Samo leczenie chirurgiczne rzadko wystarcza w walce z rakiem płuca – alarmują eksperci. Nawet u pacjentów po skutecznej operacji często dochodzi do nawrotów choroby i przerzutów. Dlatego tak ważne jest leczenie okołooperacyjne, które znacznie zwiększa szanse przeżycia.
Eksperci Polskiej Grupy Raka Płuca podkreślają, że choć chirurgiczne usunięcie nowotworu jest podstawową metodą leczenia raka płuca, to samo w sobie często nie wystarcza. Nawet u pacjentów, u których udało się przeprowadzić radykalną operację, ryzyko nawrotu choroby pozostaje wysokie. Szacuje się, że u 30–50 proc. chorych dochodzi do przerzutów do innych narządów.
Problemem jest również dostępność operacji. Tylko ok. 20 proc. pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca kwalifikuje się do zabiegu, ponieważ u większości nowotwór jest już w zaawansowanym stadium lub występują przeciwwskazania zdrowotne.
Jak wyjaśnia prof. Dariusz M. Kowalski, samo usunięcie guza nie gwarantuje pełnego wyleczenia, ponieważ nowotwór może powrócić zarówno w miejscu operacji, jak i w innych częściach ciała. Ryzyko wznowy zależy od stopnia zaawansowania choroby – nawet u pacjentów operowanych we wczesnym stadium sięga ono 20 proc., a w bardziej zaawansowanych przypadkach może przekraczać 50–70 proc. Z tego powodu lekarze coraz częściej stosują dodatkowe metody leczenia, które mają na celu zmniejszenie ryzyka nawrotu.
Aby poprawić skuteczność terapii, stosuje się leczenie uzupełniające przed i po operacji, a także tzw. schemat „kanapkowy”, który łączy różne metody na kilku etapach. Współczesna onkologia odchodzi od klasycznej chemioterapii na rzecz nowocześniejszych terapii, takich jak immunoterapia, która w połączeniu z chemią znacznie zwiększa skuteczność leczenia.
- Stosujemy już nie klasyczną chemioterapię, która jako leczenie uzupełniające zwiększa tylko o ok. niecałe 5 proc. szansę wyleczenia trwałego w perspektywie pięciu lat, ale połączenie chemioterapii i immunoterapii w różnej sekwencji. To leczenie sprawia, że w materiale pooperacyjnym nie ma komórek nowotworowych żywych. Jest to od 5 do 10 razy większy odsetek niż po klasycznej chemioterapii. To niezależny czynnik, który wpływa na całkowity czas przeżycia. U chorych leczonych okołooperacyjnie, szansa przeżycia wynosi grubo powyżej 90 proc. – podkreślił prof. Dariusz M. Kowalski.
Reklama
Do leczenia uzupełniającego coraz częściej włącza się również leki ukierunkowane molekularnie, takie jak ozymertynib czy alektynib. Są one przeznaczone dla pacjentów z określonymi zmianami genetycznymi, które zwiększają ryzyko nawrotu choroby. Według badań, leki te mogą zmniejszyć ryzyko zgonu nawet o 80 proc.
Od 1 kwietnia 2025 r. alektynib będzie refundowany dla pacjentów z rearanżacją w genie ALK, co otwiera nowe możliwości skuteczniejszego leczenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze