Wydaje nam się, że panujemy nad sytuacją, ale liczby mówią co innego. Choć subiektywnie oceniamy swój poziom stresu na szkolną „czwórkę z minusem”, analiza naszych realnych objawów drastycznie obniża tę notę. Jesteśmy narodem przemęczonym, a dom – zamiast być oazą spokoju – coraz częściej staje się drugim frontem walki o przetrwanie.
Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Huawei CBG Polska wyłania się niepokojący obraz: ponad połowa z nas (52%) żyje w przewlekłym stresie od co najmniej pół roku. Najbardziej uderzający jest jednak rozdźwięk między tym, co o sobie myślimy, a tym, jak naprawdę się czujemy.
W skali szkolnej Polacy przyznają sobie średnio 3,86 pkt (czwórka z minusem). Jednak gdy badacze przeanalizowali deklarowane objawy napięcia i jego częstotliwość, rzeczywisty wskaźnik kondycji psychicznej spadł do zaledwie 2,84 pkt. To wynik bliski trójce z minusem, a w wielu kategoriach ocierający się o ocenę niedostateczną. Skąd ta różnica? Wygląda na to, że przywykliśmy do życia w napięciu tak bardzo, iż przestaliśmy je zauważać.
Dla aktywnych zawodowo Polaków głównym polem bitwy jest biuro. Aż 37% osób przyznaje, że w pracy doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego poziomu napięcia. Co nas najbardziej „spala”?
Nadmiar obowiązków (37%)
Presja na wyniki (36%)
Zła atmosfera (28%)
Niskie zarobki (22%)
Psycholog zdrowia, Mateusz Banaszkiewicz, zwraca uwagę na zjawisko, które potęguje ten problem:
- Istnieją badania potwierdzające, że wzrost poziomu stresu u menedżerów przekłada się na wyższy poziom napięcia w podległych im zespołach. Negatywny wpływ na dobrostan jest silniejszy tam, gdzie emocje łatwo przenoszą się między pracownikami – to tzw. emocjonalna zaraźliwość – wyjaśnia ekspert.
Reklama
Wniosek jest prosty: zestresowany szef to zestresowany zespół. Aby to zmienić, firmy muszą budować klimat bezpieczeństwa psychologicznego, a nie tylko wymagać kolejnych „targetów”.
Niestety, po zamknięciu drzwi do biura, ulga nie nadchodzi. Co drugi Polak (51%) odczuwa stres w życiu osobistym od ponad 6 miesięcy. Tutaj „szkolna ocena” spada jeszcze drastyczniej – z deklarowanej czwórki (4,00) do realnego poziomu 2,91.
Głównym winowajcą są nasze portfele. Rosnące koszty życia i zakupów (39%) to obecnie największy stresogen w polskich domach. Tuż za nimi plasują się problemy zdrowotne (31%) oraz konflikty rodzinne (29%). Życie osobiste, zamiast regenerować siły, coraz częściej staje się źródłem dodatkowego wyczerpania.
Jak radzimy sobie z tym ciężarem? Przeważnie „partyzanckimi” metodami. Najpopularniejsze strategie Polaków to:
Spacer (35%)
Słuchanie muzyki (33%)
Oglądanie filmów i seriali (27%)
Choć to zdrowe nawyki, rzadko sięgamy po pomoc profesjonalną. Aż 50% badanych nigdy nie stosowało profesjonalnych metod redukcji stresu, twierdząc, że nie widzi takiej potrzeby. Zaledwie 6% korzysta z pomocy psychologa, a tylko 7% posiada systematyczny plan zarządzania stresem.
Nasza relacja z technologią jest skomplikowana. Z jednej strony, co piąty z nas spędza przed smartfonem ponad 5 godzin dziennie, co prowadzi do przebodźcowania i lęku przed odłączeniem (FOMO). Z drugiej strony, nowoczesne urządzenia mogą być „cyfrowym lustrem”.
- Technologia może być naszym sprzymierzeńcem, jeśli korzystamy z niej świadomie. Aplikacje do medytacji czy monitorowania snu mogą realnie wspierać dobrostan, jednak nadmiar powiadomień działa w drugą stronę. Kluczem jest intencjonalność – zaznacza Mateusz Banaszkiewicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze