O medycynie spersonalizowanej, potrzebie synergii biotechnologii, medycyny i mikrobiologii oraz co ogranicza rozwój polskich biotechów. Rozmowa z Michałem Kaszubą, prezesem notowanej na warszawskiej giełdzie spółki genXone.
Jaki kierunek należy obrać we współczesnej biotechnologii, żeby dotrzeć do rozwiązań wpisujących się w realne zapotrzebowanie nowoczesnego społeczeństwa? Czy branżę czeka rewolucja?
Zdecydowanie tak, co widać w globalnych trendach branży biotechnologicznej. W naszym obszarze działań leży na pewno wszystko to, co jest związane z medycyną personalizowaną - hasłem bardzo modnym, które ostatnio coraz częściej przewija się w branży. Pomimo jego rosnącej popularności, ciągle istnieje mało praktycznych rozwiązań wpisujących się w tę ideę. Chcemy to zmienić, dlatego jako główny cel stawiamy sobie wdrażanie i rozwijanie produktów, które pozwolą osiągnąć zupełnie nową jakość w podejściu do pacjenta. Bez personalizacji i wzięcia pod uwagę indywidualnych aspektów związanych ze zdrowiem, nie dojdziemy do zrozumienia złożoności problemu zdrowotnego. Dopiero dzięki sprecyzowanym parametrom zdrowotnym konkretnej osoby, możemy opracować dla niej właściwą strategię leczenia, przynoszącą jak najlepsze skutki.
Bez personalizacji nie będzie można zrobić kolejnego dużego skoku w medycynie, bo zaproponowano już wszystko, co można było zrobić w bardziej ogólnym aspekcie diagnostyczno-medycznym. Pole manewru zostało znacząco ograniczone - dziś bez indywidualnego podejścia do pacjenta i jego problemów nie będziemy w stanie zmienić jakości usług medycznych. Wiemy o tym, dlatego dążymy do personalizacji wszystkich naszych usług związanych z diagnostyką i medycyną, zarówno w przypadku chorób rzadkich, jak i mikrobiomu jelitowego.
Pojęcie medycyny spersonalizowanej może wydawać się niezrozumiałe - w końcu jako pacjenci leczymy się zawsze indywidualnie. Jak zatem osiągnąć taką personalizację?
Do personalizacji medycyny niezbędne są nowe technologie, na przykład takie, które stosujemy w naszych badaniach mikrobioty jelitowej. Chodzi o to, że jeśli chcemy zrozumieć złożoność i zależności funkcjonalne naszego organizmu, na które wpływ ma zbiorowisko bakterii żyjące w naszym układzie pokarmowym, to musimy poznać szczegóły jego funkcjonowania. Każdy z nas posiada inny mikrobiom, dlatego tylko dzięki nowym technologiom dającym nam precyzyjną, głęboką informację o budowie i wpływie tego bioreaktora na nasze zdrowie i życie, jesteśmy w stanie wyciągnąć odpowiednie wnioski, a co za tym idzie - zaproponować konkretne rozwiązania.
Dla przykładu - mówi i pisze się od dawna, że mikrobiom ma wpływ na rozwój choroby Alzheimera, Parkinsona czy choroby neurodegeneracyjnej. Musimy zrozumieć, jakie mechanizmy związane z mikrobiomem powodują, że ktoś jest w grupie ryzyka i dlaczego dane schorzenie rozwija się tylko u niektórych osób. Osiągniemy to wyłącznie dzięki bardzo szczegółowym informacjom z konkretnych grup pacjentów, które pozyskamy jedynie przy użyciu nowych technologii. Jeśli mamy symptomy albo informacje o zaistnieniu takiego ryzyka z badań poprzedzających, Wtedy jesteśmy w stanie powiedzieć co zrobić, żeby uniknąć rozwoju takiej choroby. Dzisiaj tej wiedzy nie mamy i technologie stosowane do tej pory nie były w stanie dać odpowiedzi tak precyzyjnej, żeby pozwolić na wyciagnięcie odpowiednich wniosków w tym zakresie.
Co dziś stoi na przeszkodzie rozwoju personalizowanej medycyny? Może wymienione obszary badań, dotyczące m.in. jelit, nie sprzyjają aprobacie ze strony osób decydujących o finansowaniu tego celu? Może lepiej badać inne choroby lub schorzenia?
Takie badania już toczą się w różnych obszarach i dotyczą różnych aspektów, zarówno jeśli chodzi o przesiewowe badania dzieci, jak i o mikrobiom. Dużym ograniczeniem była technologia, która dostarczyłaby odpowiedniego zakresu informacji. Dotychczas większość badań mikrobiomu czy mikroflory jelitowej opierano o taksonomię, czyli identyfikację poszczególnych gatunków. Nie wystarcza to jednak do poznania funkcjonalnego zróżnicowania działania tego systemu.
Mikrobiom może być bardzo różny i to, że nazwiemy ogólnie występujące w naszych jelitach bakterie, nie do końca odpowiada na pytanie, jak działają i jaki mają konkretny wpływ na funkcjonowanie organizmu. Aby to określić trzeba sprawdzić ich genom, zobaczyć co potrafią produkować i z jakich substratów, co nam dostarczają, a co zużywają.
Zmiana technologii, sposobu podejścia oraz myślenia, pozwoli odpowiedzieć na to pytanie oraz uzyskać wartościowe informacje w procesie badawczym. Mało tego - teraz zaczynamy od początku, ponieważ wszystkie informacje zbierane do tej pory są nie do wykorzystania w tym obszarze, do którego dążymy.
Na czym w takim razie powinni skupić się naukowcy, zdający sobie sprawę z potrzeby personalizacji badań i nieuniknionych zmian zachodzących w branży?
Trzeba te badania dalej rozwijać, zbierać kolejne grupy reprezentatywne. Nie wystarczy jedna osoba chora na Parkinsona, należy zebrać grupę badawczą z konkretnym problemem zdrowotnym. W ten sposób będziemy w stanie sprawdzić w populacji jak wygląda zróżnicowanie tego problemu u pacjentów i porównać to z grupą zdrowych reprezentantów. Pytanie też, kim jest zdrowy pacjent? Czy ten, który uważa się za zdrowego? Czy jednak musimy wykonać serię badań i potwierdzić, że rzeczywiście jest zdrowy?
To są wszystko wyzwania, które po pierwsze zabierają czas, a po drugie generują koszty. Są to dużo większe kwoty niż w projektach prowadzonych jeszcze kilka lat temu, ponieważ problemy są dużo bardziej złożone i interdyscyplinarne. My to robimy z pewnym ograniczeniem z naszej strony, dlatego poszukujemy partnerów, aby wspólnie występować o ewentualne środki na zgłębienie tematu i prowadzenie badań.
Synergia biotechnologii z medycyną oraz mikrobiologią jest konieczna do tego, aby właściwie zaadresować pytania, na które chcemy odpowiedzieć. Takie połączenie umożliwia stworzenie produktu, który będzie rozwiązaniem definiowanych obecnie problemów.
O potrzebie szeroko zakrojonych badań przeprowadzanych w naszym społeczeństwie przekonaliśmy się w trakcie pandemii, podczas której genXone monitorował zmienność genetyczną wirusa SARS-CoV-2, jego warianty, powiązane ryzyko. Czy w tym momencie możemy mówić, że COVID-19 pozostanie z nami tak samo jak grypa?
Pierwsze uderzenie wirusa to moment, w którym patogen trafia na nieograniczone zasoby, czyli ofiary, które nie mają jeszcze wyrobionej na niego odporności. System immunologiczny nie jest przygotowany na walkę z nowym przeciwnikiem, dopiero się tego uczy. Obecnie możemy jednak powiedzieć, że prawie każdy z nas miał styczność z koronawirusem, czy to przez przechorowanie czy poprzez szczepienia.
Oczywiście wirus próbuje ewoluować. Powszechna w przyrodzie interakcja pomiędzy drapieżnikiem i ofiarą, czyli patogenem i żywicielem, powoduje mutację i rozwój wirusa. Koronawirus nie jest inteligentnym stworzeniem, ale będzie losowo mutował szukając wariantów, które będą w stanie przetrwać, czyli namnażać się i zarażać kolejne osoby. Nie oznacza to, że będzie dla nas bezpieczniejszy.
Z punktu widzenia biologicznego, właśnie wariant wirusa, który nie jest bardziej szkodliwy, czyli nie powoduje radykalnych problemów zdrowotnych i nie prowadzi do śmierci, będzie najłatwiej poliferować, czyli namnażać się i przechodzić z jednego pacjenta na drugiego. I on będzie dominować w populacji. Dlatego tak kluczowe jest monitorowanie zmienności genetycznej koronawirusa, aby mieć jego obecność pod swoistą kontrolą.
Jak w takim razie ocenić skalę niebezpieczeństwa związanego z kolejnymi wariantami koronawirusa?
Koronawirus na pewno nie zniknie, natomiast trudno przewidzieć w jakich wariantach z nami pozostanie i jakie będą konsekwencje ich rozprzestrzeniania się na świecie. W swoich efektach będą raczej podobne do tego, co mamy dziś. Można było zauważyć, że w pierwszej fazie pandemii pojawiające się warianty były coraz bardziej niebezpieczne. Sytuacja uległa zmianie od pojawienia się Omikronu, który jest znacznie łagodniejszym wariantem niż panująca jesienią zeszłego roku Delta. Te warianty i ich kolejne mutacje są na szczęście wrażliwe na szczepienia, dlatego koronawirus znalazł takie rozwiązanie, że Omikron łatwiej zaraża osoby zaszczepione oraz te, które przechodziły już infekcję.
Z drugiej strony jest to już wirus, który w odróżnieniu od wcześniejszych wariantów nie powoduje zapalenia płuc ani nie prowadzi do ich uszkodzenia. Atakuje jedynie drogi oddechowe, czego efektem może być przeziębienie. Stąd też przekonanie, że COVID będzie nową grypą naszych czasów. Istotne jest też to, że dzisiaj mamy kolejne epidemie infekcji górnych dróg oddechowych, na które wpływ mają m.in. wirusy typu RSV.
Czy to właśnie dlatego Ministerstwo Zdrowia podjęło decyzję o refundacji szybkich testów antygenowych?
Tak, ponieważ należy monitorować rozprzestrzenianie się poszczególnych grup wirusów. Niestety często, kiedy jesteśmy chorzy, obecny w organizmie wirus otwiera tzw. „wrota infekcji”, z których korzystają atakujące nas bakterie. Tego typu połączenia nazywamy infekcjami złożonymi. Jest to dzisiaj plaga, dlatego cieszy fakt, że przynajmniej w tym obszarze zachorowań wirusowych będziemy mieli pewne informacje dotyczące sposobu, w jaki wirusy rozprzestrzeniają się w populacji. To pomoże służbie zdrowia zapanować nad sytuacją. Testy refundowane dotyczą trzech najbardziej rozpowszechnionych wirusów, czyli grypy, RSV i SARS-CoV-2. Już teraz mogą wykonywać je lekarze rodzinni (POZ) w przypadku każdego pacjenta z infekcją dróg oddechowych.
Skoro mówimy o rynku krajowym – gdzie spółki biotechnologiczne powinny szukać możliwości rozwoju oraz środków, które pozwolą na realizację projektów w dłuższej perspektywie?
Rynek polski nie jest jeszcze wdzięczny do szybkiego rozwoju zaawansowanych biotechnologicznych projektów. Jeden z partnerów, z którym rozpoczęliśmy niedawno współpracę i rozmowy na temat wspólnych projektów, otwarcie mówi że jedynym rynkiem umożliwiającym pełną realizację jego wizji są Stany Zjednoczone. Specjalnie w tym celu otwiera tam spółkę. W Polsce nie byłby w stanie tego zrobić.
Z czego to wynika?
Na pewno z większej otwartości rynku amerykańskiego. Wpływ na to ma również brak zaufania do otoczenia prawnego w Polsce, a także sytuacji gospodarczej w naszym kraju. Ciągle jesteśmy postrzegani przez inwestorów zagranicznych jako rynek obarczony sporym ryzykiem, również przez toczącą się za naszą granicą wojnę, nasze duże zaangażowanie w nią i niepewność co do potencjalnej eskalacji tego konfliktu. Jest to na pewno jeden z poważnych powodów, który inwestorzy biorą pod uwagę.
Jeśli mają możliwość i alternatywę, żeby zainwestować w podobne projekty w bezpieczniejszym zakątku świata, to na pewno jest to argument brany pod uwagę.
My, będąc polskim biotechem nawiązujemy kontakty z partnerami w Europie, aby wspólnie, a przez to na bardziej korzystnych zasadach wprowadzać nowe rozwiązania, właśnie w tym perspektywicznym obszarze medycyny personalizowanej. Ona da nam efekt, mówiąc w przenośni „uszycia terapii na miarę”, czyli dopasowanie leczenia precyzyjnie do każdego pacjenta. Przez to zwiększenia efektu wyleczenia chorego w skali nieporównywalnej do standardowych metod.
Dziękuję za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze