"Lekarz opowiada w mediach jakie problemy z wystawianiem recept na leki przeciwbólowe mają lekarze na jego oddziale. Minister Zdrowia niebędący lekarzem w odwecie sprawdza jakie leki i komu wystawia ten lekarz i oznajmia to na twitterze, łamiąc tajemnice lekarską!" - czytamy we wpisie Naczelnej Izby Lekarskiej.
Spór między Ministerstwem Zdrowia i ministrem Adamem Niedzielskim a środowiskiem lekarskim w sprawie limitów i ograniczeń związanych z wystawianiem recept nie gaśnie. Wręcz przeciwnie, w piątek nastąpiła eskalacja konfliktu, a minister przekroczył pewną granicę w internetowej dyskusji. "Minister Zdrowia niebędący lekarzem w odwecie sprawdza jakie leki i komu wystawia ten lekarz i oznajmia to na twitterze, łamiąc tajemnice lekarską!" - czytamy we wpisie Naczelnej Izby Lekarskiej.
Przypomnijmy, że z początkiem lipca, resort zdrowia w trybie nagłym zareagował na doniesienia o nadużyciach w systemie elektronicznego wystawiania recept. Chodzi o publikację Dziennika Gazety Prawnej, w której czytamy o lekarzach przebijających swoją skutecznością wszelkie dostępne systemy wsparcia diagnostyki AI. Polscy lekarze okazali się na tyle ambitni, że w skrajnych przypadkach wystawiali nawet 50 recept na godzinę - przez całą dobę.
- Po analizie Centrum e-Zdrowia mamy 10 lekarzy, którzy wystawili rocznie od 100 tys. do ponad 400 tys. recept. W skrajnym przypadku oznacza to 50 recept na godzinę przez 24 h. Mamy tu do czynienia z biznesem, a nie z troską o pacjenta - mówił 30 czerwca podczas konferencji prasowej minister Adam Niedzielski.
Resort postanowił ukrócić - i słusznie - proceder w trybie natychmiastowym. Jednak zapomniano o konsultacjach ze środowiskiem i z dnia na dzień, na mocy tweeta, wprowadzono ograniczenia w wystawianiu recept. Nagle wprowadzone ograniczenia, niespodziewanie (?) wywołały chaos i lawinę problemów, o których alarmowali lekarze. Ograniczenia tak jak zostały wprowadzone, szybko zostały poluzowane.
"Luzu" nie poczuli jednak lekarze. Brak konsultacji tak istotnych dla pacjentów i medyków zmian spowodował, że Ci lekarze poczuli potrzebę publicznego przypomnienia o swojej obecności w systemie ochrony zdrowia.
Od tego momentu rozpoczęło się przeciąganie liny. Bo i jednym i drugim, bez wątpienia, zależy na dobru pacjentów. Dla resortu to najważniejszy argument do wprowadzania takich zmian. Do tego miał twarde dane. "Limity recept działają" - grzmiał resort zbijając argumentację lekarzy co chwila donoszących o problemach w wystawianiu recept w AOS i POZ.
"Wprowadzone ograniczenia się sprawdzają i żadne organizacje zajmujące się prawami pacjenta nie wyrażają wobec nich sprzeciwu" - mówił minister. Razem z Rzecznikiem Praw Pacjenta wskazywał, że nie odnotowano żadnych skarg. Szef resortu zdrowia zamieścił także tweet, w którym napisał: „widać, że ton medialnej dyskusji nt. limitów recept nadają lobbyści, bo w rzeczywistości nie ma żadnych skarg od pacjentów”. I te słowa dotknęły lekarzy. W związku z tym 21 lipca złożyli wezwanie do Ministra Zdrowia o usunięcie obraźliwego dla nich tweeta. Lekarze zażądali również wycofania się przez ministra z tych słów i wpłatę 10 tys. zł na konto jednej z organizacji zajmującej się chorobami rzadkimi.
Przeprosin nie będzie. Minister przekonany swojej nieomylności pozostaje głuchy na wezwania, więc Związek lekarzy złożył pozew. Jednocześnie lekarze zapowiedzieli "gorącą jesień"
Jakby tego było mało, lekarzom "przeszkadzają" nowe regulacje dotyczące wystawiania recept na środki psychotropowe. Te, resort postanowi wprowadzić przy okazji podjętej decyzji o limitowaniu e-recept. Zapowiedziane w tamtym czasie regulacje działają od 2 dni. Od 2 sierpnia funkcjonują przepisy, które ograniczają zdalne wystawianie recept na środki odurzające i psychotropowe.
I znów, lekarze mają problem i "nie mogą wypisywać recept na leki narkotyczne i psychotropowe, ten problem potwierdzają nam także inne hospicja". Tym razem pierwsi o problemach z wystawianiem recept informowali dziennikarze RMF FM.
Jak mówiła dla RMF FM szefowa fundacji Dom Hospicyjny w Pruszczu Gdańskim, "resort zdrowia nie uprzedził tego typu placówek, iż zmiany w przepisach będą mieć negatywny wpływ na sytuację ich pacjentów. Tym samym nie dało im możliwości jakiegokolwiek przygotowania się - choćby przez powrót do recept papierowych". W mediach znów zawrzało. Media oraz związki zaczęły ponowne "grillowanie" decyzji resortu i samego ministra.
Zdaniem ministra już następnego dnia, problem został rozwiązany.
- Pracownicy Centrum e-Zdrowia pomagali lekarzom we wszystkich problemach związanych z wypisaniem recepty na psychotropy. I tu ważna rzecz – 90 proc. zgłoszeń dotyczyło błędnego, acz nie niezawinionego, postępowania personelu placówki medycznej bądź niepoprawnego funkcjonowania systemu informatycznego tejże placówki. Każdy, kto zgłosił problem, uzyskał wsparcie. Nasi specjaliści nie tylko odpowiadali na maile, ale obdzwaniali również część podmiotów, by szybciej udrożnić proces wystawiania recept – powiedział Adam Niedzielski w wywiadzie dla PAP.
Reklama
I wydawałoby się, że sprawa może zostać zamknięta. Co prawda, nie wiemy co z 10% zgłoszeń, choć omyślam się, że mają one związek z zarzuconą lekarzom przez Adama Niedzielskiego, nieznajomością prawa. W końcu, na którego zapoznanie się mieli aż miesiąc. Skoro twarde dane i litera prawa nie przemawiają do lekarzy, a spór o recepty przeciąga się już tygodniami, na miejscu ministra też bym się zdenerwował. I choć możemy ocenić w redakcji jakim spirytualnym zwierzęciem jest szef resortu na bazie jego dokonań, to nie pokusiłbym się o ocenę jego odczuć i zachowań. Z jednej strony brakuje mi wiedzy i doświadczenia, z drugiej nie chciałbym upubliczniać informacji o stanie zdrowia psychicznego nikogo, tym bardziej szefa resortu.
Choć wart analizy, przynajmniej prawnej, jest wpis opublikowany późnym popołudniem w piątek. Ten odbiega od wyważonego wywiadu dla PAP, opublikowanego tego samego dnia rano. Adam Niedzielski w swoim wpisie postanowił rozliczyć się z lekarzem, publicznie wypowiadającymi się o problemach z wypisaniem recept na środki psychotropowe.
Minister zdrowia zarzucił lekarzowi kłamstwo. Gdyby w mojej ocenie ktoś bajdurzył, kłamał, zmyślał... w pewnym okresie życia mógłbym pokusić się o sformułowanie "chyba jesteś chory człowieku". Od kilku lat, raczej świadomość możliwości urażenia kogoś postronnego takim sformułowaniem, nie pozwoliłaby mi na takie stwierdzenie.
Reprezentuję jednak inne pokolenie. Szef resortu nie widzi w tym nic złego, nawet idzie o krok dalej. I parafrazując jego wypowiedź, sugeruje "jesteś chory człowieku".
- Lek. X X (minister wymienił lekarza z imienia i nazwiska - przyp. red.), szpital miejski w Poznaniu wczoraj w @FaktyTVN "żadnemu pacjentowi nie dało się wystawić takiej recepty". Sprawdziliśmy. Lekarz wystawił wczoraj na siebie receptę na lek z grupy psychotropowych i przeciwbólowych. Takie to FAKTY. Jakie kłamstwa czekają nas dziś - napisał na swoim twitterze minister zdrowia Adam Niedzielski.
Reklama
Jego wpis spotkał się z natychmiastową reakcją Naczelnej Izby Lekarskiej.
- Lekarz opowiada w mediach jakie problemy z wystawianiem recept na leki przeciwbólowe mają lekarze na jego oddziale. Minister Zdrowia niebędący lekarzem w odwecie sprawdza jakie leki i komu wystawia ten lekarz i oznajmia to na twitterze, łamiąc tajemnice lekarską! Jak się Państwo czują w systemie w którym Ministerstwo ujawnia publicznie dane medyczne osób które krytykują jego działania? - czytamy.
Tak, z tym, że;
Zgodnie z § 4 ust. 1 i 8 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 23 grudnia 2020 r. w sprawie recept* recepta w postaci papierowej, na której przepisano substancję psychotropową – na wystawiającego (pro auctore) lub jego rodzinę (pro familiae) musi zawierać kod kreskowy z unikalnym numerem identyfikującym receptę oraz kod kreskowy osoby wystawiającej receptę (numer PWZ).
*ustawa nowelizowana 1 stycznia 2023 r.
Raczej tak...
Dlatego sytuacja, wydaje się dość nieprzyjemna i życzyłbym w niej wszystkim zdrowia oraz traktowania się ze wzajemnością... Na miejscu lekarzy, jeśli ktoś zarzuciłby mi nieznajomość prawa, to ja powołałbym się na swoje.
Co zawiera dokumentacja medyczna?
Dokumentacja medyczna, zawiera informacje dotyczące stanu zdrowia lub stanu funkcjonowania oraz procesu diagnostycznego, leczniczego, pielęgnacyjnego lub rehabilitacji, w szczególności:
a) opis udzielonych świadczeń zdrowotnych,
b) rozpoznanie choroby, problemu zdrowotnego, urazu lub rozpoznanie ciąży lub opis stanu funkcjonowania,
c) zalecenia,
d) informacje o wydanych zaświadczeniach, orzeczeniach oraz opiniach,
e) informacje o produktach leczniczych, wraz z dawkowaniem, lub wyrobach medycznych przepisanych pacjentowi na receptach lub zleceniach na zaopatrzenie w wyroby medyczne oraz unikalne numery identyfikujące recepty w postaci elektronicznej, o których mowa w art. 96a ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 6 września 2001 r. – Prawo farmaceutyczne (Dz. U. z 2021 r. poz. 1977 i 2120 oraz z 2022 r. poz. 830, 974 i 1095);
Może minister powołał się na prawo, które stanowi, że podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych ma prawo udostępnić dokumentację medyczną Tobie, Twojemu przedstawicielowi ustawowemu bądź osobie przez Ciebie upoważnionej. Możliwe, że Adam Niedzielski dokonał lekkiej nadinterpretacji przepisów dotyczących udostępniania dokumentacji za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej.
Z jednym ale.. Dla uproszczenia powołam się na informacje z serwisu Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia, pacjent.gov.pl:
W przechowywanej dokumentacji medycznej znajdują się przede wszystkim dane wrażliwe (sensytywne), które są pod szczególnym nadzorem.
Do takich danych należą wszystkie dane o Twoim stanie zdrowia – przeszłym, obecnym i przyszłym, fizycznym i psychicznym, niezależnie od źródła, z jakiego pochodzą. To np.:
- numer, symbol lub oznaczenie, które mają Cię jednoznacznie identyfikować
- informacje pochodzące z badań laboratoryjnych lub lekarskich części ciała lub płynów ustrojowych, w tym danych genetycznych i próbek biologicznych
- informacje o chorobie, niepełnosprawności, ryzyku choroby, historii medycznej, leczeniu klinicznym, Twoim stanie fizjologicznym lub biomedycznym.
Źródłem danych może być np. lekarz lub inny pracownik służby zdrowia, szpital, urządzenie medyczne lub badanie diagnostyczne in vitro.
Twoje dane osobowe są zbierane podczas rejestracji do usług zdrowotnych i podczas ich świadczenia. Na każdym tym etapie muszą być chronione.
Jaki ta sprawa będzie miała finał? To się okaże. Karty, przynajmniej w sprawie upublicznienia informacji o przepisanej przez lekarza recepcie auctore, wydają się być po stronie lekarzy.
Minister Zdrowia poinformował publicznie, kto (lekarz wskazany z imienia i nazwiska), wystawił receptę jakiemu świadczeniobiorcy (pro auctore) i na co (lek z jakiej grupy farmakologicznej).
Art. 266 § 2 Kodeksu karnego: "Funkcjonariusz publiczny, który ujawnia osobie nieuprawnionej [...] informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". Ściganie następuje z urzędu.
- napisał na swoim linkedin, Piotr Pawliszak Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze