla gospodarki i systemu ochrony zdrowia.
Eksperci nie mają wątpliwości, które choroby neurologiczne w największym stopniu odpowiadają za to obciążenie. Na czele, jak wskazuje prof. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy ds neurologii, znajdują się:
udary mózgu – główna przyczyna trwałej niepełnosprawności dorosłych,
choroba Alzheimera i inne otępienia – najczęstsza przyczyna utraty samodzielności w starszym wieku,
migrena – często bagatelizowana, a realnie wykluczająca z życia zawodowego i społecznego,
padaczka – jedna z kluczowych przyczyn długotrwałych ograniczeń funkcjonowania, szczególnie u osób w wieku produkcyjnym.
To właśnie padaczka – obok stwardnienia rozsianego – coraz częściej pojawia się w debacie jako obszar wymagający pilnych decyzji systemowych, także na poziomie Ministerstwa Zdrowia.
Najważniejszy argument? Neurologia to dziś dziedzina ogromnego postępu terapeutycznego. W wielu chorobach – od udarów, przez SM, po padaczkę i migrenę – istnieją skuteczne metody leczenia i prewencji. Problemem nie jest brak wiedzy, lecz logistyka, organizacja i priorytety państwa.
Jak podkreślano podczas posiedzenia zespołu parlamentarnego: nigdy wcześniej nie było tak dobrego momentu, by realnie zmniejszyć skalę neurologicznej niepełnosprawności w Polsce. Zaniedbanie tego obszaru dziś będzie kosztować wielokrotnie więcej jutro.
W debacie o priorytetach zdrowotnych padaczka wciąż bywa spychana na dalszy plan. Tymczasem dane przywołane podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu do spraw leczenia chorób neurologicznych pokazują jasno: to jedna z najbardziej kosztownych chorób neurologicznych – nie dlatego, że leczenie jest drogie, lecz dlatego, że system działa nieefektywnie.
- Analizy oparte na danych NFZ, ZUS i instytucji ubezpieczeniowych wskazują, że roczne koszty związane z leczeniem padaczki w Polsce sięgają 300–400 milionów euro. Co kluczowe, aż około 70 proc. tych wydatków stanowią koszty pośrednie – renty, absencja zawodowa, utrata produktywności, świadczenia socjalne. Leczenie sensu stricto to jedynie ułamek całości - referował prof. Bartosz Karaszewski.
Reklama
To oznacza jedno: oszczędności nie leżą w ograniczaniu terapii, lecz w lepszej organizacji opieki.
Padaczka jest chorobą przewlekłą, którą w zdecydowanej większości przypadków można i należy prowadzić ambulatoryjnie. Tymczasem polski system wciąż generuje nadmierną liczbę hospitalizacji, które podnoszą koszty, a nie poprawiają wyników leczenia.
Eksperci podkreślali, że wystarczyłoby wzmocnić leczenie specjalistyczne w poradniach, jasno określić momenty, w których hospitalizacja jest rzeczywiście konieczna, stworzyć system referencyjności, kierujący pacjenta do odpowiedniego poziomu opieki.
To rozwiązania znane i stosowane w innych krajach Europy. Polska – jak padło wprost – nie tylko nie wyznacza standardów, ale często wysyła pacjentów za granicę na diagnostykę, za którą i tak płaci z publicznych pieniędzy.
Jednym z najbardziej widocznych przykładów zaniedbań jest brak kompleksowego finansowania diagnostyki inwazyjnej i leczenia operacyjnego padaczki. Procedury te nadal nie są trwale wpisane do koszyka świadczeń gwarantowanych, mimo że są standardem w Europie, pozwalają wyleczyć lub znacząco poprawić stan pacjentów lekoopornych, długofalowo zmniejszają koszty społeczne i ekonomiczne choroby.
Jak podkreślano podczas posiedzenia, sama refundacja pojedynczej procedury nie wystarczy. Konieczny jest system wielodyscyplinarnych zespołów – neurologów, neurochirurgów, neurofizjologów, psychologów – pracujących w wyspecjalizowanych ośrodkach referencyjnych.
Bez tego pacjent nadal będzie krążył między oddziałami, zamiast realnie wracać do życia społecznego i zawodowego.
W dyskusji wielokrotnie powracało porównanie do programu KOS-zawał, który diametralnie poprawił opiekę nad pacjentami kardiologicznymi. Padało pytanie:
- Dlaczego po udarze mózgu pacjent często trafia do neurologa raz – i znika z systemu? - prof. Aneta Lasek – Górnośląskie Centrum Medyczne, Centrum Interwencyjnego Leczenia Udaru Mózgu.
Propozycja jest konkretna: zintegrowana opieka poudarowa (KOS-udar), obejmująca: planowe wizyty neurologiczne, rehabilitację, prewencję wtórną, koordynację leczenia przez jasno wyznaczoną ścieżkę.
Co istotne, środowisko neurologiczne nie mówi dziś „trzeba by”. Taki model jest już przygotowany i przedstawiony Ministerstwu Zdrowia. Brakuje jednego: decyzji i stabilnego finansowania.
Uznanie neurologii – w tym leczenia padaczki – za priorytetową dziedzinę polityki zdrowotnej państwa nie może skończyć się na deklaracjach. Jak podkreślali zarówno lekarze, jak i przedstawiciele pacjentów, priorytet musi oznaczać realną zmianę: w finansowaniu, organizacji i dostępności nowoczesnego leczenia.
Padaczka, udary, stwardnienie rozsiane czy migrena to nie niszowe problemy. To choroby, które decydują o zdolności milionów ludzi do pracy, nauki i samodzielnego życia. Ignorowanie tego faktu to koszt, na który państwa – i społeczeństwa – po prostu nie stać.
Program Bilans Zdrowia 60+ miał być przełomem – i w wielu aspektach nim jest. Po raz pierwszy na taką skalę wprowadzono w Polsce przesiewowe badanie pamięci i funkcji poznawczych u osób po 60. roku życia. Do końca ubiegłego roku wypełniono ponad 300 tysięcy ankiet, a liczba wykonanych badań sięgnęła 400–500 tysięcy. Problem w tym, że system zatrzymał się w pół drogi.
Jak alarmują neurolodzy, w tym prof. Agnieszka Gorzkowska, która jest przewodniczącą Sekcji Alzheimerowskiej Polskiego Towarzystwa Neurologicznego (PTN), zidentyfikowani pacjenci nie mają jasno wyznaczonej ścieżki dalszej diagnostyki i leczenia. Brakuje jednego, kluczowego elementu: realnie dostępnej, skoordynowanej opieki ambulatoryjnej.
Eksperci są zgodni: neurolog powinien koordynować proces diagnostyki otępienia, ale nie jest w stanie robić tego sam. Tymczasem w poradniach neurologicznych wciąż nie ma finansowanego miejsca dla psychologa, który jest niezbędny do rzetelnej oceny funkcji poznawczych.
Efekt? Pacjent trafia do systemu, zostaje „wyłapany” w badaniu przesiewowym – i zostaje z problemem. Bez wsparcia diagnostycznego, bez jasnego skierowania, bez dalszej opieki. A to właśnie wczesna diagnoza choroby Alzheimera decyduje dziś o skuteczności leczenia, planowaniu terapii i ograniczaniu kosztów społecznych.
Symbolicznym przykładem systemowego zapóźnienia jest badanie fosforylowanego białka Tau 217 – osoczowego markera procesu alzheimerowskiego. To jedno z najmniej inwazyjnych i najbardziej obiecujących badań diagnostycznych, wykonywane z krwi.
Problem? Badanie nie znajduje się w żadnym koszyku świadczeń, nie ma ustalonego finansowania, dostępne jest głównie prywatnie.
W praktyce oznacza to, że dostęp do nowoczesnej diagnostyki zaczyna zależeć od zasobności portfela, a nie od wskazań medycznych. To prosta droga do nierówności i chaosu diagnostycznego. Podobne „wąskie gardła” dotyczą badań genetycznych w chorobach neurozwyrodnieniowych, szczególnie u młodszych pacjentów z podejrzeniem otępienia.
Debata publiczna wciąż koncentruje się na diagnozie. Tymczasem eksperci biją na alarm: zapotrzebowanie na rehabilitację w otępieniach jest dziś większe niż w rehabilitacji poudarowej.
A jednak: rehabilitacja poznawcza praktycznie nie istnieje w systemie, pacjenci bez orzeczeń o znacznym stopniu niepełnosprawności wypadają z obiegu, samorządy i ośrodki pomocy społecznej nie mają wiedzy ani narzędzi, by ją prowadzić.
Polska, mimo zobowiązań międzynarodowych, pozostaje w tyle za innymi krajami UE, które od lat wdrażają rehabilitację dla pacjentów z chorobą Alzheimera i innymi otępieniami.
Dane przywołane podczas posiedzenia nie pozostawiają wątpliwości: nieleczone lub źle leczone otępienie dramatycznie zwiększa liczbę hospitalizacji – także z powodu innych chorób.
Pacjenci z otępieniem częściej trafiają do szpitala z POChP, dwukrotnie częściej są hospitalizowani z powodu cukrzycy, znacznie częściej wymagają leczenia z powodu niewydolności serca.
To pokazuje jasno: prewencja, wczesna diagnoza i rehabilitacja w otępieniach obniżają koszty całego systemu ochrony zdrowia, nie tylko neurologii.
Krajowy Program Działań wobec Chorób Otępiennych został podpisany. To ważny krok. Ale – jak podkreślają zarówno lekarze, jak i organizacje pacjenckie – program bez realnego wdrożenia pozostanie dokumentem.
Bez finansowanej ścieżki diagnostycznej, koordynowanej opieki ambulatoryjnej, rehabilitacji i wsparcia dla opiekunów, zmian legislacyjnych (np. w dostępie do asystencji osobistej po 65. roku życia), nie uda się zatrzymać lawiny kosztów, hospitalizacji i dramatów rodzinnych.
Alzheimer nie jest wyłącznie problemem neurologii. To test sprawności państwa – i jeden z najważniejszych priorytetów zdrowotnych najbliższych lat.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niestety ludzie z epilepsją w tym kraju mają ciężko. Nie wspomnę o podejmowaniu pracy i ludzi nie znających zasad pierwszej pomocy. Dlatego też pracodawcy nie chcą zatrudniać ludzi chorych. A to są ludzie bardzo pracowici ale niestety często pomijani na rynku pracy z powodu choroby, nie potrzebnie. Wierzę w ludzi i ich zmianę sposobu myślenia na pozytywny.
Niestety ludzie z epilepsją w tym kraju mają ciężko. Nie wspomnę o podejmowaniu pracy i ludzi nie znających zasad pierwszej pomocy. Dlatego też pracodawcy nie chcą zatrudniać ludzi chorych. A to są ludzie bardzo pracowici ale niestety często pomijani na rynku pracy z powodu choroby, nie potrzebnie. Wierzę w ludzi i ich zmianę sposobu myślenia na pozytywny.