Jerzy Meysztowicz, poseł Koalicji Obywatelskiej i wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych, od lat zajmuje się tematyką deregulacyjną. W rozmowie z politykazdrowotna.com mówi wprost: – AdA 2.0 była procedowana bez konsultacji, a procedowanie odbyło się niezgodne z Konstytucją. Zwraca też uwagę na realne zagrożenia związane z nadmierną koncentracją rynku – nie tylko przez sieci, ale także przez hurtownie.
Bo Apteka dla Aptekarza 2.0 to bubel prawny – niekonstytucyjny, wprowadzony bez debaty, konsultacji czy analizy skutków. Przepisy te zostały dodane do ustawy o ubezpieczeniach eksportowych – całkowicie obcej tematyce. Trybunał Konstytucyjny jasno wskazał, że procedura legislacyjna została naruszona – to była „wrzutka” poselska. Ale równie poważne są skutki materialne: AdA 2.0 ogranicza prawo własności – na przykład uniemożliwiając przekazanie apteki dzieciom, jeśli nie są farmaceutami, nie można też sprzedać małej sieci powyżej 4 aptek, tylko trzeba ją podzielić. To w mojej ocenie rażące naruszenie Konstytucji.
Tak w przypadku utraty możliwości prowadzenia apteki w jakimś miejscu, i to z różnych przyczyn, farmaceuta, który otworzy nowy punkt w obrębie 500 m, powinien działać na podstawie obecnego zezwolenia, tylko ze zmianą adresu. Ci, którzy zdecydują się na otwarcie apteki w gminie, gdzie jej nie ma, powinni być zwolnieni z opłaty za zezwolenie. To ponad 20 tys. zł.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt – prawnie nie jest dopuszczalna reklama aptek, niestety, ten przepis jest obchodzony poprzez reklamę wizualną suplementów diety, gdzie widnieje duże logo producenta, ma taki sam znak jak sieć aptek.
Jednym z największych problemów jest coraz mniejsze zainteresowanie studiami farmaceutycznymi. Brak farmaceutów i brak zapewnienia im jasnej perspektywy rozwoju w ramach własnych aptek. Bardzo negatywnie oceniam zwiększenie się liczby gmin, gdzie nie ma ani apteki, ani punktu aptecznego, to prawie 500 gmin.
Nie jestem przeciwnikiem ograniczeń – AdA 1.0 była w miarę rozsądna, bo zapobiegała sytuacjom, kiedy apteki otwierały się drzwi w drzwi. Ale demonizowanie sieci jako zagrożenia dla rynku to przesada. Mamy przecież duże polskie sieci – ZIKO, Apteki Słoneczne, DOZ należący do Spółki Pelion – to kapitał prywatny, krajowy. Mówienie, że wszystko przejmą zagraniczne koncerny, to straszenie. Sieci często oferują kredyt kupiecki, know-how i niższe ceny, to normalna praktyka rynkowa. W mojej ocenie lepiej mieć kilkanaście średnich sieci niż jedną, dwie dominujące.
Dane, które przytaczam, pochodzą z publicznych analiz i raportów. Twierdzenie Neuki, że na polskim rynku nie ma hurtowni posiadającej prawie 40 proc. rynku aptek jest mylące. Neuca podaje, że w ramach umów partnerskich jest związana z ponad 4 tys. aptek. Prawo zabrania posiadania przez hurtownie własnych aptek, ale poprzez tak bliską współpracę można uznać, że są to apteki w pewnym sensie zależne.
Warto wspomnieć, że niedawno powstała organizacja 10 największych hurtowni, Polska Dystrybucja Farmaceutyczna (PLDF), kontroluje ponad 70 proc. runku hurtowego, a w sprzedaży do szpitali to prawie 75 proc. rynku. Łączny udział Neuki w rynku aptek wyniósł 37,4 proc., o czym sama firma donosi w swoich raportach [Raport roczny Neuki za 2024 ro, strona 10 – przyp. red.]. Udział w rynku hurtowym to ok. 30 proc.: „Rosnąca liczba sprzedawanych opakowań i spokój na rynku sprzyjały realizacji naszych celów strategicznych. Udziały rynkowe Grupy w 2024 roku wynosiły 29,5 proc., a w strategicznym obszarze aptek niezależnych 37,4 proc. Neuca osiągnęła w 2024 roku wysoką średnioroczną wartość wskaźnika polecalności Net Promoter Score wynoszącą 70 pkt wobec 69 pkt rok wcześniej”. Ponadto wspomniana PLDF ma w ofercie 95 proc. wszystkich dostępnych leków. To są fakty.
Więcej o zarzutach wobec Neuki i apelu spółki o zaprzestanie dezinformacji przeczytasz tutaj
Neuca odwraca uwagę od realnego zagrożenia, jakim jest możliwość zaburzenia bezpieczeństwa łańcucha dystrybucji leków w Polsce. Obecnie nie istnieją jakiekolwiek zabezpieczenia prawne na wypadek przejęcia jednego z tych podmiotów. Firma nie informuje, że w 2023 roku większościowy pakiet akcji w tej spółce był przedmiotem transakcji pomiędzy podmiotem cypryjskim a polską spółką ASI. W przypadku przejęcia kontroli przez podmiot wrogi Polsce miliony pacjentów mogą zostać pozbawione dostępu do leków ratujących życie i zdrowie.
To prawda techniczna, jak już wspomniałem wcześniej, nie trzeba być właścicielem aptek, by je mieć pod kontrolą, wystarczą programy partnerskie i powiązania umowne. Apteki te są uzależnione nie tylko od Neuki w zakresie zaopatrzenia (hurt) – jeżeli w umowach partnerskich mają obowiązek zakupu do 80 proc. leków – muszą zainstalować aplikację Neuki i z niej korzystać. Apteki są uzależnione również w zakresie asortymentu – mają nakaz korzystania zgodnie z „Podręcznikiem operacyjnym”; w zakresie marketingu – Neuca składa aptekom ofertę wspólnych kampanii i to ona decyduje o promocjach. Formalny brak własności to zasłona dymna, bowiem w takim przypadku podobne działanie jak Neuki to jest zorganizowany model dominacji korporacyjnej wobec mniejszych partnerów – aptek indywidualnych.
Nie można nie zauważyć, że Neuca stara się dbać o swoich parterów poprzez szkolenia, bonusy, opiekę informatyczną oraz zabezpiecza dostęp do czasami deficytowego asortymentu. Najsilniej kontrolowane przez Neukę są apteki działające pod szyldem „Świat Zdrowia” i „Partner+”. Łącznie w programach firmy uczestniczy 4140 aptek. Dla porównania sieci to DOZ, który ma 1500 aptek, dr Max – ok. 550 aptek, Gemini – 320 aptek i ZIKO – 120 aptek.
Zawsze kompromis jest właściwym rozwiązaniem. Według mnie dobrym rozwiązaniem byłaby uczciwa procentowa bariera koncentracji rynku (określenie procentowe udziału sieci w runku aptecznym podobnie jak to zorganizowano we Włoszech). Tylko nie 1 proc., bo to absurd – nikt nie będzie inwestował z takim limitem. 10–15 proc. – to dałoby przestrzeń do rozwoju, ale zabezpieczało przed monopolizacją. I nie chodzi tylko o sieci – hurtownie też muszą podlegać takim ograniczeniom. Programy partnerskie z aptekami de facto tworzą „ukryte sieci”. To one są dziś groźniejsze niż klasyczne sieci franczyzowe.
Nie zgadzam się. Franczyza twarda i miękka to dwa różne modele. Ale oba mają sens. Dają aptekarzom dostęp do negocjowanych cen, centralnych zakupów, wspólnego marketingu. Jeśli są dobrze skonstruowane, to przedsiębiorca może zyskać bez utraty niezależności i funkcjonować w sieci aptek. Nie dajmy się zwariować. Problemem nie jest franczyza, tylko system, który utrwala rozdrobnienie i uzależnia małych od jednej hurtowni.
Uważam, że trzeba znaleźć kompromis – między dużymi i małymi. Zaproponowaliśmy wspomniane już zmiany w zakresie przepisów dotyczących przenoszenia zezwoleń, by nie karać aptekarzy za to, że często muszą dokonać zmiany lokalizacji apteki. To elementarna sprawiedliwość. Musimy też przeprowadzić pełny przegląd skutków AdA 2.0 i na jego podstawie stworzyć nowe prawo – konsultowane z branżą oraz farmaceutami, uczciwe. Bez tego konflikt będzie się tylko pogłębiał.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze