Reklama

Dlaczego Polacy żyją średnio 4 lata krócej niż przeciętny Europejczyk?

Długość życia w Polsce jest o 4 lata krótsza (76 lat), niż średnia w UE (80 lat). Czy jedynym powodem jest za niskie finansowanie? Na tle innych krajów UE na ochronę zdrowia mniej niż Polska wydają tylko Grecja i Łotwa. Czy też wpływ na krótsze życie Polek i Polaków mają też inne czynniki, jak niska świadomość społeczeństwa jak dbać o swoje zdrowie. O tym i wielu zbliżonych tematach dyskutowali paneliści Kongresu Gospodarka i Zdrowie w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 – Zdrowie nabrało innej wartości po pandemii, zaś gospodarka nabrała innej wartości w wyniku tej straszliwej wojny w Ukrainie, która powinna się jak najszybciej zakończyć zwycięstwem Ukrainy. W zdrowym społeczeństwie możemy lepiej wykorzystać kompetencje społeczeństwa w gospodarce, a w zdrowej gospodarce, mamy więcej pieniędzy na ochronę zdrowia. Są to też środki publiczne, którymi musimy bardzo efektywnie gospodarować. Każda złotówka powinna być oglądana z kilku stron, zanim będzie wydana - powiedział prof. Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

 

Reklama

Jeszcze nigdy w historii ludzkości nie było widać tak wyraźnego powiązania między zdrowiem społeczeństwa, a sytuacją w gospodarce, jak podczas pandemii w 2020 roku. COVID-19 i wszystko, co się w związku z tym działo, obnażyło dramatyczną słabość systemów zdrowotnych i gospodarczych. 

– Przerwaliśmy epidemię innowacją, jaką była szczepionka. Teraz wychodzimy z tego i wchodzimy w nowy okres – podsumował prof. Bolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

 

Zdrowie publiczne coraz gorsze od 2015 r.

Grupa specjalistów z Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk (KZP PAN) opracowała dokument Polskie Zdrowie 2.0.  Główny wniosek – mamy w Polsce do czynienia z kryzysem zdrowotnym. Kryzysem, który trwa od 2015 roku, kiedy to został zatrzymany obserwowany w poprzednich dekadach proces wydłużania się średniej długości życia.

Reklama

"Liczby mówią same za siebie.  W całym 2022 r. urodziło się bowiem niespełna 315 tys. Polaków. To najmniej od II wojny światowej "- czytamy w artykule Katarzyny Nowosielskiej na portalu PolitykaZdrowotna.

 

W ostatnich latach przejawia się on wręcz skróceniem czasu życia kobiet i mężczyzn. Ten niekorzystny trend został dodatkowo pogłębiony przez pandemię COVID-19, co spowodowało dalsze narastanie długo zdrowotnego, jako pogłębiającego się niezaspokajania potrzeb zdrowotnych.

 

– W czasie pandemii zdrowie publiczne nie było w stanie zapobiegać, a medycyna naprawcza nie była w stanie leczyć. System powinien działać w sposób zintegrowany – zaznaczył prof. Cezary Włodarczyk z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Reklama

 

Okazuje się, że postulat o zintegrowaniu medycyny naprawczej, zdrowia publicznego i polityki społecznej od wielu lat już funkcjonuje, z tym że wciąż tylko w teorii. Innym ze wskazanych przez prof. Włodarczyka obszarów, który ma szansę wzmocnić zdrowie publiczne, jest świadomość społeczeństwa. Chodzi tu o kształtowanie codziennych nawyków  – ile pracujemy, ile odpoczywamy, jak spędzamy czas wolny. – Jednym z najbardziej skutecznych leków, czy może lepiej powiedzieć – środków zapobiegających obciążeniu zdrowotnemu jest ruch, zwłaszcza na świeżym powietrzu. To, że w czasie pandemii nie mogliśmy wychodzić do lasu, było absurdem – dodał.

Reklama

 

Nowotwory i choroby sercowo naczyniowe największym zabójcą

– COVID oczywiście zebrał swoje żniwo, ale nadal w 2022 roku dominowały zgony z przyczyn chorób sercowo-naczyniowych i nowotworów, które stanowią blisko 70% wszystkich zgonów – zwrócił uwagę prof. Adam Witkowski z Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie.

 

Jak wyjaśnił, długość życia w Polsce jest o 4 lata krótsza (76 lat), niż średnia w UE (80 lat). Według Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego Polska nadal jest zaliczana do krajów wysokiego ryzyka pod względem chorób układu sercowo-naczyniowego. Jest to związane z bardzo dużym rozpowszechnieniem czynników ryzyka takich jak nadciśnienie tętnicze (które jest u jednej trzeciej chorych w ogóle nie leczone, a u jednej trzeciej leczone źle), hipercholesterolemia, palenie papierosów, cukrzyca czy otyłość.

Reklama

 

Jednym z istotnych elementów odbudowy systemu zdrowia publicznego i niwelowania długu zdrowotnego jest możliwie szeroki i szybki dostęp do innowacyjnych technologii zdrowotnych lekowych i nie lekowych, który w Polsce i w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej (ES-W) jest wyraźnie ograniczony w stosunku do 5 państw EU5 tzw. starej Unii (Francja, Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy).

 

Pacjenci z krajów Europy Środkowo-Wschodniej mają 2-krotnie mniejsze szanse na otrzymanie innowacyjnej farmakoterapii.

Z opublikowanych w 2021 roku raportów PWC i EFPIA wynika, że pacjenci z krajów ES-W mają niestety aż 2-krotnie mniejsze szanse na otrzymanie innowacyjnej farmakoterapii. Wg tego samego raportu PWC kraje ES-W wydają mniej na ochronę zdrowia (5% PKB) w porównaniu do krajów EU5 (8% PKB). Polska odstaje pod względem wydatków budżetowych na ochronę zdrowia od krajów EU5, poniżej nas jest tylko Bułgaria, Rumunia i Węgry.

Reklama

 

Mamy tylko 34% nowych leków, autoryzowanych przez Europejską Agencję Leków (EMA), które są dostępne w naszej części Europy. Aż rok od wydania pozwolenia przez EMA zajmuje wprowadzenie tych leków w krajach ES-W, w porównaniu do krajów EU5. 

 

Zatrzymać degradację systemu ochrony zdrowia

Prof. Barbara Więckowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie wskazała, że największym wyzwaniem finansowania systemu zdrowotnego jest starzenie się społeczeństwa, zarówno po stronie wydatków jak i przychodów. Na to nakłada się ekstremalne niedofinansowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Reklama

 

Na tle innych krajów UE na ochronę zdrowia mniej niż Polska wydaje tylko Grecja i Łotwa. Nasz kraj również nie wypada dobrze w międzynarodowych wskaźnikach takich jak, chociażby Euro Health Consumer Index (Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia), gdzie jest słabo oceniany zarówno przez ekspertów jak i korzystających.

 

Raport EHCI porównuje systemy ochrony zdrowia państw europejskich z punktu widzenia pacjenta w takich obszarach jak: prawo i informowanie pacjentów, dostępność, wyniki leczenia, zasięg gwarantowanych świadczeń, prewencja oraz leczenie farmaceutyczne. W ostatnim dostępnym rankingu z 2018 r. Polska zajmuje 32 miejsce na 35, zostawiając za sobą tylko Węgry, Rumunię i Albanię. 

Reklama

 

 Pieniędzy jest za mało, więc wzrost finansowania sektora zdrowia owszem pomoże, ale nie rozwiąże wszystkich jego problemów   podkreśliła Więckowska. 

 

– Mamy w tej chwili taki stan w systemie ochrony zdrowia związany z brakiem kadr, brakiem odpowiedniej infrastruktury, niedofinansowaniem świadczeń zdrowotnych, że nam nie potrzeba wzrostu do 6-7% PKB, tylko podwojenia środków w systemie, żeby zahamować degradację systemu ochrony zdrowia – zaznaczył profBolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 

Reklama

 

– Weszliśmy w gigantyczną pandemię kompletnie nieprzygotowani do tego kadrowo, Bez rezerw systemowych, finansowych ani sprzętowych i z problemami organizacyjnymi. Hiszpania czy Włochy potrafiły się dostosować, choć im tak łatwo nie poszło, bo na początku mieli dramatyczną ilość zgonów, ale mieli rezerwy w systemie. Natomiast my nie mamy rezerw od wielu, wielu lat. Mamy zapóźnienia w ochronie zdrowia w zakresie nie tylko finansowania, ale niedoboru kadr, i to kadr lekarskich, pielęgniarskich. Mamy pewną koncepcję finansowania ochrony zdrowia, która wiąże się z płaceniem za serwis. System „fee for service”, nie sprawdził się i zaczął traktować pacjenta jako przedmiot w systemie, powodując brak rozliczenia efektu zdrowotnego, a jedynie rozliczenie świadczenia. Według danych OECD nie tylko mamy mało środków, nie tylko mamy bardzo dużo wizyt przypadających na lekarza, ale jesteśmy liderem w ilości wizyt przypadających na pacjenta przy kompletnym deficycie kadrowym – powiedział. 

Reklama

Niewątpliwie o długu zdrowotnym możemy mówić, jak popatrzymy na zadłużenie szpitali. Jako Warszawa mamy bardzo wiele szpitali tzw. powiatowych. Mamy 11 szpitali w 9 jednostkach, są to spółki i Samodzielne Publiczne Zakłady Opieki Zdrowotnej (SPZOZ) i ponad 100 przychodni, więc jesteśmy bardzo dużym ośrodkiem, jeśli chodzi o ochronę zdrowia. Najgorsze jest to, że z roku na rok jest coraz gorzej, a nie coraz lepiej. Jeśli chodzi o system ochrony zdrowia, mam poczucie równi pochyłej - powiedziała Renata Kaznowska, wiceprezydent m. st. Warszawy.

 

Dodała, że za ubiegły rok 11 szpitali kontrolowanych przez samorząd warszawski, zanotowały łącznie straty na 89 mln zł. 

=To jest naprawdę olbrzymia kwota, kiedy zderzymy to z informacją, że w ramach zmian podatkowych Polskiego Ładu, Warszawa na przestrzeni kilku lat traci 7,5 mld zł. Dostajemy rekompensatę niecałe 900 mln zł, reszty pieniędzy nie ma. Jednocześnie jako samorządowcy tracimy dochody, bez szansy na rekompensaty. Domagaliśmy się zwiększenia udziału samorządów w podatku dochodowym od osób fizycznych, to jest nasze główne źródło dochodów. Nasz apel niemalże jednogłośnie pozostał bez odpowiedzi - mówiła.

 

 

5 pomysłów na wzrost pieniędzy dla systemu zdrowia

Na podstawie skutecznych rozwiązań funkcjonujących w innych krajach prof. Barbara Więckowska przedstawiła 5 rekomendacji dotyczących poszukiwania dodatkowych źródeł i mechanizmów finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce:

  1. Rekonstrukcja składki zdrowotnej, czyli odejście od systemu ubezpieczeniowego na rzecz systemu podatkowego. Należałoby dookreślić obowiązki tych grup, które obecnie korzystają ze świadczeń zdrowotnych bez płacenia składki. Mowa tu o osobach współubezpieczonych jak np. małżonkowie, dzieci czy inni członkowie rodzin, a także osób zwolnionych ze składek jak duchowni. Pierwszą zasadą powinno być to, że osoba ubezpieczona to ta, za którą została opłacona składka. Drugim elementem jest podstawa naliczania składki, czyli wzmocnienie solidaryzmu dochodowego. Składka nie powinna być związana tylko i wyłącznie ze źródłami zarobkowymi. Także źródła niezarobkowe powinny być oskładkowane. 
  2. Wprowadzenie wyodrębnionego systemu opieki długoterminowej. Obecnie opieka długoterminowa jest finansowana na styku systemów pomocy społecznej, zdrowia i Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (dodatki pielęgnacyjne). Wszystko to sprawia, że nie mam jasno określonych kryteriów odpowiedzialności za osoby, które nie są w stanie wykonywać czynności życia codziennego, a takich osób jest coraz więcej. Tak wyodrębniony system zmniejszyłby możliwą do uniknięcia hospitalizację, co uwolniłoby pewne środki w budżecie zdrowotnym.
  3. Wzmocnienie tzw. podatków od grzechów (sin taxes), czyli produktów takich jak alkohol, wyroby tytoniowe i tzw. niezdrowa żywność, które zwiększają ryzyko zdrowotne. Z punktu widzenia ubezpieczeń, powinno to powodować wzrost składki ubezpieczeniowej dla osób, które korzystają z tych produktów. Ważne, by te środki wracały potem do systemu zdrowia i były przeznaczane na działania prozdrowotne, a nie pozostawały w budżecie państwa. Oprócz podatku od cukru należałoby wprowadzić podatek tłuszczowy.
  4. Ustalenie przestrzeni na współpłacenie pacjentów wraz z przygotowaniem możliwości jego kompensaty poprzez ubezpieczenia. Opłaty pacjentów powinny dotyczyć faktycznego korzystania z określonych świadczeń zdrowotnych, przysługujących w ramach ustawowego ubezpieczenia zdrowotnego.
  5. Zagospodarowanie odpadów medycznych poprzez recykling, zamiast utylizacji przez spalanie. Surowce wtórne otrzymane w procesie recyklingu mogą być źródłem energii lub budulcem wykorzystanym w innych gałęziach gospodarki. Zyski ze sprzedaży takich surowców byłyby dodatkowym źródłem środków finansowych dla podmiotu leczniczego.

– Mamy okres, w którym może ktoś z decydentów wysłucha właśnie naukowców z tymi pomysłami, które sprawdziły się gdzieś indziej, a nie, że polityczna siła przebicia będzie decydowała czy coś wdrażamy, czy nie – podsumowała Więckowska. W opracowanie powyższych rekomendacji prócz prof. Barbary Więckowskiej zaangażowani byli prof. Iga Rudawska, dr Christoph Sowada, dr Maria Węgrzyn, prof. Waldemar Wierzba.

 

Żyć dłużej w dobrym stanie zdrowia

Choć starzenie się społeczeństwa jest niewątpliwie kluczowym wyzwaniem dla finansowania opieki zdrowotnej, to jak zauważył prof. Bogdan Wojtyniak z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZHPIB, od wielu lat demografowie mówią, że to, że żyjemy coraz dłużej jest sukcesem, a nie zagrożeniem. 

– To trzeba sobie jasno powiedzieć. Trzeba przestać myśleć o tym jak o katastrofie. To jest wielka zdobycz medycyny i rozwoju społecznego. Nie traktujmy tego jako zło, tylko jako dobro. Problem tylko polega na tym, by te osoby w wieku starszym były w jak najlepszym stanie zdrowia. To,  że jest się w wieku 80 lat, wcale nie oznacza, że trzeba być przykutym do łóżka. Można prowadzić aktywny tryb życia, tylko o to trzeba zadbać odpowiednio wcześniej i system musi być do tego przygotowany. Właśnie musimy zacząć tak myśleć. Ludzie starsi powinni być jak najbardziej aktywni i muszą być w jak najlepszym zdrowiu. Czy mamy na to szanse?  - pyta B. Wojtyniak.

 

-Z naszych ostatnich analiz wynika, że obecnie obserwujemy efekt, który Anglicy nazywają „harvestingiem”. To znaczy, że osoby chore umierały wcześniej w wyniku pandemii, powoduje, że obecnie w roku 2023 mamy mniej zgonów, niż byśmy oczekiwali. Czyli te osoby najbardziej chore niestety już wypadły z puli polskiego społeczeństwa. To na pewno też przełoży się na to, że będziemy mniej osób schorowanych. Pytanie, czy system będzie zajmował się osobami mniej chorymi, czy jednak COVID-19 spowodował, że osoby, które nie umarły, im też się zdrowie pogorszyło. Nie potrafimy jeszcze tego zbalansować tego, co będzie miało większy wpływ, a co mniejszy. Sytuacja jest bardzo ciekawa, i ta przyszłość wymaga jeszcze wielu dodatkowych analiz – mówił.

 

Cichy zabójca uderza w najsłabszych

Zanieczyszczone powietrze odpowiada za 50 tys. przedwczesnych zgonów. Jak zaznaczał prof. dr hab. Wojciech Hanke z KZP PAN, to problem, który zniknął z naszej agendy. 

 

– Dlaczego zniknął? Bo mieliśmy mieć mroźną zimę i węgiel miał być dla nas ratunkiem. Z drugiej strony, węgiel to jest to, czego już nie chcemy dzisiaj, bo jest źródłem zanieczyszczeń powietrza, zwłaszcza generowanych przez nasze piece domowe. W międzyczasie UE zaproponowała obniżenie standardów, które stanowią poważne wyzwanie dla naszych możliwości osiągnięcia ich. Powstaje pytanie – jak to wszystko pogodzić? Jak pogodzić zabezpieczenie tej najbardziej podstawowej potrzeby ciepła, żebyśmy nie marzli, z tym że lepsze paliwo kosztuje więcej? Jak pogodzić to z tym, że dzisiaj już cały świat wie, że zanieczyszczenia powietrza to taki cichy zabójca, który uderza w najsłabszych? W tych, którzy chorują na choroby układu oddechowego, astmę, POChP i choroby układu krążenia.

 

-My jako Zespół ds. Zanieczyszczeń powietrza i wpływu na zdrowie przy Ministerstwie Zdrowia zaproponowaliśmy pewne rozwiązanie, w tym również przyjęcie tych propozycji, bardzo konkretnych planów obniżenia limitów zanieczyszczeń powietrza w Polsce. Oczywiście proponowaliśmy, żeby to rozłożyć w czasie, by był to plan realny, żeby nie było tak, że co innego papierze, a co innego w środowisku – mówił prof. W. Hanke. 

 

Odniósł się on także do kryzysu klimatycznego.

 

– Informacja, że temperatura na Ziemi podnosi się o 1-2 stopnie, niestety nadal nie przekłada się na naszą świadomość. Lubimy, gdy jest ciepło na zewnątrz i możemy posiedzieć w ogródku w restauracji i tak naprawdę chcielibyśmy, by było w Polsce jak we Włoszech. Jednak nie komunikujemy tego odpowiednio, bo czym jest zmiana klimatu? To zupełna zmiana ekosystemu, który znamy i w którym jesteśmy w pewnej równowadze. Nagle może dojść do załamania tego ekosystemu. Możemy mieć choroby wektorowe, których do tej pory nie było i kolejne epidemie. Problem podnoszenia się temperatury to nie znaczy tylko, że średnio będzie cieplej. To również fale upałów i gwałtowne zjawiska atmosferyczne, które będą miały coraz większe konsekwencje. Co zrobić? Przede wszystkim – odejść od paliw kopalnych, mimo że to jest dzisiaj bardzo trudne, a politycznie i społecznie trudne do zaakceptowania – podsumował Hanke.

 

 

Bolączki ochrony zdrowia

Niedofinansowana infrastruktura, braki kadrowe, wypalony i sfrustrowany personel  w panelu na temat roli sektora zdrowia w gospodarce prof. Wojciech Cyrul, Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie zarysował, z jakimi problemami zmagają się szpitale specjalistyczne. Zarobki nie są teraz problemem w służbie zdrowia, bo większość personelu medycznego może godnie zarabiać: 

 

– To jest problem kontekstu, w jakim funkcjonują. Nikt im nie pomaga i nawet w takim szpitalu jak nasz, problem wypalenia zawodowego dopiero jest dostrzegany. Do tego dochodzą fatalne regulacje, które przenoszą odpowiedzialność, również karną, na osoby, które wykonują świadczenia zdrowotne. Frustrację pracowników pogłębia też brak dostępu do nowoczesnych terapii. – Lekarze, pielęgniarki wiedzą, że takie leki są, ale te leki nie są refundowane. Kolejną trudnością jest brak informacji na temat tego, gdzie można kogoś wyleczyć w Polsce. 

 

– Cała masa dzieci wyjeżdża za granicę leczyć się, podczas gdy w Polsce moglibyśmy zrobić to dużo taniej. W Krakowie jest możliwa protonoterapia, najdroższa metoda leczenia nowotworów, i do tego roku dzieci nie mogły z niej korzystać. Jeździły do Niemiec i Czech i tam to było finansowane, mimo że specjaliści i ta infrastruktura w Polsce istniała – wyjaśnił Cyrul. – Musimy też nauczyć się mądrze korzystać z zasobów ludzkich i infrastrukturalnych, bo myślę, że to jest klucz do sukcesu – dodał prof. Wojciech Cyrul, Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

 

Tylko 3% wydatków NFZ na profilaktykę 

W 2021 r. w Polsce na 24 mln zwolnień lekarskich wydano ponad 24 mld, z czego 60% pokrył ZUS, a resztę pracodawcy.

 

– Zdrowy pracownik to zdrowsza gospodarka. Profilaktyka jest czymś, co powoduje, że ludzie mogą żyć dłużej w zdrowiu i mniej kosztuje to pracodawców – mówiła Anna Rulkiewicz, Prezeska Grupy LUX MED .

 

– Na profilaktykę wydajemy tylko niecałe 3% wydatków NFZ, reszta idzie na medycynę naprawczą. Cały czas borykamy się z problemem, że większość wydatków idzie na szpitale, a nie na podstawową opiekę medyczną, na proste utrzymanie w zdrowiu, profilaktykę, lekarzy POZ. Ludzie z problemami błahymi idą do specjalistów i do szpitali. Więc my musimy tę piramidę jeszcze odwrócić – dodała. 

 

Inflacja w medycynie prześciga inne branże

System zdrowia, nie tylko w Polsce, ale i w wielu innych krajach, działa niezadowalająco, bo spotykamy się z problemem ogromnego wzrostu zapotrzebowania na opiekę zdrowotną, a jednocześnie ze wzrostem kosztów, npdiagnostyki czy też wynikających z postępu medycyny. Inflacja medyczna jest obecnie dużo wyższa od inflacji ogólnej.

 

– To powoduje również wzrost oczekiwań po stronie pacjentów. Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie spełnić tych oczekiwań, żeby każdemu równy dostęp do tej najdroższej medycyny zagwarantować – stwierdził Wojciech Cyrul. 

 

Poruszył on także kwestię sposobu finansowania świadczeń medycznych. – Jeżeli ma się szpital trzeciego stopnia referencyjności, super unikatowy, to nagle okazuje się, że mamy dokładnie taką samą wycenę procedur jak szpitale znacznie mniej specjalistyczne, które mają pacjentów wymagających znacznie mniej skomplikowanych procedur. Ten system musi być inaczej tutaj skomponowany, bo takie szpitale jak nasz nigdy nie będą się mogły rozwijać i nie będzie możliwości zatrudniania najlepszej kadry medycznej w takich podmiotach – powiedział

 

Bezpieczeństwo lekowe w Europie zagrożone?

 

Dostępność leków w Europe jest bardzo uzależniona od Azji, konkretnie od Chin. Chodzi tutaj o substancje aktywne, niezbędne do produkcji leków. Nasuwa się więc pytanie, czy produkcja substancji czynnych w Europie bardzo podniosłaby koszty ich produkcji? Jak powiedziała Krystyna Nitecka z Polfa Tarchomin S.A., polskiego producenta leków:

 – Rynek azjatycki jest zdecydowanie tańszy od europejskiego i amerykańskiego. Teraz ze względu na zagrożenie, które istnieje – Chiny są poniekąd sojusznikami również i Rosji i nie wiadomo jak będzie dalej z dostawą API do Europy. Nie można tego rozpatrywać w kategoriach czysto kosztowych, tylko dla dobra pacjenta trzeba się po prostu zabezpieczyć. Minister Miłkowski stwierdził jednoznacznie, że mamy bezpieczeństwo lekowe w stu procentach. My jako producenci leków wierzymy w to, że tak jest. Niemniej jednak jest to duża obawa dla producentów leków, że substancje czynne mogą nie dotrzeć do nas w ilościach właściwych – wyjaśniła Krystyna Nitecka z Polfa Tarchomin S.A.

 

Innowacyjny przemysł farmaceutyczny

– W Polsce szczególnym źródłem innowacyjności, tak samo jak i na świecie, jest przemysł farmaceutyczny – stwierdził prof. prof. dr hab. Adam Witkowski, FESC –  Kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej, z Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie, mówiąc o znaczeniu innowacji w medycynie. Polski rynek badań klinicznych jest wart ok. 2 mld zł, przy czym aż 98% ma charakter komercyjny. Czyli badania niekomercyjne zainicjowane przez naukowców i nienastawione na zysk, stanowią raptem 2%, podczas gdy europejska średnia sięga tutaj 30%. 

 

– Dowodzi to dużej dysfunkcji mechanizmów publicznych w tym zakresie i wskazuje na potrzebę zmian. Może należy się spodziewać, że powołanie Agencji Badań Medycznych zmieni tę sytuację – powiedział.

 

Zwrócił też uwagę, że niezwykle ważną rolę w tworzeniu innowacji w naszym kraju odgrywają ośrodki akademickie. Zgłoszenia uczelni, instytutów badawczych stanowią ponad 40% wszystkich zgłoszeń z Polski, złożonych w Europejskim Urzędzie Patentowym. Istotną funkcję pełnią w tym obszarze także start-upy. Ponad połowa badanych w Polsce start-upów działa w obszarze zdrowia, przede wszystkim w onkologii, kardiologii i radiologii. Zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia z przeznaczeniem ich na leki, szczepionki i produkty medyczne terapii zaawansowanych jest zdaniem Witkowskiego konieczne, by zwiększyć i przyspieszyć dostęp polskich pacjentów do innowacyjnych technologii medycznych. Do tego należy stworzyć przejrzyste zasady eksperckiej, merytorycznej, klinicznej i ekonomicznej oceny nowych technologii medycznych oraz ścieżki ich wprowadzania. 

 

– Myślę, że wzorem USA powinniśmy zaadoptować takie pojęcia w kwalifikacji leków jak priorytet dostępu, przełomowa terapia, przyspieszona akceptacja czy szybka ścieżka dostępu – podsumował. 

 

Ile kosztuje depresja?

Federico Gerardo De Cosio ze Światowej Organizacji Zdrowia zwrócił uwagę na niepokojący problem  zdrowia psychicznego społeczeństw. Według danych WHO z 2016 r. każdego roku koszt depresji globalnie wzrasta o 1 bilion dolarów.

Każdy 1 dolar przeznaczony na leczenie depresji i stanów lęków zwraca się w 4 dolarach lepszego zdrowia i zdolności do pracy. 

 

– Te inwestycje są coraz bardziej potrzebne. Potrzebujemy dobrze uwzględnić ten aspekt, bo problemy psychiczne przekładają się na zdrowie – mówił.

 

System zdrowia w Polsce nigdy nie działał dobrze?

–  Kryzys zdrowotny, który jest w Polsce od 2015 roku, to splot bardzo wielu okoliczności. Istnieje taka naturalna skłonność do wiązania problemów opieki zdrowotnej z dynamiką gospodarczą. Muszę przypomnieć, że od roku 2014 mamy wysoki wzrost gospodarczy. Oczywiście był jeden rok pandemiczny 2020, kiedy ta dynamika wzrostu PKB siadła, ale odbiła znacznie mocniej w roku 2021. W zeszłym roku mieliśmy dynamikę, licząc kwartał do kwartału na poziomie 8% PKB. To był bardzo dobry okres polskiej gospodarki, biorąc pod uwagę ten jeden wskaźnik. Jednocześnie słyszymy, że mamy do czynienia z kryzysem zdrowotnym. To jest jasne, że dynamika PKB nie może nam niczego gwarantować, szczególnie jeśli ten wzrost PKB w bardzo dużym stopniu jest nakręcany inflacyjnie. System zdrowotny nigdy nie działał w Polsce dobrze, ale teraz jest jeszcze gorzej – mówił w podsumowaniu Przewodniczący Rady Programowej Kongresu prof. Jerzy Hausner. 

-Finansowanie tego systemu pustym pieniądzem, a tak to się w Polsce odbywa, nie prowadzi do podniesienia jakości usług. To, że my mówimy „dajcie więcej” i dostajemy więcej, nieregularnie, uznaniowo, niesystemowo, bez reguł, nie znaczy, że to, co dostajemy, nam pomaga, bo co najwyżej klajstruje sytuację. Finansowanie pustym pieniądzem bez pokrycia tylko rozregulowuje system i zawsze będzie groziło jego załamaniem – stwierdził.

 

 

Profesor Jerzy Hausner: kluczowe jest myślenie o odbudowie

Prof. Hausner przedstawił dwie perspektywy spojrzenia na system zdrowia. Pierwsza to perspektywa ryzyk zdrowotnych, która ma sens wtedy kiedy mamy rozpoznanie tych ryzyk. – To znaczy, że mamy zaplecze eksperckie, które dostarcza rzetelnej wiedzy. Dobrze skonstruowane programy zdrowotne mają zapobiegać ryzykom. Nie powinny być robione ad hoc pod wpływem jakiegoś wydarzenia, tylko właśnie dlatego, że analizujemy stan zdrowia społeczeństwa i dopasowujemy do tego te programy – powiedział Hausner. 

 

Jak wyjaśnił, elementem, który tu musi zadziałać, jest monitorowanie: – Patrzymy jak te programy są realizowane, czy to czemu przeciwdziałamy rzeczywiście się dzieje. Na końcu jest potrzebna refleksja systemowa, bo układ czynników ryzyka się zmienia. System zdrowia też musi się zmieniać, czyli podlegać jakiejś procedurze dokonywania w nim systemowych, przemyślanych i mądrych zmian. W swojej wypowiedzi prof. Hausner zwrócił także uwagę na historię ubezpieczeniowej reformy zdrowotnej w Polsce, z którą żyjemy od 1997 roku.

 

– Przypominam Kasy Chorych. Ale czym dzisiaj jest NFZ? Czy NFZ pasuje do ubezpieczeniowej reformy zdrowotnej? Przecież to jest powrót w obecnym wydaniu do uznaniowego i ręcznego sterowania. Do systemu, który jest absolutnie scentralizowany i w którym dźwignie finansowe zupełnie nie działają, według tej logiki, jakiej one powinny być uruchamiane, o czym świadczy wycena świadczeń medycznych i cały problem, który się z tym wiąże. Także to, że mamy brak składek pewnych grup ubezpieczonych – zauważył.

 

 – Czy system zdrowia był przygotowany na pandemię? Oczywiście, że nie był, ale czy mógł być przygotowany? Czy jakikolwiek system zdrowia mógł być przygotowany na pandemię? Moim zdaniem jest to źle postawione pytanie, bo problem powinno się postawić tak – czy państwo było przygotowane na pojawienie się takiego szoku i czy potrafiło zareagować w sposób właściwy – podkreślił. 

Druga perspektywa spojrzenia na system zdrowia to według prof. Hausnera odporność tego systemu na szoki, czyli problemów, których nie mogliśmy przewidzieć. 

 

– Nie wierzę w to, że jakikolwiek system opieki zdrowotnej może mieć wystarczające rezerwy na pojawienie się tego rodzaju pandemii, to jest niemożliwe. Gdyby miał takie rezerwy, to znaczy, że on był niezwykle kosztowny i niemożliwy do utrzymania. W związku z tym pojawia się pytanie: gdzie mają być te rezerwy? One muszą być międzysystemowe. Na przykład, jeśli chodzi o inne bezpieczeństwo – cywilno-obronne mamy sposoby i procedury postępowania w takich nadzwyczajnych sytuacjach. Być może w odniesieniu do bezpieczeństwa zdrowotnego też potrzebne jest takie myślenie. Ale najważniejsze jest zrozumieć, że nie ma takich zabezpieczeń, które dawałyby nam możliwość zareagowania na wszystko natychmiast. Dlatego kluczowe w myśleniu o odporności nie jest zabezpieczenie, a zdolność do odbudowania. To wymaga czasu. Nauczony takim szokiem, nie mogę przewidzieć każdego innego, ale wzmacniam system w tych elementach, które okazały się najsłabsze. System zdrowia jest wielowymiarowy, jest w nim wielu aktorów i zawsze będzie problem, w jakim stopniu ci aktorzy, podmioty mają być autonomiczni i niezależni od siebie, a jak bardzo mają być partnersko zintegrowani. I jedno, i drugie jest niezbędne – zakończył Hausner.

 

Organizatorami I Międzynarodowego Kongresu Gospodarka i zdrowie, który odbył się w dniu 18 kwietnia 2023 roku byli: Szkoła Główna Handlowa w WarszawieFundacja Gospodarki i Administracji PublicznejMiasto Stołeczne Warszawa.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości