Lekarze mogą, albo nawet powinni pracować w różnych miejscach. Jednak to co nie zmieniło się od lat, to lekarze pracujący w miejscach konkurujących ze sobą w sposób negatywny. Przez to otrzymujemy efekt odwrotny, do zamierzonego przy koordynacji leczenia pacjenta - mówi prof. Jarosław Fedorowski.
To druga część wywiadu z prof. Jarosławem Fedorowskim, prezesem Polskiej Federacji Szpitali. Zachęcamy do przeczytania pierwszej części rozmowy tutaj:
Ostatnio głośno zrobiło się w Polsce o zarobkach lekarzy. Według Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego są tacy, którzy zarabiają po 60, 70 tys. zł miesięcznie i może nie jest to naganne ale praca w wielu miejscach wzbudza kontrowersje. Z jednej strony pacjenci nie czują się odpowiednio zaopiekowani, a z drugiej lekarze są przemęczeni i wypaleni, tym bardziej, że często pracują równolegle w konkurujących ze sobą placówkach. Czy Pan zdaniem obecny model powinien ulec zmianie?
Tutaj Pan redaktor dotknął istoty problemu. Po pierwsze należy zdefiniować miejsce pracy. Czy jest to szpital i np. należąca do niego poradnia? Czy to są np. dwa różne podmioty, które ze sobą nie współpracują? Moim zdaniem lekarze mogą, albo nawet powinni pracować w różnych miejscach z uwagi na ciągłość procesu diagnostyki i leczenia. Jeśli podmioty w których pracuje lekarz ze sobą współpracują to jest to pożądany model, gdyż budują wartość dla pacjenta w całym cyklu przebiegu choroby.
Jeśli przykładowo lekarz chirurg postawi diagnozę i przeprowadzi operację, to tym samym pacjentem powinien też zająć się w poradni w zakresie związanym z wykonaną procedurą, to nie jest właściwie nic nowego, ani tym bardziej rewolucyjnego. Oczywiście nie wszędzie jest to możliwe, są sytuacje, gdzie inny lekarz diagnozuje, a inny prowadzi leczenie. I tutaj znowu wracamy do koncepcji koordynowanej ochrony zdrowia. Takiemu rozwiązaniu nie sprzyja jednak obowiązujący system „silosowy”.
Lekarze pracują w miejscach konkurujących ze sobą w sposób negatywny. W tych miejscach dochodzi do tzw. spychoterapii, albo też odwrotnie do nieskoordynowanego kierowania pacjentów z jednego miejsca pracy, jakim jest poradnia komercyjna, do drugiego miejsca pracy lekarza, jakim jest szpital systemu podstawowego szpitalnego systemu zabezpieczenia (szpital sieciowy).To się nie zmieniło od wielu lat. Natomiast w modelu organizacji koordynowanej ochrony zdrowia pomiędzy miejscami pracy lekarza ma miejsce współpraca i koordynacja.
Z roku na rok rosną nakłady na sektor zdrowia. Jednak problem z zadłużaniem się szpitali i ich niską płynnością finansową pozostaje nierozwiązany od lat. Najgorzej jest ze szpitalami powiatowymi, gdzie 90 proc. z nich ponosi straty. Czy nie da się tego systemowo rozwiązać? Za taki stan rzeczy na końcu i tak płacimy my, bo to z naszych podatków pokrywane są koszty oddłużania.
Teza, że problem dotyczy głównie szpitali powiatowych (pierwszego i drugiego poziomu w sieci szpitali) i tam pieniądze należy przede wszystkim dosypywać jest błędna. Wśród najbardziej zadłużonych szpitali w Polsce są przecież szpitale uniwersyteckie (ogólnopolskie wg. sieci szpitali), a ujemny wynik finansowy ma spora grupa szpitali trzeciego poziomu zabezpieczenia.
Jeśli w jednym rejonie działają dwa szpitale, z których jeden radzi sobie znacznie lepiej od drugiego to należałoby te szpitale połączyć. W ten sposób można lepiej alokować zasoby, a w dodatku przestaną między sobą konkurować negatywnie, np. o personel. O modelu konsorcjów opieki koordynowanej już rozmawialiśmy. Można też łączyć odziały w samym szpitalu, by zwiększać ich efektywność i poprawiać zarządzanie np. chirurgię z interną i zrobić oddział wieloprofilowy opieki ostrej.
Można też stworzyć dodatkowe oddziały terapii progresywnej (stopień natężenia opieki pomiędzy intensywną, a ostrą) Z niektórych oddziałów trzeba po prostu odważnie zrezygnować i zamknąć. Utrzymywanie oddziału położniczego, gdzie odbywa się mało porodów nie ma sensu i to nawet nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale z uwagi na bezpieczeństwo pacjentów..
W 2023 roku mają powstać przy szpitalach dodatkowo 24 nowe SOR-y uzupełniając ich obecną sieć. Od czerwca przy każdym z nich ma działać całonocna i świąteczna opieka zdrowotna. Czy to dobre rozwiązanie „odtykające” oddziały ratunkowe?
Przyczyna, dlaczego pacjenci zgłaszają się na SOR-y po tzw. godzinach pracy przychodni jest dosyć jasna. Po prostu ich lekarz POZ ma zamknięty gabinet. Oczywiście nie mówimy tu o pacjentach, którzy przyjeżdżają karetką do szpitala w ciężkim stanie, czy z wypadków. Tych, których w ogóle nie powinno być na SOR jest około 30 proc (badania ankietowe Polskiej Federacji Szpitali, raport Europejskiej Federacji Szpitali). Oni szukają porady lekarskiej, a nie zabiegów medycyny ratunkowej.
Czasy się ostatnio bardzo zmieniły. Mamy wprawdzie działającą całkiem dobrze telemedycynę, ale nadal nie mamy centrów koordynacji ruchu pacjentów. I to tam powinna być podejmowana decyzja, gdzie kierować pacjenta. Niekoniecznie powinien być to SOR lub uruchomiona opieka medyczna przy SOR ale np. pracujący rotacyjnie lekarz w przychodni POZ, który jest za to dodatkowo wynagradzany. Taki dyżur nie będzie mu wypadał często i nie powinien z tego powodu powodować istotnego obniżenia jego dostępności.
W systemie opieki koordynowanej zdrowia wszystkie te sprawy są dużo lepiej zorganizowane. Sporą część pracy wykonują nie lekarze, a inni medycy, oczywiście z odpowiednim wsparciem koordynatorów. Gdyby do systemu KOZ przystąpiły działające przy szpitalach POZ-ety dodatkowo za to wynagradzane, albo też i POZ grupowe, czy nawet pojedyncze praktyki lekarskie to problem z SORA-ami przepełnionymi pacjentami nie urgensowymi mógłby się znacznie poprawić.
Coraz głośniej w sektorze mówi się o raportowaniu niefinansowym ESG. Wkrótce będzie to powszechny obowiązek. Czy idea zielonych szpitali to tylko znak czasów, czy też będzie to opłacalny zarówno dla placówek zdrowia jak i pacjentów wymierny biznes uwzględniający wymogi środowiskowe, społeczne i dobre praktyki corporate governance?
Ten kierunek jest bardzo promowany przez Światową Federację Szpitali, do której należymy. Zrównoważony rozwój to naszym zdaniem podstawowa kwestia dotycząca modernizacji szpitali. Dotyka ona zarówno efektywności energetycznej, odpadów medycznych, łańcucha dostaw jak i kwestii pracowniczych i społecznych.
Modernizując szpitale możemy sięgnąć po specjalnie przeznaczone na to środki finansowe zarówno krajowe jak i zagraniczne. Przy Polskiej Federacji Szpitali działa koalicja green hospital, mamy także chyba pierwszego na świecie Chief Sustainability Officer (CSO) narodowej federacji szpitali. Podczas konsultacji projektu ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitali naszym głównym postulatem była właśnie modernizacja rozumiana jako zrównoważony rozwój i inwestycje z tym związane.
Czy lepiej remontować dobrze zlokalizowany szpital, czy też taniej i szybciej zburzyć go i wybudować od nowa korzystając z ekologicznie i energetycznie przyjaznych technologii?
Wszystko zależy od dobrze postawionej diagnozy. Może być tak, że zmiana nawyków ludzi oraz wprowadzone nowe rozwiązania informatyczne (systemy zarządzania energią) dają podobny efekt jak ocieplenie starego budynku na co np. nie zgodzi się konserwator zabytków. W przetargach na nowy sprzęt powinniśmy punktować też efektywność energetyczną i ergonomiczną danego urządzenia. Na remonty polskich szpitali przydały by się dziesiątki miliardów specjalnie dedykowanych środków, np. z zapowiadanego Funduszu Modernizacji Szpitali oraz z wszelkich możliwych innych źródeł.
Rozmawiał: Dariusz Jarosz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze