Młodsze pokolenie lekarzy nie chce dziś popadać w pracoholizm, ale dbać o życie osobiste. Bardziej świadomie podchodzi do jego budowania i przeciwdziała wypaleniu zawodowemu. Starsi koledzy bali się prosić o pomoc, np. smutki topili w alkoholu - mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz, psychiatra, terapeuta i Pełnomocnik ds. Zdrowia Lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Medycy coraz głośniej skarżą się na wypalenie zawodowe. Izby lekarskie prowadzą warsztaty, szkolenia, jak sobie z tym radzić. Między innymi warszawska, w której pani jest pełnomocnikiem ds. zdrowia lekarzy. Co jest objawem wypalenia zawodowego?
Kryteria wypalenia są 3-składnikowe. Na początku mamy do czynienia z przeciążaniem psychicznym i fizycznym. Później u osoby pojawia się wycofanie emocjonalne. Medyk przeciążony będzie podejmował desperacką próbę wycofania emocjonalnego z pracy. Nie będzie myślał o pacjencie, jako człowieku, tylko zacznie się skupiać na zadaniu, jakie ma do wykonania. To jest odhumanizowanie działań. Trzecią grupą objawów, będąca konsekwencją pierwszego i drugiego kryterium, jest ogólne niezadowolenie, brak satysfakcji z pracy. To proces zachodzący stopniowo. Objawy wypalenia nie pojawiają się jednocześnie.
Które zawody medyczne, specjalizacje lekarskie są szczególnie narażone na wypalenie zawodowe?
Badania w tej materii są niejednoznaczne i nie wskazują na konkretne profesje. Wypalają się ludzie w zawodach, gdzie jest duże narażenie na ludzkie emocje. To zjawisko bardziej dotyka osób pracujących np. na SOR-ach, gdzie z założenia jest nieprzewidywalnie i „gorąco”. Napięcie, przeciążenie, chaos, ogrom emocji są wpisane w pracę w takich miejscach.
Na wypalenie w ogóle narażeni są też pracownicy gdy muszą walczyć z systemem. Zajmować się uzupełnianiem dokumentacji medycznej, martwić się o brak papieru do drukarki czy niedziałający komputer. W takich okolicznościach pojawia się bezsilność. Ponadto wypalenie zawodowe dotyka medyków pracujących w środowisku o niejasnej hierarchii, nadmiernie kontrolującym, chaotycznym, w którym jest wysoki poziom agresji, nie ma wsparcia od przełożonych.
Wypalają się medycy mający styczność z dramatami ludzkimi?
Niekoniecznie. Bardziej chodzi o bezsilność, poczucie braku wpływu na cokolwiek, przeciążenie. Np. w medycynie paliatywnej lekarze są mniej narażeni na wypalenie. Oni mają ogromne poczucie sensu swojej pracy, realnej pomocy adekwatnej do oczekiwań. Trudniej jest za to np. internistom.
Jak przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu?
Do wypalenia zawodowego rzadziej dochodzi ta gdzie jest przewidywalność, honorowane jest prawo do urlopów a medyk nie czuje, że jest trybikiem w maszynie. Aby eliminować zjawisko wypalenia, potrzebna jest interwencja na poziomie systemu i zmiana kultury pracy, to zadanie organizatorów systemu opieki zdrowotnej, szefów placówek i zespołów. Trzeba zauważyć, że coś się dzieje. "Medycy-pomagacze" są nastawieni na pomaganie innym i czasem zapominają o sobie. Są też perfekcjonistami. A warto szukać pomocy, edukować medyków o konieczności dbania o zdrowie psychiczne. Złość, irytacja, smutek, zmiany nastroju, brak ochoty na pójście do pracy są sygnałami, że dzieje się coś złego. Trzeba się wówczas sobą zaopiekować. Można zwiększyć rezyliencję, czyli odporność psychiczną, nie uciekać w używki. Warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Czasem jest potrzebna zmiana środowiska czy pomoc psychiatry.
A może po prostu trzeba zmienić pracę?
Czasami tak. Poszukać miejsca, gdzie warunki pracy są lepsze. Widać odpływ lekarzy do prywatnego systemu. Robią specjalizację w systemie publicznym przez kilka lat, a później uciekają do prywatnych placówek. Ale są publiczne podmioty lecznicze, w których dobrze się pracujea a są i prywatne, gdzie warunki pracy są trudne.
Fundacja Nie Widać Po Mnie przeprowadziła badania, z których wynika, że ponad 30 proc. medyków cierpi na zaburzenia depresyjne czy lękowe. Kiedy wypalenie zawodowe może przerodzić się w depresję?
Wypalenie zwiększa ryzyko depresji. Wszyscy mamy jakieś uwarunkowania indywidualne i reagujemy różnie, w sytuacji przeciążenia organizmu różne rzeczy mogą się dziać. Jedni zareagują bezsennością, inni zaczną pić, jeszcze innym zaczną się zaburzenia nastroju. Lekarze często kamuflują trudności w obszarze psychiki, nawet przed samym sobą nie lubią się przyznawać, że coś jest nie tak. Niemniej, jeśli dzieje się tak, że funkcjonowanie i samopoczucie u medyka jest zmienione, to jest to wystarczający powód, aby skonsultować się z psychiatrą. Jest on w stanie ocenić, czy i jakie leki są potrzebne. Może zalecić terapię, odpoczynek.
Czy dziś młodzi lekarze są bardziej delikatni psychicznie niż ich starsi koledzy?
Niekoniecznie. Młode pokolenie wyrosło w innych warunkach. Oni mają mniejszy problem, by się zgłosić po pomoc. Potrafią jej szukać już na studiach. Chcą pracować w zrównoważonym systemie, czyli work-life balance. Nie jest ich nadrzędnym celem misja ratowania świata. Chcą dbać o życie osobiste. Bardziej świadomie podchodzą do jego budowania. Starsi koledzy bali się prosić o pomoc np. smutki topili w alkoholu.
Pracoholizm przekłada się zapewne na życie osobiste medyków?
Tak, dlatego tak wielu z nich ciężko jest je poukładać. Jest dużo rozwodów w tej grupie zawodowej. Medycyna jest zazdrosną kochanką.
Jak medyk powinien stawiać granice w pracy w sytuacji, gdy zmusza się go do świadczenia usług ponad normę? Niełatwo mają zwłaszcza rezydenci.
Rezydent pracuje na umowę o pracę, więc w sensie prawnym obowiązują go normy pracy. Ale i tak zdarza się przymuszanie do dodatkowych zadań, czasem jako tzw. przemoc w białych rękawiczkach. Rezydentura kończy się egzaminem zdawanym przed starszymi lekarzami, stawianie granic może być wobec tego nieopłacalne i skończyć się zemstą przełożonego lub jego kolegów. Niektórzy się tego obawiają i nie protestują wobec złego traktowania.
W naszym kraju jest niestety sporo feudalizmu w wielu obszarach. Dotyczy to nie tylko szpitali. A tam, gdzie jest sztywna, tradycyjna hierarchia, tam może pojawić się mobbing. Medycyna jest hierarchiczna. Najlepiej widać to np. w szpitalach klinicznych. Osoby na stanowiskach kierowniczych, lubiące władzę, mają duże zapędy do kontrolowania innych. Ale i tak najmłodsze pokolenie lekarzy jest bardziej wojownicze. Dba o siebie. Przedstawiciele starszych pokoleń mogą się od nich wiele nauczyć.
Polecamy także:
Zaniedbany psychicznie jak lekarz
Od nikogo nie można wymagać bezgranicznej odporności. Także od pracowników medycznych
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze