Dr Aleksandra Czarnecka z jest pierwszą w Polsce specjalistką torakochirurgii z certyfikatem operatora da Vinci. Chirurżka opowiada o swojej drodze do chirurgii robotowej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. Cieszy się, że coraz więcej kobiet chce odnaleźć się w tym zawodzie.
Skąd wzięła się chirurgia robotyczna w Pani życiu?
- Po zdaniu egzaminu specjalizacyjnego i przepracowaniu kilku lat jako specjalista chirurgii klatki piersiowej, Klinika Chirurgii Klatki Piersiowej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii stała się moim nowym miejscem pracy. W 2023 roku, dzięki staraniom pana profesora Stanisława Góździa w ŚCO pojawił się robot da Vinci. Pan dyrektor od początku dokładał wszelkich starań, aby wszystkie specjalności chirurgiczne jak najszybciej wdrożyły to nowe narzędzie do codziennej praktyki. Jako jedni z pierwszych otrzymaliśmy zielone światło na szkolenia w zakresie chirurgii robotycznej. Było to, dla nas ogromną szansą i jednocześnie wyzwaniem, jako że do tego czasu jedynie 2 ośrodki torakochirurgiczne w Polsce dysponowały taką technologią. Jako pierwszy, certyfikat w zakresie operatora robotycznego systemem da Vinci uzyskał pan profesor Paweł Rybojad, kierownik naszej kliniki, ja uczestniczyłam w tym szkoleniu jako asysta. Zanim sama rozpoczęłam szkolenie jako operator systemu robotycznego , asystowałam panu profesorowi w zabiegach prawie rok. Swoje szkolenie rozpoczęłam wraz z panem doktorem Pawelcem kilka miesięcy przed certyfikacją. Ten doświadczony chirurg miał tym razem stać się moim asystentem. Najpierw był symulator, potem trenażer na nieżywej materii, następnie trenażer na tkance zwierzęcej. Jednoczasowo uczestniczyliśmy w tzw. case observation, gdzie miałam możliwość podglądania pracy pana profesora Rybojada, ale też innych chirurgów w różnych ośrodkach, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Mieliśmy możliwość weryfikacji różnych technik i metod, a także otrzymania informacji zwrotnej od operatorów bardziej doświadczonych, co dla nas było bardzo cenne. Przeszłam swoją drogę do ceryfikacji, nie pomijając żadnego etapu, ponieważ jest to zupełnie inna technika i zależało mi na tym, żeby odbyć szkolenie od początku do końca, mimo, że można było je skrócić, bo miałam już odpowiednią ilość godzin spędzonych jako obserwator i doświadczenie przy obsłudze robota, nabyte przy pracy z panem profesorem Rybojadem. Nad moimi pierwszymi zabiegami, poza panem profesorem Rybojadem i doktorem Pawelcem, czuwał nieoceniony dr Michał Wiłkojć (WIM), który jest pionierem techniki robotycznej w torakochirurgii.
Czuliście się odpowiednio przygotowani przez zespół szkoleniowy dystrybutora robota?
-Zdecydowanie tak. Spotkaliśmy niesamowitych ludzi z ogromnym zaangażowaniem. W odpowiednich momentach przechodziliśmy kolejne etapy, co dawało nam wewnętrzny spokój. Człowiek podchodzi do nowych wyzwań zawsze z ogromnym napięciem, ale może je znacznie obniżyć, jeśli czuje się przygotowanym na różne, nawet nieprzewidziane sytuacje. Należy podkreślić, że nasi trenerzy nas przygotowali, przykładając szczególną uwagę do sytuacji awaryjnych. A jak ma się takie zaplecze, nie pozostaje nic, tylko operować.
Na czym polega różnica pomiędzy wideotorakoskopią a chirurgią robotyczną?
- Mimo, że od wielu lat stosujemy chirurgię małoinwazyjną, tu, w chirurgii robotycznej nie czujemy na narzędziach podatności tkanek. Musimy nauczyć się czuć te tkanki wzrokiem. Dodatkowo chirurg operator znajduje się w pewnym oddaleniu od pacjenta co jest niezwykle niekomfortowe dla operatora. Wydaje mi się, że to jest największą różnicą. Na pewno fakt, że pracowaliśmy wcześniej z wideotorakoskopią wiele pomagał, natomiast trzeba było nauczyć się czuć tkanki wzrokiem, co jest w torakochirurgii niezmiernie ważne. Należy podkreślić, że torakochirurdzy operując, pracują na naczyniach, które wychodzą bezpośrednio z serca i są najsłabsze w całym organizmie, co jest dla nas dodatkowym wyzwaniem, żeby przy korzyściach, które niosą zabiegi robotyczne, chory był bezpieczny w naszych rękach. Trzeba pamiętać, że to my siedzimy za sterami robota a robot przekłada nasze ruchy na ruchy swoich ramion, więc za 100 procent zabiegu odpowiadają chirurdzy.
A potocznie się uważa, że „jak chirurg zrobi coś niewłaściwego, to robot go zatrzyma”…
- To nieprawda, nie jest tak. Być może jest to przyszłość, natomiast na razie nie mamy narzędzi, które by zastąpiły chirurga, jego głowę, doświadczenie, wzrok, ręce. Cały czas odpowiedzialność spoczywa na naszych barkach i to trzeba podkreślić: to nie robot operuje, to my operujemy za pomocą robota. To my musimy panować nad maszyną mając świadomość, że każde z ramion to jest około 100 kg. Naszym zadaniem jest zapanowanie nad tym „olbrzymem” i sprawne sterowanie nim.
Jak zespół przyjął panią w nowej roli?
- Miałam bardzo dużo wieloaspektowego wsparcia ze strony dyrekcji, szefa oraz całego zespołu, mimo że dołączyłam do niego jako ostatnia. Przyszłam z innego ośrodka i spotkałam się tu z ogromną życzliwością i pomocą. Dr Sławomir Pawelec, który pełni funkcję zastępcy kierownika kliniki, zgodził się wpierać mnie na bloku w roli mentora i asystenta. Tutaj rzeczywiście chirurgia jest grą zespołową. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że zoperować to jedno, ale niezmiernie ważna jest opieka okołooperacyjna. W czasie gdy się szkoliliśmy z panem profesorem Rybojadem, a potem z panem doktorem Pawelcem, w klinice i poradni wszystko cały czas funkcjonowało. Zajmowali się tym koledzy z zespołu. Ich zaangażowanie i wsparcie spowodowało, że wszystko działało bez żadnych opóźnień, co kosztowało na pewno dużo więcej pracy. Jestem bardzo wdzięczna wszystkim pracownikom kliniki, ale także bloku. Tu również współpraca z anestezjologami i instrumentacją jest wzorcowa.
Dlaczego w większości ośrodków to mężczyźni operują robotycznie, czy kobiety w chirurgii są spychane na margines?
- Statystyki mówią jasno: w dużej części ośrodków zabiegówką zajmują się mężczyźni. Ale to się zmienia, ku mojej ogromnej radości, bo za każdym razem podkreślam: chirurg, wchodząc na blok, jest po prostu chirurgiem. Głowę i ręce mamy wszyscy takie same. Moim zdaniem płeć na bloku nie ma żadnego znaczenia, natomiast wiele kobiet nie decyduje się na zabiegówkę z racji samej biologii. Jeśli decydujemy się na założenie rodziny, to my rodzimy dzieci i w początkowym okresie życia dziecka mama jest absolutnie niezbędna, więc jest to dodatkowe wyzwanie. Trzeba też sobie zdawać sprawę, że w chirurgii każda przerwa, jest jak przerwa w treningach u sportowca. Po dłuższej przerwie zwykle musimy wrócić do wcześniejszej formy i wiem to z własnego doświadczenia. Oczywiście głowa i ręce pamiętają te ruchy, ale potrzebujemy trochę czasu i kosztuje nas to więcej stresu. Poza tym nie wszędzie jest pozytywny odbiór kobiet i dotyczy to nie tylko medycyny, chirurgii, ale wielu innych dziedzin. Natomiast cieszy mnie, że to się coraz bardziej zmienia. Kilka dni temu jedna z rezydentek chirurgii ogólnej uświadomiła mi, że obecnie blisko 70 procent rezydentów chirurgii to są kobiety. Myślę, że takie mieszane zespoły są dużą wartością.
Jest pani mamą małego dziecka, i mimo wszystkich ograniczeń i obowiązków wynikających z roli i uwarunkowań społecznych udowodniła pani, że kobieta potrafi być chirurgiem robotycznym, choć jest jej na pewno trudniej niż mężczyźnie.
Jak mawia pan profesor Góźdź: „ Nie święci garnki lepią”. To kwestia chęci i priorytetów. Ja rewelacyjnie odnajduję się w roli mamy i jest to dla mnie najważniejsza rola w życiu. Nie uważam żeby to mnie jakkolwiek blokowało zawodowo. Wręcz przeciwnie: uważam, że macierzyństwo, świadome rodzicielstwo zmienia nas na lepsze. Jesteśmy zdecydowanie lepiej zorganizowani. Mój mąż też jest lekarzem, mam z jego strony bardzo dużo wsparcia i prawdziwie partnerski układ. On też się szkoli, podejmuje nowe wyzwania i jakoś musimy to sobie układać bez szkody dla dziecka. To dzięki niemu przychodziłam do szpitala wieczorami czy w wolne dni, żeby się szkolić. Wolałam poświęcić jakieś godzinki ze swojego odpoczynku i nie zabierać tego czasu dziecku. Jest to do ogarnięcia. Dziadkowie, którzy mieszkają daleko od nas, też starali się nam pomagać.
Najciekawsze przypadki, pacjenci, którzy na długo zapadają w pamięć?
Dla mnie przypadkami, zapadającymi w pamięć, są te, które nas w jakiś sposób zaskoczyły- przebiegiem, rozpoznaniem, anomaliami anatomicznymi. Na początku te pierwsze zabiegi robotyczne to było pasmo nietypowych anatomii, z którymi na szczęście sobie poradziliśmy. Ale to dobrze, bo to nas uczy pokory. Nie możemy w medycynie zapominać o pokorze, o tym, że każdy pacjent jest inny, każdy przypadek jest inny, każda anatomia, jak się okazuje, może być inna, a my musimy być na tyle plastyczni i zrobić tak, żeby na końcu było dobrze. Niechętnie operujemy też rodziny i znajomych, bądź gdy pojawiają się zbyt mocne naciski emocjonalne ze strony otoczenia pacjenta. Zawsze działamy w dobrej intencji i staramy zrobić wszystko jak najlepiej, natomiast jak dodatkowo dochodzą presja i emocje, to wszystko utrudnia.
Robot nie łagodzi emocji?
Zawsze przy zabiegu są emocje. To nie jest tak, że siadamy za konsolą i „urządzamy wycinanki”. To jest praca z żywym człowiekiem. Szczerze mówiąc wolę więcej rozmawiać z pacjentami po zabiegu niż przed nim. Przed leczeniem wolę skupić się na aspektach medycznych, chociaż mam świadomość, że operujemy czyjąś mamę, brata, ojca etc. My też mamy rodziny, o które się troszczymy. Przy zabiegu nie pomaga nadmierna wrażliwość i trzeba umieć sobie radzić także w tej kwestii. Jesteśmy ludźmi ze wszystkimi swoimi emocjami, charakterami. Nie jesteśmy robotami. My też zabieramy pracę do domu. Nasze 4- letnie dziecko spotykając na spacerze osoby palące, mówi jak groźne jest palenie papierosów i skąd się biorą nowotwory płuca. Pewnie słucha rozmów, które prowadzimy po pracy.
Dlaczego takie ważne jest, żeby pacjent trafił do odpowiedniego ośrodka?
Bo dobry chirurg wie, jak zoperować, jeszcze lepszy wie, kiedy zoperować, a najlepszy jest ten, który wie, kiedy operować nie trzeba. Pacjenta należy odpowiednio zdiagnozować, odpowiednio go zakwalifikować korzystając z pełnej diagnostyki i nierzadko trzeba pohamować swoje zapędy chirurgiczne, kiedy wiemy, że dla chorego korzystniejsze będzie inne leczenie, albo, że ryzyko podejmowane przy zabiegu będzie większe niż korzyść, którą pacjent odniesie. Dlatego tak ważna jest diagnostyka i opieka okołooperacyjna. Dla nas nieocenione jest, że w jednym ośrodku mamy własny zakład patomorfologii, diagnostykę molekularną, w pełni wyposażoną pracownię broncho-ezofagoskopii, zakład medycyny nuklearnej z ośrodkiem PET oraz rozbudowane zaplecze radio- i chemioterapeutyczne. Łatwiej nam podejmować właściwe decyzje terapeutyczne, a dla pacjenta to jest ogromna korzyść. Chory nie „odbija się” od szpitala do szpitala, ma tu swoje koordynatorki i jest kompleksowo zaopiekowany i doinformowany, ma możliwość korzystania z pracowni diagnostycznych na najwyższym poziomie. I co bardzo ważne: my mamy możliwość współpracy między sobą w zakresie różnych specjalizacji. Nikt nie jest alfą i omegą, a opieka nad pacjentem to opieka kompleksowa. Pacjenci onkologiczni, poza chirurgią, dzięki rzeszy świetnych specjalistów otrzymują tu wsparcie radio- i chemioterapeutyczne. Naprawdę nieliczne ośrodki mogą poszczycić się tak multidyscyplinarnym zapleczem.
Dr Aleksandra Czarnecka jest specjalistą chirurgii klatki piersiowej z ponad 10 -letnim doświadczeniem, od 2023 r. pracuje w Klinice Chirurgii Klatki Piersiowej Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, wcześniej - w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Czerwonej Górze, w latach 2019-2021 w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu (w zespole transplantacyjnym). Od początku 2024 r. jest członkiem zespołu operacyjnego da Vinci w ŚCO jako lekarz asystujący głównemu operatorowi. 16 września 2024 r. asystowała przy pierwszej w Polsce robotycznej lobektomii wykonanej metodą Uniportal (Uniportal RATS). 19 grudnia 2024 wykonała swój pierwszy samodzielny zabieg robotyczny. Jest pierwszą w Polsce specjalistką torakochirurgii z certyfikatem operatora da Vinci. Razem z zespołem wykonała (20.12.2024) pierwszą w Polsce robotyczną bilobektomię - równoczasowe usunięcie dwóch płatów płuca u chorego z rakiem tego narządu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze