Nowe rozporządzenie z 21 lipca 2025 r. miało zakończyć wieloletnie absurdy i nierówności wobec kobiet po stracie ciąży. Zgodnie z nim każda pacjentka niezależnie od etapu, na którym doszło do poronienia, zyskała prawo do ośmiotygodniowego zasiłku macierzyńskiego. W praktyce jednak przepisy budzą wątpliwości. Lekarze stają przed dylematem, jak zgodnie z obowiązującą dokumentacją medyczną wystawić wymagane zaświadczenie. O konsekwencjach tych zmian dla politykazdrowotna.com mówi dr Jan Lewandowski, specjalista leczenia niepłodności.
Dotychczas pacjentki, które straciły ciążę na wczesnym etapie, były zmuszone do przeprowadzania kosztownych badań genetycznych w celu ustalenia płci płodu, inaczej nie mogły uzyskać świadczeń. To oznaczało nie tylko dodatkowe obciążenia finansowe, ale także pogłębiało traumę, wprowadzając zbędne formalności i procedury organizacyjne związane z poronieniem. Nowelizacja miała to zmienić.
Uważam, że poronienia są sytuacjami bardzo trudnymi, czasami wręcz traumatycznymi i jestem jak najbardziej zgodny z intencją ustawodawcy, że kobieta po poronieniu powinna mieć możliwość prostego skorzystania z prawa do zasiłku, który uprawnia ją do nieobecności w pracy bez straty finansowej i daje czas na powrót do zdrowia psychicznego. Wiemy, że nawet osiem tygodni bywa krótkie, ale na pewno jest to lepsze niż nic – podkreśla dr Jan Lewandowski, specjalista ginekologii i położnictwa zajmujący się leczeniem niepłodności, wicedyrektor kliniki nOvum.
Reklama
Choć intencja ustawodawcy jest jednoznaczna, praktyka ujawnia poważne niespójności. Rozporządzenie nakazuje wystawienie zaświadczenia o „martwym urodzeniu bez względu na czas trwania ciąży”. Tymczasem obowiązujące przepisy w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania z 2015 r. definiują martwe urodzenie jako stratę ciąży wyłącznie po 22. tygodniu ciąży.
Wystawienie zaświadczenia pacjentce, która utraciła ciążę przed 22. tygodniem, w mojej ocenie jest niezgodne z rozporządzeniem z 2015 roku, które definiuje martwe urodzenie wyłącznie po tym etapie. De facto można by uznać, że pacjentce nie należy się taki zasiłek, jeżeli nie utraciła ciąży po 22. tygodniu – twierdzi dr Lewandowski.
Reklama
Wątpliwości lekarzy potęguje konieczność kodowania zdarzeń medycznych i jednostek chorobowych. Poronienie i martwe urodzenie mają odmienne kody ICD-10.
Dokumentujemy poronienia jako odrębne wpisy w dokumentacji, posługując się kodami O02 i O03. To kody różne od tych, które odnoszą się do opieki nad pacjentką doświadczającą martwego urodzenia (O36.4, Z37). Na podstronie WHO z rozpisaną klasyfikacją ICD-10 jest nawet wzmianka, że opieka nad pacjentką z martwym urodzeniem nie dotyczy opieki nad pacjentką z poronieniem rozpoznanym w badaniu USG (O02.1). Nowe przepisy każą wystawiać zaświadczenie o martwym urodzeniu, co zaciera granicę między tymi pojęciami i rodzi wątpliwości, jaki kod należy stosować. To może prowadzić do niezgodności dokumentacji ze stanem faktycznym i błędów w prowadzeniu statystyk – mówi ekspert.
Reklama
Taka niejasność ma konsekwencje nie tylko dla rzetelności danych medycznych, ale też dla systemu finansowania świadczeń i potencjalnych kontroli ZUS.
Nowe prawo miało uprościć procedury i egzekwowanie praw kobiet. Jednak w obecnym kształcie może stwarzać pewne dodatkowe bariery.
Nowe przepisy, w obecnym kształcie, stwarzają dla pacjentek nową barierę pod postacią nieskutecznego ubiegania się o wystawienie zaświadczenia. Paradoksalnie, kobiety najczęściej roniące, czyli te przed 10. tygodniem ciąży, mogą się spotkać z odmową z powodu uzasadnionych wątpliwości interpretacyjnych nowych przepisów – ostrzega dr Lewandowski.
Reklama
To paradoks. Pacjentki w najbardziej dramatycznych sytuacjach, przy wczesnych stratach dziecka, mogą pozostać bez realnego wsparcia albo z koniecznością zwrócenia przyznanego zasiłku.
Eksperci podkreślają, że problem można rozwiązać w prosty sposób:
Po pierwsze, należałoby wprowadzić zmianę terminologii, czyli zastąpić w rozporządzeniu pojęcie „martwe urodzenie” sformułowaniem „strata ciąży, bez względu na czas jej trwania”.
Dla mnie jako lekarza zamiana sformułowania „martwe urodzenie” na „strata ciąży” byłaby absolutnie wystarczająca. Wtedy każda pacjentka, która utraciła ciążę niezależnie od czasu trwania i posiada odpowiednią dokumentację, miałaby prawo do ośmiotygodniowego zasiłku – wskazuje dr Lewandowski.
Reklama
Po drugie, jeśli w przepisach pozostanie sformułowanie: „martwe urodzenie, bez względu na czas trwania ciąży”, konieczne będzie przekazanie lekarzom jasnych wytycznych dotyczących kodowania. Ministerstwo Zdrowia powinno opublikować interpretację określającą, jakie kody ICD-10 należy stosować, by uniknąć chaosu i niepewności w praktyce klinicznej.
Nowelizacja przepisów była długo oczekiwana i jest w pełni słuszna. Zniosła konieczność badań genetycznych, uprościła pacjentkom procedury, a przede wszystkim zrównała prawa kobiet po stracie ciąży. Jednak, aby dobre intencje nie rozbiły się o praktykę, potrzebne są pilne działania Ministerstwa Zdrowia.
Prawo, które ma być narzędziem wsparcia, nie może rodzić nowych barier. Jak podkreślają eksperci, celem ustawodawcy powinno być realne ułatwienie pacjentkom korzystania z przysługujących im praw w jednym z najtrudniejszych momentów życia, a nie mnożenie formalnych pułapek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze