Choć od zamknięcia hut metali nieżelaznych minęły dekady, ołów nadal pozostaje obecny w środowisku części śląskich miast. Naukowcy ze Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach wykryli przekroczenia norm zawartości tego pierwiastka w kilkudziesięciu procentach próbek gleby pobranych z placów zabaw i boisk.
Dr hab. Grzegorz Dziubanek z Wydziału Zdrowia Publicznego ŚUM uczula, że ołów z naszego środowiska wcale nie zniknął. Co prawdwa skala problemu jest o wiele mniejsza niż przed 50 laty, ale on nadal tutaj jest obecny.
Badania prowadzone są m.in. w katowickich Szopienicach, Lipinach w Świętochłowicach oraz Brzezinach Śląskich – na terenach dawnych hut cynku i ołowiu.
– Jednoznacznie nasze analizy wskazują, że kilkadziesiąt procent badanych próbek przekracza obowiązujące normy. To próbki z miejsc, gdzie bawią się dzieci – zaznacza Dziubanek.
Reklama
Na podstawie wyników badań naukowcy szacują poziom narażenia i potencjalne ryzyko zdrowotne. Szczególnie wrażliwą grupą są dzieci do szóstego roku życia.
– Jeśli dziecko przewlekle, praktycznie codziennie przebywa na takim placu zabaw, może dochodzić do tzw. narażenia pozażywieniowego – poprzez połykanie cząsteczek gleby czy kurzu unoszonego podczas zabawy. Dawki mogą być na tyle wysokie, że przekraczają progi uznawane obecnie za bezpieczne – wyjaśnia ekspert.
Jednocześnie podkreślił, że obecne poziomy skażenia nie są porównywalne z sytuacją z lat 70., gdy emisje przemysłowe były wielokrotnie wyższe.
Rektor ŚUM, prof. Tomasz Szczepański, zaznaczył, że pediatrzy nie obserwują dziś klasycznych objawów przewlekłego zatrucia ołowiem na szeroką skalę.
– Na pewno nie jest to zagrożenie w takiej formie makroskopowej, jak w czasach, gdy działały huty (...). Natomiast to, co zostało w glebie, wymaga dalszych badań – mówi.
ŚUM wraz z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach planuje rozszerzyć badania nad środowiskowymi uwarunkowaniami zdrowia. W planach jest utworzenie Centrum Badań nad Środowiskiem im. prof. Bożeny Hagier-Małeciej oraz pozyskanie grantów z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
– Będzie się jeszcze dużo działo. Chcemy, by problem narażenia na metale ciężkie i inne zanieczyszczenia środowiskowe na Śląsku był traktowany jako istotne wyzwanie zdrowia publicznego – zapowiada Dziubanek.
Eksperci nie zalecają rezygnacji z korzystania z placów zabaw, lecz wskazują na proste sposoby ograniczania ryzyka. Kluczowa jest higiena: mycie rąk po powrocie z podwórka, zmiana odzieży oraz unikanie jedzenia podczas zabawy w piasku.
– To nie są skomplikowane działania, a mogą skutecznie ograniczyć wielkość narażenia – podkreśla Dziubanek.
Reklama
Badacze zwracają również uwagę na potrzebę działań systemowych, takich jak regularna wymiana piasku w piaskownicach czy zabezpieczanie nawierzchni warstwą czystej gleby bądź materiałami izolującymi.
– Różnice między poszczególnymi lokalizacjami są znaczące, ale fakt pozostaje taki, że w kilkudziesięciu procentach próbek wartości są wyższe od normatywnych – podsumowuje ekspert.
Problem skażenia ołowiem ma na Śląsku dramatyczną historię. W latach 70. XX wieku w Katowicach-Szopienicach zdiagnozowano masowe przypadki zatrucia ołowiem wśród dzieci. Źródłem była działalność huty metali nieżelaznych, której emisje przez lata kumulowały się w glebie wokół osiedli.
Pierwsze przypadki ołowicy rozpoznała pediatra prof. Bożena Hagier-Małecka. Z ustaleniami zgłosiła się do lekarki pracującej w Szopienicach – Jolanta Wadowska-Król, która rozpoczęła szeroką diagnostykę wśród dzieci z dzielnicy.
Skala zjawiska okazała się masowa. W realiach PRL informacje o środowiskowych skutkach działalności przemysłu były politycznie wrażliwe, mimo to lekarze kontynuowali badania i leczenie najmłodszych pacjentów.
Po latach ich działania uznano za przełomowe dla ujawnienia zdrowotnych skutków przemysłowego skażenia środowiska na Górnym Śląsku – i za jeden z najważniejszych przykładów medycznej reakcji na zagrożenia środowiskowe w Polsce.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze