Reklama

Marek Kos o swojej karierze naukowej. Wiceminister zdrowia wyjaśnia

Miesiąc temu pod lupę została wzięta habilitacja wiceministra zdrowia Marka Kosa. Dotychczas polityk nie komentował zarzutów. Politykazdrowotna.com dała możliwość odniesienia się wiceministrowi w rządzie Izabeli Leszczyny do stawianych mu publicznie zarzutów.

Habilitacja pod lupą

Politykazdrowotna.com: Jaki był temat pracy, która zdecydowała o przyznaniu panu habilitacji?

Marek Kos, wiceminister zdrowia:Immunopatogeneza raka żołądka ze szczególnym uwzględnieniem roli receptorów Toll-podobnych - implikacje kliniczne i terapeutyczne” oraz całość dorobku naukowego.

Zarzuca się panu, że pańska habilitacja jest podejrzanie szybka.

Myślę, że zarzut dotyczący rzekomo „podejrzanie szybkiego” przebiegu mojego procesu habilitacyjnego wynika z braku znajomości rzeczywistego przebiegu pracy badawczej i jej specyfiki. Podkreślam, że pierwszą zgodę Komisji Bioetycznej na badania, które miały leżeć u podstaw procesu habilitacyjnego otrzymałem w roku 2019, co oznacza pięcioletni okres gromadzenia danych. Dopiero po skompletowaniu pełnej grupy badanej i kontrolnej, co miało miejsce w 2024 roku, przystąpiłem do publikacji wyników. Proces publikacji w uznanych czasopismach naukowych sam w sobie trwał wiele miesięcy, co dodatkowo wskazuje na czasochłonność całego przedsięwzięcia. Tym samym moja habilitacja nie jest efektem działań ad hoc, lecz wynikiem wieloletniej, systematycznej pracy badawczej, zgodnie z obowiązującymi standardami naukowymi. Podsumowując, habilitacja została oparta na solidnym dorobku naukowym, który powstawał przez pięć lat intensywnych badań i pracy publikacyjnej, co obala zarzut o jej „podejrzanie szybkim” charakterze. Odnośnie zarzutów, dotyczących procedowania mojej dokumentacji, to w tej sprawie byłem wnioskodawcą, a nie decydentem. Złożyłem wniosek, byłem poddany procedurze administracyjnej, na którą na żadnym etapie ani nie miałem wpływu, ani nie mogłem na nią wpływać. Jest to procedowane przez odpowiednie, wieloosobowe organy kolegialne. Nie widzę tutaj żadnego przyspieszania. Złożyłem wniosek, został on rozpatrzony.

Reklama

Ile zazwyczaj trwa rozpatrywanie takiego wniosku?

Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia jako urzędnika, że zawsze staram się sprawy załatwiać na bieżąco, bez żadnej zbędnej zwłoki. Mój wniosek był rozpatrzony w czasie wynikającym z przepisów.

Czy dla innych osób ten czas był podobny?

Nie analizowałem, ile trwa takie postępowanie w stosunku do innych osób. Myślę, że to zależy od wielu okoliczności, które są brane pod uwagę przez podmioty habilitujące. Wydaje mi się, że jak w każdym przypadku, jeżeli sprawa nie budzi wątpliwości, zastrzeżeń, nie wymaga dodatkowego sprawdzania, to jest szybciej, sprawniej procedowana. To zależy od wielu organów. Wniosek jest na początku rozpatrywany formalnie przez Radę Doskonałości Naukowej i następnie kierowany do podmiotu habilitującego, który albo się zgadza na podjęcie procedury, albo nie. I tu jest pierwsze głosowanie Rady Naukowej Dyscypliny w danym uniwersytecie, czy przyjmuje daną osobę do procesu nadania stopnia doktora habilitowanego. Głosowanie odbywa się w dużym kolegialnym ciele i jest głosowaniem tajnym. Jako wnioskodawca nie mam wpływu na szybkość rozpatrywania wniosku, czy trwa to miesiąc, dwa czy sześć.

Reklama

Habilitacja po znajomości czy zbieg okoliczności?

Pojawia się sugestia, że Komisja Habilitacyjna została zwołana tak szybko, bo zadziałały znajomości.

Sugestia, jakoby moja habilitacja przebiegła w „podejrzanie szybkim” tempie dzięki „znajomościom”, nie znajduje żadnego oparcia w faktach ani przepisach regulujących ten proces. Oczywiste jest też, że jako wieloletni pracownik i absolwent Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, znam tu wiele osób i z wieloma współpracuję, co potwierdzają moje publikacje. Cała procedura habilitacyjna została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, w szczególności z ustawą z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz rozporządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie postępowania w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego. Warto podkreślić, że mój dorobek naukowy, będący podstawą do wszczęcia procedury habilitacyjnej, powstawał w sposób systematyczny i transparentny przez pięć lat. Dopiero po zakończeniu kompletowania grupy badanej w roku 2024 przystąpiłem do publikacji wyników. Czas potrzebny zarówno na realizację badań, jak i proces recenzji oraz publikacji w renomowanych czasopismach, jednoznacznie świadczy o rzetelności i czasochłonności mojego dorobku. Decyzja o nadaniu mi stopnia doktora habilitowanego została podjęta przez Komisję Habilitacyjną wyłącznie na podstawie oceny merytorycznej mojego dorobku, zgodnie z jasno określonymi kryteriami oceny (art. 219 ustawy PSWiN), bez jakichkolwiek odstępstw proceduralnych. Komisja działała w pełnej niezależności i zgodnie z harmonogramem wynikającym z przepisów oraz regulaminu uczelni. W  drugim głosowaniu Rady Naukowej Dyscypliny Nauki Medyczne została powołana Komisja Habilitacyjna, która zajmowała się procesem. Komisja otrzymała materiały, Recenzenci wydali swoje opinie. Następnie odbyło się kolokwium habilitacyjne, na którym przedstawiłem pracę, miała miejsce dyskusja i padały szczegółowe pytania dotyczące osiągnięcia naukowego. Później Rada Dyscypliny podjęła uchwałę, już trzecią w głosowaniu tajnym. Tym samym wszelkie twierdzenia, dotyczące nieprawidłowości czy nieuzasadnionego przyspieszenia procesu są bezpodstawne i naruszają zarówno dobre obyczaje akademickie, dobra osobiste członków Komisji, nie wspominając już mojego dobrego imienia.

Wartość publikacji w czasopiśmie naukowym

Artykuły naukowe pańskiego autorstwa były, zdaniem jednej z gazet, tzw. fabryką publikacji. Chodzi o cztery publikacje, które ukazały się w okresie od lipca do listopada 2024 roku w czasopismach należących do wydawnictwa MDPI.

Zarzut dotyczący rzekomego udziału moich publikacji w tzw. „fabryce publikacji” jest nieuzasadniony i opiera się na nieprawidłowej interpretacji zarówno procedur naukowych, jak i obowiązującego prawa w Polsce. Po pierwsze, przypominam że mieszkamy w Polsce i obowiązuje nas polski system prawny, w szczególności ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Moja procedura habilitacyjna została przeprowadzona zgodnie z wszystkimi obowiązującymi przepisami, a przedstawiona dokumentacja została zweryfikowana i zatwierdzona zarówno przez Komisję Habilitacyjną, jak i właściwe organy uczelni. Zgodność procedury z prawem została również potwierdzona w materiale prasowym przez eksperta, który publicznie wskazał, że nie widzi żadnych nieprawidłowości pod względem formalnym ani merytorycznym. Po drugie, odniosę się do faktów dotyczących samych publikacji. Krytykowane artykuły zostały opublikowane w uznanych czasopismach wydawnictwa MDPI, które są indeksowane w renomowanych bazach, takich jak Scopus czy Web of Science, i posiadają aktualny, dość wysoki Impact Factor oraz wysoką punktację Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Procedura publikacji w tych czasopismach spełnia międzynarodowe standardy recenzyjne. Niezależnie od opinii medialnych, to obowiązujące w Polsce kryteria naukometryczne decydują o wartości dorobku naukowego. W Polsce stopnie naukowe przyznawane są na podstawie polskiego prawa, a nie przepisów obowiązujących np. w Stanach Zjednoczonych. Dlatego też przywoływanie bazy PubMed czy innych zagranicznych rejestrów nie ma mocy decyzyjnej w kontekście postępowań awansowych w Polsce. Na stronie Rady Doskonałości Naukowej jasno określono, że ocena dorobku naukowego powinna być oparta o wykaz publikacji zatwierdzony przez jednostkę macierzystą naukowca. W moim przypadku wykaz ten został oficjalnie potwierdzony przez Bibliotekę Główną Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Wynika z niego jednoznacznie, że jestem autorem lub współautorem 45 prac, z czego 3 zostały opublikowane przed uzyskaniem stopnia doktora nauk medycznych, a 42 – po jego uzyskaniu. Wszystkie te publikacje zostały uwzględnione w procedurze habilitacyjnej zgodnie z przepisami. Sugerowanie powstania moich prac w ramach „fabryki publikacji” jest zatem nie tylko bezpodstawne, ale również godzi w dobre imię instytucji naukowych, które w pełni zgodnie z prawem weryfikowały i akceptowały mój dorobek naukowy.

Reklama

A wydawnictwa, w których opublikowane były pańskie prace?

W odniesieniu do pytania o wydawnictwa, w których opublikowane zostały moje prace, chciałbym zwrócić uwagę na kilka kluczowych faktów. Po pierwsze, niezależnie od subiektywnych ocen tych wydawnictw, wszystkie czasopisma, w których publikowałem, posiadają wysoką ocenę punktową zgodnie z wykazem czasopism naukowych ogłaszanym przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Przypomnę, że według obecnie obowiązującej skali, czasopisma oceniane są na 40, 70, 100, 140 oraz 200 punktów. Wszystkie moje publikacje objęte procedurą habilitacyjną ukazały się w czasopismach z punktacją wynoszącą 140 punktów, co plasuje je wśród wysoko ocenianych tytułów naukowych w Polsce. Po drugie, warto również podkreślić międzynarodową renomę tych czasopism, potwierdzoną współczynnikiem Impact Factor (IF), który jest globalnie uznanym miernikiem jakości i oddziaływania czasopisma. Moje prace zostały opublikowane w czasopismach o Impact Factor na poziomie 3,0; 4,5; 4,9 oraz 5,1, co jednoznacznie świadczy o wysokim poziomie merytorycznym i cytowalności tych publikacji. W szczególności odnoszę się do wydawnictwa MDPI, które było miejscem publikacji części moich prac. MDPI jest renomowanym wydawnictwem naukowym z siedzibą w Bazylei (Szwajcaria), posiadającym globalny zasięg i uznanie. Co istotne, w ostatnim czasie ponad 100 uniwersytetów w Niemczech zawarło ramową umowę współpracy z MDPI, co jasno pokazuje, że wiodące ośrodki naukowe Europy traktują to wydawnictwo jako wiarygodne i prestiżowe. Podkreślam, że wszystkie moje publikacje były poddane standardowej procedurze recenzyjnej, spełniały kryteria naukowe obowiązujące w Polsce i na świecie, i nie ma żadnych podstaw, by utożsamiać je z tzw. „fabrykami publikacji” czy „papierniami”, które często pojawiają się w kontekście wydawnictw funkcjonujących w krajach bez ugruntowanej tradycji naukowej. Podsumowując, zarówno według kryteriów polskiego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak i według uznawanych na świecie wskaźników jakości, publikacje mojego autorstwa zostały opublikowane w wysoko ocenianych i wiarygodnych czasopismach.

Jak to z opłacaniem publikacji było?

Rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie podobno nie ceni czasopism grupy MDPI i nie chciał finansować z budżetu uczelni publikacji w tych czasopismach. A jednak pańskie zostały sfinansowane. Ile to kosztowało?

Nie znam szczegółowych kosztów publikacji prac. Zostały one sfinansowane ze środków działalności statutowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, zgodnie z obowiązującymi procedurami uczelni. Nie byłem też jedynym autorem wskazanych publikacji – byłem ich współautorem, a każda z prac była efektem współpracy zespołu liczącego od siedmiu do dziewięciu autorów. Zgodnie z moją wiedzą, komunikat JM Rektora miał charakter zalecenia, a nie decyzji administracyjnej. W drugiej połowie 2024 roku Uniwersytet Medyczny w Lublinie opłacił publikację kilku prac w wydawnictwie MDPI – wśród nich znalazły się również te, w których byłem współautorem.

Reklama

Nie wszyscy w Radzie Naukowej dyscypliny głosowali za uchwałą o nadaniu panu stopnia doktora habilitowanego. Zna pan powody?

Nie posiadam wiedzy na ten temat. Rada Naukowa Dyscypliny głosuje trzy razy, a głosowanie jest tajne. Pierwsza decyzja jest o wszczęciu postępowania, druga powołaniu Komisji Habilitacyjnej i trzecia uchwała jest o nadaniu stopnia. Tu nie ma konieczności jednomyślności.

Rekrutacja grupy badanej do pracy habilitacyjnej

Jak to możliwe, że w ciągu roku opublikował pan cztery publikacje, jednocześnie pracując intensywnie w ministerstwie?

Publikacje się skumulowały, ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Pracowałem w kilku obszarach, dotyczyło to okresu przed objęciem stanowiska Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia. Jeden obszar to prace z czasu COVID-u, były to lata 2021-23. Zostały one opublikowane później, bo tak czasem wygląda procedura wydawnicza, jedna z prac została przyjęta do druku dopiero w lutym 2025 roku. Drugi temat był związany z pracami z telemedycyny w niewydolności serca. Jeżeli chodzi o prace stanowiące cykl z immunopatologii raka żołądka to także w tym przypadku moja praca odbywała się głównie przed 2024 rokiem. Przede wszystkim planując prace badawcze mające być osiągnięciem naukowym pretendującym do nadania stopnia naukowego doktora habilitowanego określiłem sobie cel badań. Trwało to kilka lat, a w tym czasie zapoznawałem się w odpowiednim piśmiennictwem z tego zakresu, aby właściwie ukierunkować pracę. Kolejny etap to przygotowanie odpowiedniej grupy badanej. Rekrutację uczestników (pacjentów) do badań naukowych określają trzy główne zasady. Podstawowa z nich stanowi, że  zasady rekrutacji są dostosowane do celu i metod badania, ponadto uczestnicy badania dobierani są w sposób wolny od dyskryminacji oraz że udział w badaniu jest dobrowolny. Istnieją także odpowiednie kryteria włączenia, jak również wyłączenia z badania naukowego. Zgodnie z tymi wszystkimi kryteriami określiłem docelową grupę badaną, na którą składały się przypadki z badanym nowotworem złośliwym z podziałem na podtyp histologiczny, stopień zaawansowania, jak również płeć i wiek. Uwzględniłem także kryteria wyłączające w postaci wcześniejszej chemio- lub radioterapii, leczenia immunologicznego, towarzyszących innych nowotworów i innych wykluczeń. Rekrutacja uczestników badania naukowego, zebranie badanej grupy docelowej, trwa zwykle kilka lat.

Reklama

Pod lupę wzięto proces rekrutacji pacjentów do badanej grupy. Pojawiła się liczba ok. 200 pacjentów z nowo zdiagnozowanym rakiem żołądka, a tylu nie było nawet leczonych w lubelskiej klinice.

Określenie „rekrutacja pacjentów” zostało najprawdopodobniej niewłaściwie zrozumiane. Tu nie chodzi o diagnostykę pacjentów, ani o zbieranie pacjentów, tylko określenie grupy badanej. A grupą badaną były osoby, które miały już rozpoznaną chorobę nowotworową. Określenie grupy badanej polega na zdefiniowaniu ile osób, z jakim typem histologicznym, w jakim stadium zaawansowania będzie wziętych pod uwagę w badaniu. To powinny być osoby w różnym wieku, różnej płci. Rekrutacja do badania oznacza wytypowanie uczestników na podstawie ich kart pacjenta. Pacjentów tych nie diagnozowałem ani nie leczyłem. Ich dobór odbywał się na podstawie ich istniejącej dokumentacji medycznej. Natomiast diagnostyką przewodu pokarmowego wcześniej zajmowałem się bardzo obszernie, bo byłem lekarzem endoskopistą, chirurgiem. Swego czasu byłem kierownikiem specjalistycznej pracowni endoskopowej. Badań gastroskopii i kolonoskopii wykonałem w swoim życiu tysiące. Ale w tym badaniu naukowym nie chodziło o diagnostykę pacjentów, tylko o dobranie grupy badanej do badania naukowego, które później zostało wykonane. W pracach jest też jasno wskazane, że materiał pochodził z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi z odpowiednią afiliacją jednego ze współautorów prac. Prace naukowe nie są pracami, powstającymi z dnia na dzień.

Skąd liczba 200 pacjentów zakwalifikowanych w rekrutacji do badania?

Jak już powiedziałem - materiał pochodził z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, a jej pracownik naukowy jest wymieniony jako współautor prac. Nie wiem skąd ta wzmianka o lubelskiej Klinice. Materiał do badania naukowego był zbierany w latach 2019-2024, w tym czasie następowała selekcja pacjentów do badania naukowego. Skąd liczba 200? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ale ta liczba wprowadza w błąd. Szczegółowe dane na temat grupy badanej są zawarte w artykułach naukowych, a różne badania w poszczególnych pracach były wykonywane na materiale tych samych pacjentów.

Reklama

Od chirurgii do immunologii

Jest pan chirurgiem, skąd zatem zainteresowanie immunologią, bo z tej dziedziny pisał pan prace habilitacyjną ? To wydaje się odległe zainteresowanie.

Nie było żadnej zmiany zainteresowania z chirurgii na immunologię, bo pracę doktorską zrobiłem z immunologii w powiązaniu z chirurgią. Był to materiał, dotyczący nowotworów przewodu pokarmowego. Jednak badanie dotyczyło pewnych czynników, naczyniowo-śródbłonkowego czynnika wzrostu i zasadowego czynnika wzrostu fibroblastów jako czynników prognostycznych w ocenie stopnia zaawansowania i przeżycia chorych z rakiem odbytnicy. Stąd jest tu konsekwencja i kontynuacja pracy naukowej.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/03/2025 13:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości