Lekarski Egzamin Weryfikacyjny (LEW) ponownie okazał się dużą przeszkodą dla medyków spoza Unii Europejskiej. Najnowsze dane pokazują, że zdawalność LEW wśród lekarzy z Ukrainy i Białorusi pozostaje bardzo niska, mimo kilku lat funkcjonowania egzaminu. Eksperci wskazują na różnice między systemami kształcenia, a jednocześnie trwa proces wygaszania uproszczonych uprawnień do wykonywania zawodu w Polsce.
Lekarski Egzamin Weryfikacyjny (LEW) po raz kolejny przyniósł słabe wyniki wśród lekarzy, którzy zdobyli dyplomy poza Unią Europejską. Dane Centrum Egzaminów Medycznych pokazują, że problem utrzymuje się od momentu uruchomienia egzaminu w 2021 roku.
Do tegorocznej wiosennej sesji LEW przystąpiło 92 obywateli Białorusi, 89 obywateli Ukrainy oraz 28 Polaków z dyplomami uzyskanymi poza UE. Egzamin zdało odpowiednio 28 Białorusinów, 12 Ukraińców i zaledwie 2 Polaków. Wśród zdających znaleźli się także przedstawiciele innych narodowości, w tym czterech Rosjan, którzy nie uzyskali wyniku pozytywnego.
Statystyki z ostatnich lat pokazują, że sytuacja praktycznie się nie zmienia. Od 2021 roku obywatele Białorusi podchodzili do egzaminu 1925 razy, a pozytywny wynik uzyskało 280 osób, co daje około 14,5 proc. zdawalności.
Jeszcze słabiej wypadają lekarze z Ukrainy. W ich przypadku odnotowano 1928 podejść do egzaminu, z których sukcesem zakończyło się 165. Oznacza to zdawalność na poziomie około 8,5 proc. Polacy posiadający dyplomy spoza UE podchodzili do LEW 279 razy, a egzamin zdało 26 osób.
W tegorocznej sesji mediana wyników wyniosła 107 punktów dla Białorusinów, 99 punktów dla Ukraińców i 87 punktów dla Polaków. Aby zdać egzamin, trzeba uzyskać minimum 120 punktów z 200 możliwych.
Zdaniem Damiana Pateckiego, anestezjologa i koordynatora działu kształcenia Centralnego Ośrodka Badań, Innowacji i Kształcenia Naczelnej Izby Lekarskiej, przyczyną są przede wszystkim różnice w systemach edukacji.
Wyniki egzaminów są co roku słabe i nic się w tej kwestii nie zmienia – mówi "Rzeczpospolitej" Damian Patecki.
Ekspert podkreśla, że polski model kształcenia lekarzy wywodzi się z tradycji niemieckiej i opiera się na bardzo szczegółowych procedurach, dokumentowaniu kompetencji oraz rygorystycznej weryfikacji wiedzy. Jak zaznacza, „Ukraiński system szkolenia lekarzy jest bardziej postradziecki”.
Według przedstawicieli samorządu lekarskiego specjalista w Polsce powinien posiadać szeroką wiedzę, samodzielnie prowadzić leczenie oraz być przygotowany do szkolenia kolejnych pokoleń lekarzy.
Drugą drogą uzyskania pełnych uprawnień zawodowych jest nostryfikacja dyplomu lekarza. Procedura wymaga szczegółowego porównania programu studiów z polskimi standardami. Jeśli uczelnia stwierdzi istotne różnice, kandydat musi zdać egzamin nostryfikacyjny.
Taką ścieżkę przeszedł Igor Gumienny, lekarz z Ukrainy specjalizujący się w kardiochirurgii i pracujący w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Jak podkreśla, proces jest długi i kosztowny. Każde podejście do egzaminu nostryfikacyjnego to wydatek około 5 tys. zł. Dodatkowo konieczne jest zdanie egzaminu językowego organizowanego przez Naczelną Izbę Lekarską oraz późniejsze zaliczenie Lekarskiego Egzaminu Końcowego (LEK).
Podchodziłem do egzaminów łącznie osiem razy. Trzy razy robiłem podejście do dyktanda w Naczelnej Izbie Lekarskiej i trzy razy do egzaminu medycznego w ramach nostryfikacji. Później od razu zdałem Lekarski Egzamin Końcowy i na tej podstawie uznano mój dyplom – mówi "Rzeczpospolitej" Igor Gumienny.
Reklama
Znaczne rozbieżności dotyczą również szkolenia specjalizacyjnego. Na Ukrainie internatura chirurgiczna trwa zwykle około trzech lat, podczas gdy w Polsce specjalizacja z chirurgii zajmuje pięć lat.
Jak zwraca uwagę Damian Patecki, lekarze na Ukrainie często posiadają kilka specjalizacji jednocześnie. W Polsce taka sytuacja zdarza się znacznie rzadziej, ponieważ każda specjalizacja wymaga wieloletniego szkolenia, dokumentowania wykonanych procedur oraz zdania egzaminów państwowych.
Sam Igor Gumienny deklaruje, że posiada cztery specjalizacje zdobyte na Ukrainie.
W Ukrainie jako lekarz mam cztery specjalizacje – z chirurgii ogólnej, torakochirurgii, bo pracowałem jako torakochirurg siedem lat, kardiochirurgii, w której pracowałem sześć lat i transplantologii, bo pracowałem dwa lata jako kardiochirurg-transplantolog.
Równolegle trwa proces wygaszania warunkowych praw wykonywania zawodu dla lekarzy spoza UE. Dotyczy to osób, które nie dostarczyły wymaganych dokumentów potwierdzających znajomość języka polskiego.
Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, do 11 czerwca okręgowe izby lekarskie odebrały uprawnienia 441 medykom spoza Unii Europejskiej.
Najwięcej decyzji podjęły: Dolnośląska Izba Lekarska we Wrocławiu – 129 przypadków, Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie – 99, Warmińsko-Mazurska Izba Lekarska – 52 oraz Wielkopolska Izba Lekarska – 42.
Według szacunków samorządu lekarskiego prawo wykonywania zawodu może utracić jeszcze około 800 lekarzy.
Dodatkowe kontrowersje wywołała decyzja Karola Nawrockiego, który zawetował przepisy wydłużające termin dostarczenia certyfikatu językowego na poziomie B1 przez lekarzy spoza UE pracujących w Polsce.
Po decyzji prezydenta samorząd lekarski zapowiedział dalsze stosowanie obowiązujących przepisów. W sprawę zaangażowały się również Naczelna Rada Lekarska, Ministerstwo Zdrowia oraz prokuratura.
Spór dotyczy przede wszystkim tego, czy lekarze pracujący z pacjentami powinni bezwzględnie spełniać wymagania dotyczące znajomości języka polskiego oraz w jaki sposób należy egzekwować obowiązujące przepisy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze