Reklama

I.Rej: czy na walce z podróbkami leków ktoś w UE chce zrobić interes?

Polityka Zdrowotna
15/12/2016 09:44

Z Ireną Rej, szefową Izby Gospodarczej "Farmacja Polska" rozmawiamy o zmianach w polskich i europejskich przepisach, które dotyczą leków i o tym dla kogo te zmiany są faktycznie wprowadzane – dla producentów, dla farmaceutów czy dla pacjenta?

PZ: Pani Prezes, wraca temat zmian w refundacji wyrobów medycznych. W ubiegłym tygodniu Komitet Stały Rady Ministrów zajął się projektem nowelizacji ustawy refundacyjnej, która zmienia zasady finansowania tej refundacji. Najistotniejsze jest chyba wprowadzenie dla pacjentów możliwości współpłacenia. To dobry pomysł?

Prezes Irena Rej: Mówiąc o współpłaceniu trzeba pamiętać, że jeśli nie będzie takiej możliwości, to pacjenci będą płacić 100 proc. Dlaczego tak ma być w sytuacji, w której chory chce mieć na przykład lepszą protezę i chce do niej dopłacić? Podstawowe świadczenia każdemu gwarantuje państwo. Stworzenie możliwości dopłat jest po prostu uczciwym rozwiązaniem i pozwoli także tym mniej zamożnym pacjentom na wybór takiego sprzętu, jaki jest dla nich najlepszy.

Reklama

PZ: A co z innymi zmianami, które znalazły się w tej nowelizacji?

Prezes Irena Rej: O szczegółowych rozwiązaniach będzie można mówić dopiero wtedy, kiedy zakończą się prace nad projektem. Przekonaliśmy się już wielokrotnie, że dyskusje na temat różnych projektów, okazywały się przedwczesne. Chociaż na pewno trzeba pamiętać, że każda zmiana, która nie zmierza w kierunku ułatwienia dostępu do leczenia, czy w tym przypadku do wyrobów medycznych, będzie zagrożeniem dla wszystkich – również dla tych, którzy są właścicielami sklepów ze sprzętem medycznym. Po zmianach sytuacja może wyglądać podobnie jak dziś w aptekach. Takie sklepy nie będą miały w stałym asortymencie tego, czego potrzebują pacjenci. Sprzęt będą sprowadzać dopiero na indywidualne zamówienie pacjentów. Dziś podobnie dzieje się w przypadku leków. Trzeba pamiętać, że są pacjenci, którzy wymagają zaopatrzenia w odpowiedni sprzęt medyczny natychmiast po wyjściu ze szpitala, bo inaczej nie są w stanie funkcjonować. Może warto się również zastanowić nad możliwością refundowania wypożyczonych wyrobów medycznych. Na pewno z takiej opcji skorzystałoby chętnie wielu takich pacjentów, którzy specjalistycznego sprzętu potrzebują na przykład tylko na pewien okres czasu, a nie na stałe. Tym bardziej jeśli mówimy o starzejącym się społeczeństwie i wykluczeniu ludzi starszych. A z wykluczeniem mamy przecież do czynienia wtedy, kiedy człowiek staje się niesamodzielny. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby takim ludziom pomagać w powrocie do normalnego funkcjonowania.

Reklama

PZ: Ministerstwo pracuje też od wielu miesięcy nad nowelizacją prawa farmaceutycznego. Na jakie zmiany czeka polski rynek farmaceutyczny?

Prezes Irena Rej: Wiemy, że resort zdrowia pracuje nad nowelizacją prawa farmaceutycznego. Mówiło się nawet, że projekt trafi do uzgodnień jeszcze w tym roku. Pewne rzeczy być może zostaną uregulowane zgodnie z oczekiwaniami środowiska. Ale o kilku istotnych sprawach mówimy już od szeregu lat i wiele rządzących w MZ ekip do tej pory nic w tych kwestiach nie zrobiło. Przykładem mogą być tzw. leki „combo”, gdzie producenci łączą leki w jeden preparat. Dzięki temu pacjent przyjmuje tylko jeden lek, zamiast dwóch. Ale cenę ministerstwo chce ustalać na podstawie najtańszego składnika. To działanie pozbawione logiki. Trudno się dziwić, że firmy nie godzą się na takie ceny. Po co mają łączyć leki, jeśli za taki preparat dostaną znacznie mniej pieniędzy, niż sprzedając dwa oddzielnie. Z jednej strony zależy nam na innowacyjności. A to jest przecież jakaś jej forma. Powinno się zatem wspierać tego typu inicjatywy, a nie zniechęcać producentów.

Reklama

PZ: A czy jest jakiś sposób, żeby ograniczyć wywóz leków za granicę? Ministerstwo walczy z tym procederem, ale chyba do tej pory nikt jeszcze nie wpadł na skuteczne rozwiązanie problemu.

Prezes Irena Rej: Konieczny jest  proponowany w nowelizacji zapis, na podstawie którego każdy lek, który jest w obrocie - również ten wywożony za granicę, będzie miał sztywną cenę i sztywną marżę. Być może to ograniczy wywóz leków refundowanych. Już dawno można było w ten sposób interpretować prawo. Ale z jakiegoś powodu poprzednia ekipa  wydała całkowicie odwrotną interpretację. Dodatkowym narzędziem  ma być też umożliwienie Głównemu Inspektorowi Farmaceutycznemu żądania od urzędów skarbowych sprawdzania faktur. Często zdarza się, że inna faktura trafiała do hurtowni, a inna do urzędu skarbowego. Dzięki takiej zmianie, można byłoby ograniczyć takie nieuczciwe praktyki.

Reklama

PZ: Porozmawiajmy jeszcze o poselskiej propozycji zmian w prawie farmaceutycznym. Czy to krok w dobrymi kierunku?

Prezes Irena Rej: Parlamentarny zespół do spraw regulacji rynku farmaceutycznego ma wyraźnie lobbystyczny charakter. Nie wszystkie organizacje mogą uczestniczyć w pracach tego zespołu, nie wszystkie mogą nawet brać udział w posiedzeniach. Wygląda to na grę do jednej bramki. I to jest bardzo nieuczciwe. Zanim przygotuje się zmiany, powinno się wysłuchać opinii obu stron, a nie tylko jednej. Zresztą ciekawe jest również, że zespół nie zajął się na przykład  trudną sytuacją hurtowników, którzy mają tak niskie marże na leki refundowane, że trudno byłoby im się z tego utrzymać na rynku. Dlaczego zespół nie martwi się problemami przemysłu i wchodzącą w życie już za rok ustawą fałszywkową, która oznacza dla branży ogromne koszty? Nikogo głowa o to nie boli. Posłów interesuje tylko temat aptek. A tymczasem może warto się zastanowić co jest korzystne dla pacjenta.

Reklama

PZ: Wszystkie zainteresowane strony twierdzą, że domagają się zmian właśnie dla dobra pacjenta…

Prezes Irena Rej: Wszyscy wciąż mówią, że najważniejsza jest dostępność pacjentów do leków. W takim razie dziś pacjent ten dostęp ma. To, że dziś rynek jest nasycony i aptek jest dużo oznacza, że pacjenci nie muszą chodzić po leki trzy kilometry od domu, ale mają aptekę za rogiem. Mogą też wybrać tę placówkę, w której jest taniej, albo która odpowiada im bardziej z jakiegokolwiek innego powodu. Więc o co chodzi? Bo jeśli tylko o to, że indywidualni aptekarze mają mniejsze zyski, niż duże sieci apteczne, to nazywa się to zwyczajnie konkurencją. Obowiązkiem posłów jest działanie na rzecz społeczeństwa. Ale dzisiaj nie widzę dla społeczeństwa żadnego zagrożenia. Bardzo współczuję tym, którzy mają gorsze wyniki w sprzedaży, ale może warto w związku z tym zająć się ważniejszymi sprawami. Na przykład tym, żeby suplementy nie zalewały aptek i żeby nie sprzedawać ludziom marzeń, ale produkty, które faktycznie mogą im pomóc. A suplementy mogą być pomocne tylko w niektórych przypadkach.

Reklama

PZ: A czy z aptek powinny też zniknąć kosmetyki?

Prezes Irena Rej: Kosmetyki w aptekach nikomu nie przeszkadzają. To są specyficzne produkty, których można szukać wyłącznie w aptece. W zwykłych drogeriach obsługa nie ma wiedzy na temat produktów, które mają wspomagać leczenie. Tego, jaki asortyment powinien być dostępny w aptekach, nie normują przepisy europejskie. W znakomitej większości krajów specjalistyczne kosmetyki są dostępne w aptekach. Są też suplementy, ale tylko te prawdziwe. We włoskich aptekach można też kupić rajstopy ortopedyczne, skarpetki nieuciskowe czy buty ortopedyczne. Jest nawet żywność dla diabetyków. To jest kompleksowa obsługa pacjenta i nie widzę w tym nic złego. Jeśli jest z tego zysk, to chyba też dobrze.

Reklama

PZ: Są też poważniejsze kwestie do rozwiązania. Na przykład właśnie wspomniana przez Panią wysokość marży aptecznej na leki refundowane. Aptekarze od dawna domagają się jej podniesienia. Jak dotąd bezskutecznie.

Prezes Irena Rej: Marże na leki refundowane dla aptekarzy  są śmieszne. Jeśli marża jest naliczana tylko od wysokości limitu, to jest według mnie karygodne. Przecież te leki aptekarz musi przechowywać dokładnie tak samo, jak inne, na których marża jest wyższa. I dlatego nie rozumiem dlaczego aptekarze zamiast się bić o to, żeby marża w przypadku leków refundowanych była naliczana od pełnej kwoty, wolą się zajmować tym, kto jest właścicielem apteki. Albo, że aptek powinno być mniej. A dlaczego nie ustalimy w takim razie, że powinno być również mniej sklepów na tysiąc mieszkańców? To jest biznes. Każdy, kto chce prowadzić własny interes musi się liczyć z tym, że będzie miał konkurencję. Jeśli nie teraz, to za jakiś czas. To normalne zasady panujące na rynku. Często nie patrzymy na to, jak samemu się rozwijać, tylko jak zaszkodzić konkurencji. To zazwyczaj nie prowadzi do niczego dobrego.

Reklama

PZ: Kolejnym problemem, przed którym wkrótce stanie polski rynek farmaceutyczny, to wdrożenie tzw. dyrektywy fałszywkowej. Czy polskich producentów stać na tak kosztowne zmiany?

Prezes Irena Rej: Jeśli chodzi o dyrektywę fałszywkową, to dziś cała branża jest właściwie zgodna co do jednej rzeczy. Wszyscy wkrótce zapłacą za to, że innowacyjne leki kilku dużych producentów są podrabiane na rynkach w krajach rozwijających się. A prawda jest taka, że to problem tych firm i tylko one powinny inwestować w zabezpieczenia, które utrudniałyby fałszowanie produkowanych przez nie leków. Nie ma potrzeby, żeby „zrzucał” się na to cały przemysł, w tym firmy, których ten problem zupełnie nie dotyczy. Ale ktoś w Unii chce zrobić na tym ogromny interes. Jeśli ta dyrektywa zacznie obowiązywać od 2018 roku, to wszyscy będą musieli ponosić ogromne opłaty za uczestniczenie w systemie zabezpieczeń. Mali producenci również będą musieli inwestować w linie produkcyjne do naklejania specjalnych znaczników na opakowaniach leków. Taka linia kosztuje około 1 mln zł. Pytam tylko w jaki sposób tych niewielkich producentów ma być na to stać? Oczywiście można zmienić miejsce wytwarzania i na ostatnim etapie, na którym pakuje się leki, przenosić je miejsce, gdzie taka specjalna linia istnieje. Ale to też oznacza dodatkowe koszty i całą procedurę w Urzędzie Rejestracji Leków, w którym trzeba będzie zgłosić zmianę. Jeśli ktoś ma dwa produkty, to nie ma wielkiego problemu, ale jeśli firma produkuje 200 leków, to jest to już poważna przeszkoda.

Reklama

PZ: W takim razie jak rozwiązać problem i zapobiec sytuacji, że albo nie dostosujemy się do unijnych przepisów na czas, albo część małych firm po prostu zniknie z rynku?

Prezes Irena Rej: Pracujemy także z ministerstwem rozwoju nad rozwiązaniem tych problemów. To w tej chwili problem ogólnoeuropejski, bo nikt jeszcze nie wie, jak to wszystko zrobić. Trzeba też pamiętać, że nie wszystkie podmioty odpowiedzialne za dany lek na polskim rynku, są zrzeszone w którejś z kilku branżowych organizacji. Nie wiadomo w związku z tym w jaki sposób i między kogo trzeba będzie podzielić koszty tych zmian. Poza tym na jakiej podstawie firmy zrzeszone w organizacjach będą się mogły domagać od tych niezrzeszonych zwrotu kosztów, których te firmy nie chciały ponieść, a potem i tak okazało się, że musza uczestniczyć we wspólnym systemie? To wszystko jest teraz jedną wielką niewiadomą, a do wdrożenia nowych przepisów pozostał zaledwie rok. Koszt sfinansowania tej inwestycji  jest znaczny,  dla wielu firm to kolejne obciążenie i powód, żeby myśleć o wycofaniu się z produkcją z polskiego rynku.

Reklama

PZ: Jest jeszcze pytanie kto będzie ten system w Polsce koordynował.

Prezes Irena Rej: To oczywiste, że musi być to firma informatyczna, która będzie kierować całym procesem i stale monitorować czy ktoś nie próbuje sfałszować leków i złamać zabezpieczeń. Niestety Unia nie udziela w tej sprawie, żadnych informacji, ale za to rekomenduje państwom członkowskim trzy firmy IT. Żeby inne firmy mogły przystąpić do przetargu, muszą znać warunki, a tych nie możemy  się z Unii doczekać. Nikt w tej sprawie nie chce zająć jasnego stanowiska. Obawiam się, że może nastąpić taki moment, kiedy w Polsce okaże się, że nie można sprzedawać legalnie żadnego leku, albo będziemy po prostu łamać unijne przepisy. Jak widać nie każda dyrektywa UE jest przemyślana. Z rynku mogą wypaść mali producenci tanich leków. Opłaty dla nich będą takie same jak dla farmaceutycznych gigantów, ale ich leków nikt nie będzie podrabiał. Fałszuje się tylko drogie leki, a nie preparaty za przysłowiowe 5 zł. Jest jeszcze jedna szansa, ponieważ w dyrektywie znalazł się zapis, że firmy, które produkują tylko na terenie Europy, mogą się zwrócić do swojego ministra, a ten z kolei może wystąpić do UE o zwolnienie tych producentów z obowiązku specjalnego oznakowania swoich leków. My już zwróciliśmy się z taką prośbą do resortu zdrowia, ale jeszcze nie wiemy co resort zrobił w tej sprawie.

 

Rozmawiała Aleksandra Smolińska

Foto: Newseria

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości