Podchodzę do tego zadaniowo. Jest choroba - trzeba ją wyleczyć. Położyć się krzyżem i płakać? To nie ma sensu – mówi 29-letnia Justyna Gruszczyńska, u której w tym roku wykryto raka jajnika.
Wydawało mi się, że jestem z żelaza. Młoda, zdrowa, bardzo aktywna. Byłam pracoholiczką, uprawiałam sporty siłowe, ciągle gdzieś pędziłam. Lekarz medycyny pracy w rutynowym badaniu wyczuł u mnie „coś” w brzuchu. Dwa tygodnie później miałam umówioną wizytę u ginekologa, który odesłał mnie do szpitala. Jakież było zdziwienie, gdy tomografia wykazała prawie 20-centymetrowy guz na jajniku. Ten guz mnie nie bolał, ale zaczęłam boleśniej odczuwać miesiączki. Dziś jestem pod opieką onkologa i leczę się za pomocą chemioterapii – opowiada Justyna. Jak dodaje, wcześniej nie była u ginekologa przez cztery lata. Usłyszałam od lekarza, że sama sobie jestem winna. Trzeba się regularnie badać i nie ma żadnej wymówki bo konsekwencje takiego podejścia do zdrowia mogą być fatalne w skutkach – przestrzega.
Rak jajnika, mimo ciągłego postępu w onkologii, wciąż stanowi wielkie wyzwanie zarówno w zakresie wczesnej diagnostyki jak i terapii. Przez niecharakterystyczne objawy nazwany jest cichym czy skrytym zabójcą. Dużo w tym prawdy. Dlatego według rekomendacji medycznych, wszelkie niejasne objawy brzuszne u kobiet, szczególnie w wieku pomenopauzalnym, ale – jak widać na przykładzie Justyny – nie tylko, powinny budzić czujność i rodzić podejrzenie właśnie dotyczące raka jajnika. Czasem u pacjentek występują objawy sugerujące schorzenia układu pokarmowego, za którymi ukrywa się nowotwór.
Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej dotyczące diagnostyki i leczenia raka jajnika wskazują ponadto, że w profilaktyce oraz w leczeniu u wszystkich chorych z rakiem jajnika powinno się przeprowadzić konsultację genetyczną oraz badanie oceniające występowanie mutacji w genach BRCA1 i BRCA2. Podstawą terapii świeżo rozpoznanego raka jajnika jest postępowanie skojarzone obejmujące leczenie chirurgiczne i chemioterapię. Nadal wykrycie raka jajnika we wczesnych postaciach dotyczy niewielkiego odsetka kobiet (20–30%). W pozostałej grupie (ok. 70%) nowotwór rozpoznaje się w wyższych stopniach zaawansowania.
Gdyby nie ogromna pomoc i wsparcie lekarzy, na pewno by to wszystko tak szybko się nie potoczyło. Jak tylko wrócę do zdrowia na pewno będę starała się pomagać innym kobietom. Może w fundacji, może online. Jeszcze nie wiem, ale nie zostawię tego tak po prostu. Te tematy trzeba nagłaśniać, żeby ludzie wiedzieli, że takie sytuacje mogą zdarzyć się również nam, a my wcale nie jesteśmy z żelaza – podsumowuje Justyna Gruszczyńska.
źródło:
Basta A., Bidziński M., Bieńkiewicz A. et al. Recommendation of the Polish Society of Oncological Gynecology on the diagnosis and treatment of epithelial ovarian cancer. Oncol Clin Pract 2015; 11: 233–243
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze