Reklama

Na specjalizacjach jest mniej miejsc niż potrzebują szpitale

Polityka Zdrowotna
25/01/2022 15:07

Szpitale miesiącami szukają radiologów, którzy mogliby fizycznie dyżurować. Ci jednak wolą pracować zdalnie, czasem  poza Polską, za niezłe pieniądze. A miejsca na specjalizacje, w tej deficytowej dziedzinie medycyny, nie zaspokajają potrzeb szpitali.

Jeden ze szpitali w Warszawie, jakiś czas temu, przez kilka miesięcy, poszukiwał radiologa, który będzie pracował popołudniu, robił opisy badań, a w razie czego konsultował wyniki na bieżąco.

- Nie udało nam się nikogo znaleźć. Wielu radiologów pracuje teraz zdalnie, za dobre pieniądze i nie opłaca im się przyjeżdżać na dyżury. Robią zdalnie opisy badań i wysyłają je, nawet będąc poza Polską - opowiada anonimowo lekarka ze szpitala. 

Szpitalowi przez ostatnie dwa lata przybyło pracy, a w konsekwencji prześwietleń płuc pacjentów covid-owych. Radiolodzy są deficytowymi specjalistami od kilku lat. Szpitale publiczne przegrywają o nich konkurencję z jednostkami prywatnymi. Poniekąd przez to, że gdy zniesiono limity na rezonans magnetyczny i tomografię komputerową, szereg prywatnych jednostek zainwestowało w sprzęt do tych badań i zaczęło zatrudniać specjalistów.

Reklama

- Podkupowano ich z jednostek publicznychA te ostatnie nie mają ma żadnych kart przetargowych, gdyż radiolog może zarobić w niej max. kilkanaście tysięcy brutto miesięcznie, a w prywatnej - miesięcznie jego pensja może być nawet dwa razy i więcej wyższa - wskazuje prof. Maciej Banach, ekspert ochrony zdrowia z Instytutu Matki Polki w Łodzi.

Minister zdrowia przyznaje mniej rezydentur

Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że radiologów i specjalistów od diagnostyki obrazowej jest w kraju 4,3 tys. Widać jest to niewystarczające jak na obecne potrzeby podmiotów leczniczych. Minister zdrowia zwiększa liczbę miejsc na specjalizacji, ale cały czas jest to za mało w stosunku do potrzeb szpitali. W ubiegłym roku, w naborze jesiennym, minister zdrowia uruchomił rezydentury z radiologii dla ponad 210 osób. A mimo to w szpitalach jest problem. Zjawisko jest bowiem dużo bardziej złożone.

Reklama

- Zdaję sobie sprawę, że radiologów potrzeba więcej. Jest jednak problem z ośrodkami szkolącymi. Nie ma ich wystarczającej liczby, aby spełnić zapotrzebowanie i specjalistów w szpitalach, którzy szkoliliby adeptów radiologii - mówi Polityce Zdrowotnej prof. Jerzy Walecki, konsultant krajowy w dziedzinie radiologii.

Szpitale ratują się jak mogą.

- Brakuje tych specjalistów. My współpracujemy zdalnie z radiologami w województwa zachodniopomorskiego, bo na naszym terenie nie mogliśmy ich znaleźć. Wysyłamy badania i czekamy na ich opisy - mówi Władysław Prechaluk, dyrektor Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu.

Reklama

Problem też w innych specjalizacjach 

W radiologii, jak w soczewce, odbijają się także problemy z brakiem dostępu młodych ludzi chcących kształcić się w wielu innych specjalizacjach. Limity przyjęć na studia medyczne minister zdrowia zwiększa co roku. W roku akademickim 2021/2022 otworzył w kraju łącznie 9039 na kierunku lekarskim i było to 730 więcej niż w latach 2020/21. Liczba otwieranych specjalizacji nie jest już jednak proporcjonalna, skoro w 2021 minister otworzył ich łącznie 5,5 tys.

Absolwenci medycyny narzekają, że wielu z nich kończy studia, ale nie dostaje się na wymarzone specjalizacje i nie tylko na te wymarzone. Czasami w ogóle brakuje miejsc.

Reklama

- Problem u nas jest taki, że my tych specjalizacji mamy za dużo. One są za bardzo rozdrobnione. Jesteśmy w czołówce Europy pod względem ilości specjalizacji - mówi Tomasz Imiela, wiceprezes okręgowej izby lekarskiej w Warszawie.

Za dużo rodzajów specjalizacji

Stąd mamy np. kilka rodzajów specjalizacji z chirurgii, w tym: stomatologiczną i szczękowo-twarzową. A także specjalizację z epidemiologii i chorób zakaźnych. O zmniejszenie liczby specjalizacji, powrót do klasycznej interny czy chirurgii apeluje od lat Naczelna Izba Lekarska. Dużo zależy też od ministra zdrowia. Co do zasady, konsultanci wojewódzcy zgłaszają zapotrzebowanie w danym regionie na liczbę specjalizacji. Nawet jeśli jednak nie zgłoszą takiego zapotrzebowania, minister zdrowia może przyznać tam miejsca rezydenckie w akredytowanych jednostkach.

Reklama

- W przypadku radiologów jest jednak tak, że tych akredytowanych jednostek jest za mało i stąd mogą wynikać braki miejsc, w których można ich kształcić. Ale tu też pozostaje dużo w gestii ministra zdrowia- wskazuje Tomasz Imiela. 

 Na niektóre specjalizacje nie ma chętnych

Na drugim biegunie są z kolei specjalizacje, do których mało kto się garnie jak np. z chorób wewnętrznych czy medycyny ratunkowej. Na pierwszą z nich jesienią 2021 minister zdrowia otworzył prawie 500 miejsc, a na drugą 270 w skali kraju

Reklama

- Problem w tym, że praca na obu tych odcinkach szpitala jest bardzo ciężka, w ciężkich warunkach i z obciążeniami psychicznymi. Nie każdy  sobie z tym radzi. I tu nie pomogą nawet podwyższenia wycen świadczeń - wskazuje Tomasz Imiela.

Młody człowiek chcąc specjalizować się w danej dziedzinie może robić to także poza trybem rezydentury, podpisując umowę z danym szpitalem. Rzecz w tym, że nie każdy szpital chce przystać na takie rozwiązanie. Pensje rezydentów finansuje jednak minister zdrowia. 

 

Polecamy także:

Reklama

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości