Tę historię napisały nadzieja, determinacja i nowoczesna medycyna. „Jest szansa” - te słowa profesora Pawła Knappa, pani Marta zapamięta na zawsze. Dziś ta „szansa” ma na imię Oskar.
O chorobie dowiedziałam się przypadkiem, podczas kontrolnych badań u ginekologa. Mama przygotowała dla mnie i mojej siostry mikołajkowy prezent w postaci „przeglądu” u ginekologa. Lekarz na wizycie znalazł polipa, którego trzeba było usunąć. W lutym został on usunięty, a w marcu 2019 roku dostałam diagnozę: rak trzonu macicy. Załamałam się – mówi Marta Piotrowska.
Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Właśnie kończyłam 29 lat, planowałam ślub – wspomina. Przez trzy miesiące odbijałam się od drzwi gabinetów, słyszałam, że jestem „ciężkim przypadkiem”. W czerwcu trafiłam do profesora Pawła Knappa i wtedy pierwszy raz usłyszałam, że jest szansa na posiadanie dzieci i zachowanie macicy. Wcześniejsze opinie były inne: w sytuacji tego nowotworu postępowanie obejmuje usunięcie macicy – opowiada pani Marta.
Rak trzonu macicy w większości krajów świata, w Polsce również, jest jednym z najczęściej występujących nowotworów narządu rodnego kobiet. Rozpoznawany jest w około 80% przypadków we wczesnym stadium, rzadko tworzy wznowy miejscowe i przerzuty odległe. Wiąże się raczej z dobrym rokowaniem. Podstawową metodą leczenia raka trzonu macicy ograniczonego do miednicy pozostaje całkowite wycięcie macicy z przydatkami. U pani Marty postanowiono zastosować nowoczesne rozwiązanie, które nie przekreśli jej macierzyńskich planów na zawsze.
Moje leczenie polegało na założeniu wkładki domacicznej hormonalnej i podawaniu zastrzyków hormonalnych co dwanaście tygodni by wprowadzić moja macicę w stan sztucznej menopauzy. Leczenie przebiegało bezproblemowo, na hormony reagowałam dobrze. Byłam zadowolona: poprawił mi się stan cery, widziałam po sobie, że leczenie działa nie tylko na macicę. Kontrolne rezonanse i histeroskopia diagnostyczna były wykonywane regularnie. Oprócz tego wizyty i USG dopochwowe. Leczenie znosiłam dobrze, czasami miałam kryzys bólowy, psychicznie byłam podbudowywana na każdej wizycie u profesora Knappa. „Nakręcał” mnie podczas każdej z nich pozytywną energią na kolejne miesiące walki – wspomina pani Marta.
Szanse na ciążę miałam niewielkie – przyznaje. Plany były takie, że po zakończonym leczeniu podchodzimy do in vitro i nikt nie daje mi gwarancji na powodzenie. Cały czas miałam świadomość, że w każdej chwili macica może zostać usunięta. Lekarz uświadomił mnie, jakie podejmujemy ryzyko, że rak może wrócić i macicę trzeba będzie usunąć. Doskonale to rozumiałam.
Mijały kolejne lata po zakończonym leczeniu, nie podjęłam próby in vitro ze względu na koszty. Musieliśmy przełożyć to na inny termin. Chodziłam na wizyty kontrolne do profesora Knappa i na wizyty do swego ginekologa. Byłam kompleksowo monitorowana – wyjaśnia Marta Piotrowska. Okazało się, że wszystko jest ok, wróciły mi owulacje, ale ciąży nie było i szans na nią również.
Aż 7 stycznia 2023 roku źle się poczułam. Byłam wtedy na zakupach. Miałam wrażenie, że wszystko wokół mnie śmierdzi, wszystko mnie drażniło, było mi niedobrze. Siostra namówiła mnie, żebym zrobiła jednak test ciążowy. Zrobiłam. Dwie kreski. Zrobiłam kolejne. Wszystkie pozytywne – wspomina z radością pani Marta. Zadzwoniłam do ginekologa, kolejne badania potwierdziły, że jestem ciąży. Byłam w szoku, płakałam ze szczęścia codziennie i codziennie też modliłam się o to, aby wszystko było dobrze, żebym donosiła tę ciążę i żeby dziecko było zdrowe – dodaje.
Ciąża pani Marty przebiegała prawidłowo, później pojawiły się problemy ze skracającą się szyjką macicy. Bałam się, że urodzę za wcześnie. W sierpniu trafiłam do szpitala ze względu na ryzyko pęknięcia tętniaka przy śledzionie, którego stwierdzono u mnie jeszcze przed zajściem w ciążę. Lekarze postanowili, że trzeba już podjąć działania i tak 24 sierpnia o godzinie 10:56 na świecie pojawił się nasz synek Oskar. Bardzo bym chciała, aby moja historia dodawała otuchy innym kobietom. Kiedy ja szukałam kogoś, kto jest w podobnej sytuacji, to nikogo nie znalazłam – podsumowuje Marta Piotrowska.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze