O trudnych czasach pandemii, przekształcaniu w szpital zakaźny i wracaniu do podstawowej działalności, o utracie poczucia bezpieczeństwa, o ryzyku wypalenia zawodowego i zatrudnieniu psychologa, zarówno na potrzeby pacjentów, jak i personelu, nie tylko medycznego, mówi Halina Sroczyńska, Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Grodzisku Wielkopolskim w rozmowie z portalem Polityka Zdrowotna.
Od jakiegoś czasu szuka Pani psychologa do opieki nad pacjentami, ale także lekarzami. Z czego wynika potrzeba zatrudnienia takiej osoby?
Tak, od kilku miesięcy szukamy psychologa do naszego zespołu do opieki nad pacjentkami/ pacjentami i personelem, nie tylko lekarskim. Powodów jest kilka. Po pierwsze – pomoc pacjentom. Od nowego roku otworzymy Zakład Opiekuńczo - Pielęgnacyjny i tam w składzie zespołu interdyscyplinarnego jest psycholog. Podobnie, jak na Oddziale Położniczo – Ginekologicznym, który również posiadamy. Chciałabym, aby pacjenci w naszym szpitalu w różnych trudnych dla nich sytuacjach, otrzymali opiekę i wsparcie psychologiczne. Myślę tu o pacjentkach po poronieniu czy innych diagnozach lub sytuacjach dla nich traumatycznych. O pacjentkach/pacjentach, którzy właśnie otrzymali niepomyślne informacje o ich stanie zdrowia, czy postawionym rozpoznaniu i czekającej ich terapii. Leczenie, pielęgnacja i fizjoterapia to nasza codzienność, ale ważnym i wartościowym dla pacjenta będzie uzupełnienie o to wsparcie i pomoc psychologiczną. Czasem pacjent w tych trudnych chwilach nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebuje. Stara się poradzić sobie sam. A my staramy się mu pomóc na tyle, ile możemy. Ale prawda jest taka, że my pacjenta widzimy w tym „kawałku” jego życia, z jakim do nas trafił i z jakim schorzeniem go tu teraz mamy. Psycholog pomoże mu odnaleźć się w nowej sytuacji i da wsparcie radzenia sobie w tych pierwszych fazach emocji. Chciałabym także, aby podobną pomoc otrzymała rodzina, najbliżsi pacjentki/pacjenta. W tej grupie widzę również pomoc rodzinom, które nagle straciły bliską osobę.
A jak to wygląda w przypadku personelu?
Już od 2 lat personel mierzy się z ciągłą niepewnością, lękiem o prawidłowe zabezpieczenie pacjentów, o siebie i swoich bliskich. Jest to związane z pandemią Covid -19. Przez ten czas dwa razy przekształcaliśmy się w szpital zakaźny i dwa razy wracaliśmy do pełnej działalności podstawowej. Pamiętam początki, 1 października 2020 objęłam stanowisko dyrektora, a już po 19 dniach dostałam decyzję wojewody o konieczności przekształcenia szpitala. Całym zespołem stanęliśmy przed ogromnym wyzwaniem. Było widać przerażenie i lęk. Największe chyba jednak było u personelu z czerwonej strefy, czyli zakaźnej. Lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci i salowe ubierali się w kombinezony i leczyli oraz opiekowali się zakażonymi koronawirusem pacjentami. Widzieli z czym fizycznie i emocjonalnie mierzą się pacjenci. Zawsze towarzyszyli im do ostatnich chwil. Widzieli te spojrzenia proszące o pomoc, która w naszych ludzkich możliwościach się już skończyła. W tamtym czasie ilość zgonów spowodowana Covid-19 była przytłaczająca. Przed pandemią personel medyczny na Oddziale Chirurgicznym doświadczał zgonów pacjentów sporadycznie. Na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz na Oddziale Internistyczno – Kardiologicznym, mimo że były, to nie tyle i też było to ciężkim przeżyciem dla personelu. Kolejną bardzo obciążoną grupą byli lekarze, ratownicy medyczni i pielęgniarki w Pogotowiu Ratunkowym i w Izbie Przyjęć oraz Nocnej I Świątecznej Opiece Zdrowotnej czyli tzw. pierwsza linia.
Czy na innych oddziałach było lepiej, łatwiej?
Nie do końca. Pozostały personel, który pracował z pacjentami niezakaźnymi wcale nie był w bardziej komfortowej sytuacji. Szczególnie zespół Oddziału Położniczo – Ginekologicznego. Porodu się nie zatrzyma. Dlatego zdarzyły się pojedyncze porody u kobiet covid - dodatnich, które urodziły w naszym szpitalu. Na szczęście przewidzieliśmy takie sytuacje i izolatki dla kobiet w ciąży, a potem matki z dzieckiem oraz dostosowane procedury spełniły swoje zadanie. Cały szpital pracował na wyjątkowych zasadach. A wysoki poziom stresu i leku towarzyszył nam każdego dnia. Już wtedy weszliśmy we współpracę z psychologami. Pracownicy mogli otrzymać wsparcie dla siebie oraz dla swoich rodzin. Proszę pamiętać, że na co dzień, poza ratowaniem życia i zdrowia, mierzą się oni z przewlekłym zmęczeniem bo łatają braki kadrowe, nie tylko w naszym szpitalu. Ze stresem wynikającym z ciągłych zmian i braku stabilności. Z coraz większymi wymogami systemowymi przy brakach kadrowych i finansowych.
Czym w zespole skutkuje takie nagromadzenie stresu, niepewności i przemęczenia?
W związku z ciągłymi zmianami związanymi z naszą działalnością i z problemami w pozyskaniu lekarzy, co skutkuje czasowym zawieszeniem pracy np. Oddziału Chirurgicznego pracownicy stracili poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Są przemęczeni pracą szpitala covidowego i pracą na więcej niż jednym etacie. Te dwa ostatnie czynniki wynikają również z braku personelu w pozostałych grupach zawodowych, szczególnie wśród pielęgniarek i położnych. Wszyscy już teraz dokładają starań, by utrzymać system, czyli utrzymać ciągłość opieki w szpitalu, działającego 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. Przy takim obciążeniu widzę zagrożenie przepracowaniem, konfliktami w zespołach, jak równie wypaleniem zawodowym. Dlatego myślę np. o warsztatach nt. komunikacji z pacjentem oraz wśród personelu, w różnych sytuacjach - niekiedy bardzo trudnych, innym razem pierwotnie prostszych, które eskalują. Chciałbym, aby były one odpowiedzią na bieżące wyzwania w naszej codziennej pracy. Wtedy uczymy się najwięcej. Szukam psychologa, dla którego, tak jak dla mnie, ważni będą pacjenci i pracownicy. Pamiętajmy, że lekarze, pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci czy salowe, niezależnie od tego w jakiej jednostce pracują, w pracy spotykają się z ludzkim cierpieniem, chorobą i bólem. Sami niejednokrotnie też borykają się z chorobą lub mają chorych w domu. Dlatego tym bardziej mogą potrzebować wsparcia psychologicznego, które powinniśmy im zapewnić.
Czy rzeczywistość covidowa i postcovidowa miała wpływ na tę potrzebę, czy psycholog potrzebny był/jest w szpitalu zawsze?
Patrząc, jak trudna staje się nasza codzienność jestem przekonana, że psycholog w szpitalu na potrzeby pracowników powinien być. Pandemia wiele tematów obnażyła, ale też wiele przyspieszyła. Przed covidem mówiło się o wypaleniu zawodowym, mniej o depresji. Teraz coraz częściej się o tym mówi. Pracownicy cały czas doświadczają wysokiego poziomu stresu i przewlekłego zmęczenia. W konsekwencji tych czynników mierzą się z chorobami o podłożu psychicznym, somatycznym i psychosomatycznym. Dlatego, skoro jest taka potrzeba warto dać profesjonalne wparcie najszybciej, jak to możliwe.
Ma Pani olbrzymie doświadczenie na SOR – jakie jest Pani postrzeganie specyfiki pracy na oddziale ratunkowym właśnie w kontekście obciążeń dla psychiki personelu?
25 lat pracy w pediatrycznej Izbie Przyjęć w szpitalu wojewódzkim dało mi ogrom doświadczeń. Stworzyłam tam fantastyczny zespół, którym miałam przyjemność kierować przez ostatnie 11 lat. Zespół pracował formalnie w Izbie Przyjęć a faktycznie, jak na pediatrycznym SOR. To praca pod ogromną presją. Ciągła niewiadoma, co i kiedy będzie. Czy noworodek po zachłyśnięciu, czy niemowlę po oparzeniu lub z dusznością, a może przedszkolak z drgawkami lub nastolatek po próbie samobójczej albo uraz wielonarządowy z wypadku? A może wszystko na raz? A może dziecko w trakcie reanimacji, która zakończy się pomyślnie i przekażemy je na Oddział Intensywnej Terapii, albo się nie uda i zostajemy z emocjami rodziców i bliskich po nagłej stracie dziecka? Sami też wtedy zostaniemy z emocjami własnej bezsilności i złości. A może będzie spokojny dyżur i 130 pacjentów/24h, którzy mieli gorączkę, katar, kaszel, wysypkę, rany, złamania itd. To praca nie do przewidzenia i bardzo obciążająca emocjonalnie. Wtedy mamy tylko siebie. Wzajemne zrozumienie i danie upustu emocjom w ścianach dyżurki, z koleżankami i kolegami. Już wtedy bardzo chciałam pomocy psychologa dla mojego zespołu w tak trudnych sytuacjach. Dla rodziców dzieci, które u nas zmarły. Dla dzieci, które były po trudnych przeżyciach i musiały u nas spędzić kilka godzin w oczekiwaniu np. na przekazanie do innego szpitala. Tak, to praca bardzo obciążająca emocjonalnie, stresująca i nieprzewidywalna, ale taż dająca ogrom satysfakcji i spełnienia zawodowego.
Jak jeszcze, poza poszukiwaniem wsparcia psychologicznego, próbuje im Pani pomóc?
Staram się, aby pracownicy mieli coraz więcej pozytywnych doświadczeń w pracy w różnych jej obszarach. Często są to małe rzeczy i najczęściej są odpowiedzią na potrzeby pracowników. Nie wszystkie jestem w stanie zrealizować, ale wtedy rozmawiamy o tym, jakim to jest dla nas wyzwaniem na dziś i szukamy innego rozwiązania. Dużo daje uważność każdego dnia na emocje pracowników i wyzwania, z jakimi się mierzą. Słuchamy i rozmawiamy, by wypracować coś wspólnie. Sama, jako dyrektor, spotykam się z każdą grupą zawodową, jeśli jest taka potrzeba. Rozmawiam ze spotkanymi pracownikami i choć klika słów, ale wysłucham. Jestem z nimi.
Rezultat jaki osiągniemy po codziennych, pozytywnych doświadczeniach, będących odpowiedzią na potrzeby pracowników i to w różnych obszarach naszej pracy, to nic innego, jak stan dobrostanu. W biznesie często się mówi o wellbeingu w organizacji, o wdrażaniu programów wellbeingowych, o dzieleniu się takimi praktykami. Myślę, że to jest przed nami. Ważne, żeby, tu zacytuję Wellbeing Institute: ZAUWAŻYĆ > ZROZUMIEĆ > ZADZIAŁAĆ. Dziś działamy małymi kroczkami, ale do przodu.
Polecamy także:
Od nikogo nie można wymagać bezgranicznej odporności. Także od pracowników medycznych
Szpital efektywnie zarządzany. Innovation Day - cykl debat Polityki Zdrowotnej
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze