To były chwile, w których liczyła się każda minuta. Wieczorem do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie dotarła informacja o 9-letniej dziewczynce z podejrzeniem udaru mózgu. Objawy pojawiły się nagle – dziecko straciło równowagę, przewróciło się, a chwilę później wystąpił niedowład połowiczy oraz zaburzenia mowy.
Sytuacja była niezwykle poważna. Już na etapie zgłoszenia rozpoczęto przygotowania do możliwej interwencji ratującej życie.
- Zaraz po otrzymaniu wiadomości skontaktowałam się z lekarzami dyżurnymi Klinicznego Oddziału Udarowego i Wczesnej Rehabilitacji Poudarowej oraz Zakładu Radiologii Zabiegowej i Neuroradiologii USK Nr 4 w Lublinie, by powiadomić ich o potencjalnej potrzebie interwencji – mówi lek. Klaudia Szukała, neurolog z Oddziału Neurologii Dziecięcej.
Po przyjęciu do szpitala dziewczynka natychmiast trafiła na kompleksową diagnostykę. Lekarze musieli jednak zmierzyć się z poważnym ograniczeniem – ze względu na wszczepione urządzenia kardiologiczne nie było możliwe wykonanie rezonansu magnetycznego.
Zespół podjął błyskawiczną decyzję o alternatywnych badaniach.
- Nie było możliwości wykonania rezonansu magnetycznego w protokole udarowym ze względu na obecność rozrusznika oraz zastawki mechanicznej wszczepionych w sercu dziewczynki, w związku z tym zleciliśmy natychmiastowo badanie TK głowy bez kontrastu, dodatkowo poprosiłam o wykonanie badania angio-TK. Powodem tej decyzji był fakt, że przy tak krótkim czasie trwania objawów, który wynosił godzinę, w zwykłym badaniu tomograficznym zmiany niedokrwienne mogą nie być widoczne - informuje lek. Klaudia Szukała.
Reklama
Badanie potwierdziło najgorsze przypuszczenia – w jednej z tętnic mózgowych znajdowała się skrzeplina.
Dziewczynkę natychmiast przetransportowano do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie, gdzie czekał już specjalistyczny zespół udarowy – jeden z najbardziej wyspecjalizowanych w kraju.
- Na wystąpienie udaru mogła wpłynąć wada serca, którą ma dziewczynka” – ocenia lek. Justyna Kmieć, neurolog dyżurująca tego dnia.
Decyzja była jednoznaczna: konieczna trombektomia mechaniczna – zabieg polegający na usunięciu skrzepliny i przywróceniu przepływu krwi w mózgu.
Choć zabieg ten jest standardem u dorosłych, u dzieci należy do rzadkości i wiąże się z ogromnymi wyzwaniami.
- Wykonanie zabiegu trombektomii mechanicznej u tak młodych osób jest bardzo trudne technicznie. Większość ośrodków w Polsce leczy dorosłych, ponieważ to ich przede wszystkim dotyka problem wystąpienia udaru. Pojawienie się tej jednostki chorobowej u dziecka jest zjawiskiem niezwykle rzadkim. Mali pacjenci mają mniejsze naczynia niż dorośli, są one też delikatniejsze, dlatego podczas trombektomii łatwiej jest je uszkodzić lub wywołać skurcz naczyniowy. Inny też jest materiał zatorowy, a dostępna na rynku aparatura również w głównej mierze przeznaczona jest do leczenia udarów u dorosłych - tłumaczy dr n. med. Łukasz Światłowski, radiolog z Zakładu Radiologii Zabiegowej i Neuroradiologii USK Nr 4 w Lublinie, który wykonał zabieg w asyście dr hab. n. med. Krzysztofa Pyry, prof. Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Reklama
Dodaje, że wykonanie zabiegu u 9-latki wymagało od nas dobrego przygotowania, w tym dobrania odpowiednich cewników. Dzięki naszemu świetnemu zapleczu sprzętowemu i doświadczeniu zabieg został przeprowadzony bardzo sprawnie. Udało się usunąć cały materiał zatorowy z tętnicy środkowej mózgu.
Dodatkowym wyzwaniem było odpowiednie znieczulenie – anestezjolodzy musieli precyzyjnie dostosować dawki do wieku i stanu dziecka.
Mimo trudności, dzięki doświadczeniu zespołu i nowoczesnemu sprzętowi zabieg przebiegł sprawnie.
Cała procedura trwała zaledwie 30 minut.
Kluczowa okazała się perfekcyjna współpraca między szpitalami oraz błyskawiczne działanie wszystkich zespołów.
- Dzięki sprawnej współpracy wszystkich zaangażowanych lekarzy udało się wykonać zabieg w oknie czasowym oraz zapobiec rozprzestrzenianiu się zmian niedokrwiennych – mówi lek. Michał Pytlak.
Efekt? Dziewczynka odzyskała sprawność.
Choć udar mózgu kojarzony jest głównie z osobami dorosłymi, może dotknąć także dzieci – choć zdarza się to znacznie rzadziej.
Statystyki wskazują, że choroba występuje u 2–13 dzieci na 100 tysięcy rocznie, podczas gdy u dorosłych jest to nawet 300 przypadków na 100 tysięcy.
Lekarze zauważają jednak niepokojący trend wzrostowy.
- Udary niedokrwienne u dzieci zdarzają się coraz częściej. Bardzo dużą rolę w tych przypadkach odgrywa czas. Optymalne okno czasowe wynosi sześć godzin – podkreśla dr hab. n. med. Magdalena Chrościńska-Krawczyk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze