Co ratownicy sądzą o projekcie ustawy polityków PSL, który dotyczy wprowadzenia w całym kraju minimum trzyosobowych zespołów karetek - mówi o tym Roman-Badach Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.
Przypomnijmy, że posłowie wnioskują o ujednolicenie w całym kraju
, tak aby w karetce przebywało co najmniej trzy osoby - w tym co najmniej dwie osoby uprawnione do wykonywania medycznych czynności ratunkowych jak pielęgniarka systemu lub ratownik medyczny.Na naszych mediach społecznościowych zadaliśmy Wam pytanie, co sądzicie o tym pomyśle. 753-osoby opowiedziały się za wprowadzeniem proponowanych zmian. 109 osób jest przeciwnych zmianom.
O projekcie pozytywnie opowiada się również KZZPRM.
- Obiema rękoma podpisuje pod wprowadzeniem 3-osobowych zespołów ratownictwa medycznego – mówi Roman-Badach Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.
- Od stycznia 2007 r., kiedy weszła w życie ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym, związek optował za trzyosobowymi zespołami ratownictwa – mówi.
Nie żyjemy w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeśli coś się wydarzy to do akcji wyruszają 2-3 zespoły i jest mnóstwo rąk do pracy. U nas rusza jeden zespół i sam musi sobie radzić. Naukowo udowodniono, że większe szanse przynosi resuscytacja krążeniowo-oddechowa wykonywana w 3 osoby niż w 2. Do tego dochodzi kwestia sprzętu tj. Respirator, defibrylator, plecak z lekami – to mnóstwo rzeczy, które sprawiają problem już dwóm osobom – mówi Badach-Rogowski o dodatkowych kilogramach przy transporcie pacjenta, którego należy przetransportować we wszelkich stanach. – W jaki sposób dwie osoby mają tego dokonać? – pyta. – BHP narzuca normy- mężczyzna w pracy może przenosić do 50 kg, a podbierak czy łóżko, którym transportujemy pacjenta też swoje waży. Nie łamiąc tych przepisów moglibyśmy przenosić tylko dzieci – zauważa ratownik.
Czy jesteśmy w stanie wprowadzić trzyosobowe zespoły ratownicze już dziś?
Pytanie dot. odpowiedniej liczby zasobów ludzkich i funduszy samo ciśnie się na język. - Do skompletowania trzyosobowych zespołów zabraknie ratowników medycznych. – ocenia Badach. - Dlatego mówimy o etatyzacji w ratownictwie i czemuś na wzór klauzuli opt-out, które działają w przypadku lekarzy. Wszystko po to, by ratownik w swojej placówce mógł przepracować cały etat i dodatkowo mógł wykonywać dyżury medyczne w ramach dodatkowego etatu – sugeruje przewodniczący KZZPRM. -Teraz ratownik pracuje po 300-500 godzin miesięcznie i biega od jednostki do jednostki, a wszystko w ramach kontraktów lub innych umów cywilno-prawnych. – dodaje.
Na dzień dzisiejszy ciężko jest stwierdzić w ogóle ilu mamy czynnych zawodowo ratowników medycznych. Wciąż nie mamy samorządu więc jest to grupa niepoliczalna. Z utęsknieniem czekamy, na realizacje zapowiedzianej dużej nowelizacji dot. ustawy o zawodzie ratownictwa medycznego – mówi.
Więcej ludzi w zespole- większe koszty
Większe zespoły to także wyższe wydatki. Jeśli zwiększymy zespoły „P” o 1 osobę to koszt utrzymania jednego zespołu wzrośnie o ok. 50 proc. – mówi Badach-Rogowski. Zdaniem przewodniczącego przede wszystkim powinniśmy stworzyć na wzór straży pożarnej
W opinii przewodniczącego Związku 16 wojewódzkich stacji ratownictwa działających niezależnie od szpitali zaszyło by ten worek bez dna. Wtedy będzie można poznać rzeczywisty koszt utrzymania zespołów ratownictwa – ile wydajemy na wypłaty, a ile na amortyzację sprzętu.
Zobacz również:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!