Reklama

Ratownicy medyczni stracą na nowych rozwiązaniach podatkowych

Polityka Zdrowotna
17/11/2021 16:25

Ratownicy medyczni pracują w pogotowiu w większości na kontraktach. Dostali podwyżki m.in. dzięki ustawie o płacy minimalnej, ale po nowym roku niewiele im z tego zostanie, bo wyższy zarobek skonsumuje podwyższona składka zdrowotna. 

Nowy Ład i zmiany podatkowe z nim związane oraz zmiany w naliczaniu składek zdrowotnych zbliżają się wielkimi krokami. Od przyszłego roku osoby rozliczające się według skali zapłacą 9 proc. składki zdrowotnej liczonej od dochodu lub 4,9 proc. składki przy rozliczeniu wedle podatku liniowego.

Medycy, w tym ratownicy medyczni, dostali niedawno podwyżki za sprawą noweli ustawy o płacy minimalnej w ochronie zdrowia. Dotyczyło to jednak tylko osób na etatach w placówkach realizujących umowę z NFZ. 

Reklama
 Według raportu NFZ, ratownicy otrzymali podwyżki w przedziale 800-1000 zł.

We wrześniu zaś Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych zawarł porozumienie z resortem zdrowia oraz pracodawcami gwarantujące 30 proc. dodatek dla wyjazdowych zespołów ratownictwa medycznego, niezależnie od formy zatrudnienia. 

Teraz ratownicy mogą więc zarabiać ok. 55 zł brutto na godzinę, ale już obawiają się, że podwyżki skonsumują im podwyższone daniny publiczne.

- Większość ratowników medycznych w kraju ma założoną działalność gospodarczą. Pracujemy dlatego po 400 godzin w miesiącu. Często nie ma innego wyjścia niż założyć własną firmę, bo na etacie zarabia się minimalną krajową. Z resztą dysponent pogotowia, gdy ogłasza konkurs i chce zatrudnić nowe osoby, informuje, że ma w ofercie dwa etaty i 20 umów kontraktowych. Nawet ci, którzy wybierają etat, to później dorabiają do niego dyżurami w innych miejscach, bo inaczej zarobki są za niskie - mówi Karol Bączkowski, ratownik medyczny świadczący usługi dla poznańskiego pogotowia ratunkowego.

Reklama

 

Jeden ratownik w dwóch miejscach

Karol Bączkowski, ratownik medyczny, zaznacza, że ratownicy swój czas pracy odnotowują w centralnym systemie.

- I bywa, że jednego dnia jest tak, że ratownik o godz. 19 kończy dyżur w Sopocie i o tej samej godzinie figuruje jako rozpoczynający dyżur w Pruszczu Gdańskim. Ciekawe dlaczego to nikogo z rządzących nie zainteresuje. Teraz, jak będziemy pracować więcej, to będziemy za to ukarani płacąc wyższe daniny. Być może wielu z nas uzna, że nie opłaca się tak harować  bez prawa do urlopu, samodzielnie opłacając sobie szkolenia i kupując ubrania do pracy - wskazuje.

Reklama

Przez ostatnie miesiące, tygodnie ratownicy czynnie brali udział w proteście medyków. Wielu z nich nie zaakceptowało porozumienia, jakie minister zdrowia podpisał z częścią protestujących i część środowiska protestuje nadal. Ratownicy medyczni strajkują tak, że nie pracują. Robią sobie pauzę w świadczeniu usług, ale ponoszą z tego powodu także straty finansowe, gdyż pogotowie proponuje im mniejszą liczbę godzin do przepracowania.

- My mamy określone w kontrakcie, że na każdy miesiąc powinniśmy rozpisać 108 godzin. Ale pogotowie wcale nie musi nam ich tyle dać. Ja np. w listopadzie pracuję tylko 60 h. Zabrano mi połowę godzin mojego wymiaru miesięcznego. I w tej sytuacji jest szereg ratowników. Na jedną karetkę w Polsce, z szacunków Ministerstwa Zdrowia, przypada 10 ratowników. Ale jesteśmy na granicy wytrzymałości, gdyż ta liczba uwzględnia także osoby, które lada chwila pójdą na emerytury. Resort nie bierze pod uwagę także tego, że ratownicy chorują i chodzą na zwolnienia. Karetki zatem stoją obecnie puste i część nie wyjeżdża - dodaje Karol Bączkowski. 

Reklama

Zmiany od nowego roku

Ratownicy twierdzą, że system ochrony zdrowia jest zły, zabija i niszczy ludzi, zaś podpisywanie umów cywilnych przez podmioty lecznicze i pogotowia z ratownikami, lekarzami i pielęgniarkami, opłacało się bardzo samym instytucjom.

- Dotychczasowe zasady prowadzenia działalności były korzystne dla szpitali i dla samych medyków. Po zmianach związanych z nowymi zasadami naliczania składki zdrowotnej i podatku dochodowego od osób fizycznych związanych z wejściem w życie polskiego ładu, może się okazać, że samozatrudnienie nie będzie już tak atrakcyjne dla medyków - mówi Katarzyna Fortak-Karasińska, radca prawny obsługujący podmioty lecznicze. 

Reklama

Do kasy NFZ wpłynie w przyszłym roku o 

 więcej dzięki zmianom związanym z polskim ładem. Przy takich oczekiwaniach, szalejącej inflacji, może się okazać, że i ta kwota nie wystarczy na obiecane w przyszłym roku medykom podwyżki. 

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości