Reklama

Patomorfolog zawodem przyszłości. Jak nowoczesna diagnostyka zmienia medycynę? Rozmowa z prof. nadzw. dr hab. n. med. Renatą Langfort.

Patomorfologia to nie tylko sekcje i mikroskop. Dzięki nowym technologiom, sztucznej inteligencji i biologii molekularnej, ta specjalizacja staje się jednym z filarów nowoczesnej diagnostyki onkologicznej. Napotyka też na istotne problemy, a ich rozwiązanie może być jednym z fundamentów sprawnej i skutecznej onkologii w Polsce. O tym, jak zmienia się rola patomorfologa, mówi prof. Renata Langfort – ekspertka w dziedzinie chorób układu oddechowego.

Patomorfologia w XXI wieku: z zapomnianej specjalizacji do centrum onkologii

Polityka Zdrowotna: Jak współczesne metody diagnostyczne wpływają na pracę patomorfologa? Czy pomagają, czy może czasami przeszkadzają?

Renata Langfort: Myślę, że zdecydowanie pomagają. Patomorfologia często wciąż kojarzy się w sposób dość stereotypowy – jako dziedzina „z pogranicza”, może nawet mało zrozumiała. A tymczasem to właśnie rozwój technologii sprawił, że coraz więcej osób uświadamia sobie, jak istotną rolę odgrywa nasza specjalizacja w diagnostyce, a także w kwalifikacji do leczenia.

Nowoczesne metody zdecydowanie usprawniły naszą codzienną pracę. Pierwszym prawdziwym przełomem była diagnostyka immunohistochemiczna. Pozwala ona nie tylko na rozpoznanie i klasyfikację nowotworów, ale też – co niezwykle ważne – służy jako narzędzie w tzw. diagnostyce predykcyjnej, która pomaga kwalifikować pacjentów do leczenia. Przykładem są tu choćby nowotwory piersi czy płuca, w których oceniamy m.in. ekspresję białka PD-L1.

Reklama

*

Nowe metody nie tylko pozwalają precyzyjniej postawić diagnozę, ale również kwalifikować pacjentów do nowoczesnych terapii onkologicznych – tzw. leczenia celowanego.

Patomorfolog nie tylko rozpoznaje chorobę, ale też decyduje o dalszym leczeniu. To ogromna zmiana w postrzeganiu naszego zawodu.

Immunohistochemia i NGS – rewolucja w diagnostyce raka

PZ: Czyli diagnostyka patomorfologiczna nie ogranicza się dziś tylko do stwierdzenia, czy dana zmiana jest nowotworowa?

RL: Dokładnie. Jako patomorfolodzy bierzemy dziś udział nie tylko w ustaleniu diagnozy, ale też w podjęciu decyzji o terapii. Kolejny krok milowy to rozwój biologii molekularnej – np. techniki FISH (fluorescencyjna hybrydyzacja in situ), która umożliwia dokładne rozpoznanie chorób nowotworowych, a także ich podtypowanie molekularne. Takie informacje są niezbędne w leczeniu ukierunkowanym molekularnie.

Reklama

*

Jak podkreśla profesor, jednym z największych przełomów było wprowadzenie immunohistochemii, która pozwala wykrywać określone białka w tkankach nowotworowych, np. PD-L1 w raku płuca czy receptorów estrogenowych w raku piersi. To właśnie te dane decydują, czy pacjent zakwalifikuje się do leczenia immunoterapią lub terapią hormonalną.

Kolejny krok milowy to biologia molekularna, w tym NGS (Next-Generation Sequencing), które umożliwia:

  • wykrywanie mutacji genetycznych,
  • dopasowanie terapii do profilu molekularnego pacjenta,
  • wykrywanie rzadkich chorób układu oddechowego i autoimmunologicznych.

Sztuczna inteligencja w patomorfologii – przyszłość, która już działa

PZ: A co z jeszcze nowszymi rozwiązaniami – jak sztuczna inteligencja? Czy jest już obecna w Państwa pracy?

RL: Tak, i to coraz bardziej. Choć wymaga jeszcze dopracowania i uregulowania kwestii prawnych, już teraz jest wykorzystywana, np. do oceny czynników rokowniczych i predykcyjnych, takich jak ekspresja receptorów estrogenowych czy białka HER2. SI może zwiększyć obiektywność diagnozy, a także skrócić czas oceny – co jest niezmiernie ważne przy rosnącej liczbie przypadków. Także cyfryzacja całej diagnostyki bardzo wspiera naszą pracę.

Reklama

*

Sztuczna inteligencja może być bardziej obiektywna niż ludzkie oko. Działa szybciej i nie ulega zmęczeniu.

Rola współpracy interdyscyplinarnej w pracy patomorfologa

PZ: Wspomniała Pani wcześniej o konieczności współpracy interdyscyplinarnej. Czy w przypadku trudnych chorób układu oddechowego ta współpraca jest szczególnie istotna?

RL: Zdecydowanie. Zwłaszcza przy tzw. chorobach śródmiąższowych płuc, które są bardzo trudne diagnostycznie. My – patomorfolodzy – dostajemy tylko fragment tkanki. Nie widzimy całego narządu, więc bez dokładnych danych klinicznych i obrazowych od pulmonologa i radiologa trudno byłoby postawić trafną diagnozę.

Taka ścisła współpraca specjalistów pozwala nie tylko lepiej diagnozować choroby nowotworowe, ale też zapalne, immunologiczne, przebiegające z włóknieniem, które powoduje zniszczenie miąższu płuca włóknieniowe. Diagnostyka oparta wyłącznie na obrazowaniu nie wystarczy – każde podejrzenie raka musi być potwierdzone histopatologicznie.

Reklama

*

Choć profesor Langfort specjalizuje się w chorobach układu oddechowego, zaznacza, że patomorfologia obejmuje wszystkie układy i narządy. Patomorfolodzy muszą rozpoznawać:

  • choroby nowotworowe i nienowotworowe,
  • stany zapalne, autoimmunologiczne, włóknienia,
  • zmiany łagodne i złośliwe – np. w piersiach, jelitach, trzonie macicy.

Z powodu rosnących wymagań w diagnostyce, obserwuje się coraz większą sub-specjalizację wśród patomorfologów.

Kryzys kadrowy i niedofinansowanie – największe wyzwania dla patomorfologii w Polsce

PZ: A skoro rola patomorfologa rośnie, to nie sposób nie zapytać o realia – czy mamy w Polsce wystarczającą liczbę specjalistów? Według danych NIL mamy jedynie ok. 500 patomorfologów. Co więcej, są to zazwyczaj osoby bardzo dojrzałe, w wieku 55+.

RL: Aktualnie w Polsce pracuje jeszcze mniej patomorfologów, bo nie wszyscy widniejący w systemie, są czynni zawodowo. Do tego, tak jak pani wspomniała, wielu z nich to osoby w wieku przedemerytalnym. Część z tych osób to lekarze z tzw. starym, pierwszym stopniem specjalizacji, część już nie pracuje. Średni wiek patomorfologa przekracza 55 lat, a wielu z nas to osoby w wieku emerytalnym, które nadal pracują, bo po prostu nie ma kto ich zastąpić.

Reklama

Problemem jest też nierównomierne rozmieszczenie patomorfologów w kraju. Są województwa, gdzie pracuje tylko jedna lub dwie osoby. To opóźnia diagnostykę i znacząco obciąża pracujących specjalistów.

*

Co więcej, jak wskazuje profesor, system ochrony zdrowia boryka się z:

  • niedofinansowaniem badań nienowotworowych,
  • brakiem standaryzacji w diagnostyce.

PZ: A jak wygląda kwestia finansowania badań i organizacji pracy zakładów patomorfologii?

RL: To temat złożony. Przez wiele lat badania patomorfologiczne były kosztem dla szpitala – ich koszt był „zaszyty” w procedurze zabiegowej. Nie było osobnego finansowania. Sytuację zaczęła zmieniać akredytacja zakładów patomorfologii, prowadzona przez Ministerstwo. Umożliwia ona m.in. rozliczanie procedur jako odrębnych jednostek (JGPato).

Reklama

Dzięki tym zmianom zakłady, które przeszły akredytację, zaczęły otrzymywać pieniądze z NFZ za badania onkologiczne. Niestety – akredytacje wygasają i wymagają aktualizacji, a procedura nie jest łatwa. Obecnie czekamy na wznowienie procesu i o ile wiem, zaktualizowane standardy dotyczące diagnostyki patomorfologicznej zostały przekazane do Rady Akredytacyjnej działającej przy Ministrze Zdrowia i czekamy na ich akceptację. Po ich zatwierdzeniu i ukazaniu się w formie Obwieszczenia Ministra Zdrowia nastąpi ponowne uruchomienie procedury akredytacyjnej, co umożliwi jednostkom dalsze funkcjonowanie zgodnie z obowiązującymi przepisami i wymogami jakościowymi.

Wciąż też nie są finansowane badania nienowotworowe – a one są równie ważne. Mam nadzieję, że uda się to uregulować.

Reklama

Brakuje nie tylko lekarzy. System potrzebuje zawodu... histotechnologa

PZ: Jednym z mniej znanych, ale palących problemów jest brak oficjalnego zawodu medycznego dla osób przygotowujących preparaty histopatologiczne. Obecnie są to osoby często bez specjalistycznego wykształcenia medycznego, uczone zawodu „w praktyce”.

RL: Potrzebujemy zawodu histotechnologa – takiego, jak ratownik medyczny. To praca wymagająca ogromnej precyzji, a wciąż nie ma dla niej systemowego miejsca – alarmuje prof. Langfort. - To ogromna luka systemowa. W zakładach patomorfologii pracują osoby, które wykonują bardzo odpowiedzialne zadania – kroją, barwią i przygotowują preparaty mikroskopowe. Ich praca ma kluczowe znaczenie dla jakości diagnostyki. Bez ich pracy nie ma diagnostyki. Nie da się tego robić samemu, potrzebujemy profesjonalnego zespołu.

Szansa na zmianę: akredytacja, cyfryzacja i młode kadry

Patomorfologia została wpisana na listę specjalizacji priorytetowych, a resort zdrowia umożliwił doposażenie zakładów w nowoczesny sprzęt. Coraz więcej młodych lekarzy wybiera tę ścieżkę zawodową.

Reklama

Duże znaczenie ma również akredytacja zakładów patomorfologii, która pozwala:

  • standaryzować procedury,
  • uzyskać finansowanie z NFZ,
  • zapewnić wysoką jakość badań onkologicznych.

- Ostatnio prowadziłam kurs dla młodych rezydentów – było ponad 30 osób. To naprawdę napawa nadzieją – podsumowuje optymistycznie profesor.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości