Pobyt w szpitalu wiąże się u wielu osób z ryzykiem niedożywienia. O tym, jak wielką rolę w procesie terapeutycznym mają do odegranie dietetycy, rozmawiamy z dr hab. n. med. Dorotą Mańkowską-Wierzbicką, prezesem Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu (POLSPEN).
Pacjent, który trafia do szpitala jest zależny od wyżywienia w szpitalu. Tam przecież są osoby, które odpowiadają za jego leczenie, a więc i odżywienie. Co powinny zrobić szpitale, by zwiększyć szanse na skuteczniejsze leczenie pacjentów i jednocześnie zapobiegać syndromowi poszpitalnemu?
Po pierwsze, należy wreszcie rozpocząć współpracę z dietetykami. Większość polskich szpitali polega na żywności dostarczanej przez catering, oparty na przydzielonej kwocie. Posiłki są nieustandaryzowane i nieokreślone pod żadnym względem. Nie wiemy, ile zawierają białka, węglowodanów czy tłuszczy. Po drugie, należy zwrócić uwagę na to, czy pacjent faktycznie spożywa posiłki. Dofinansowywanie posiłków jest niezbędne, ale może nie przynieść żadnych zmian, jeśli nie będzie obecny dietetyk, który będzie kontrolować, czy pacjent zjadł pełny posiłek, czy też nie. Może to obejmować sprawdzanie, czy pacjent z jakiegoś powodu oddał część posiłku, być może z powodu niewłaściwej konsystencji. Wiadomo, że osoby leżące lub nie mające apetytu zwykle nie spożywają tyle, ile powinny. Po trzecie, trzeba dopasować rodzaj jedzenia do możliwości pacjenta. Ktoś, kto korzysta z ruchomej protezy, może mieć trudności z pogryzieniem twardego kotleta. Jeśli ktoś czeka cały dzień na badanie i musi być na czczo, również nie dostarcza tyle kalorii, ile potrzebuje, i tak dalej.
A projekt dotyczący Dobrego posiłku? Czy rozwiąże problem?
W projekcie dotyczącym poprawy posiłków w szpitalach przewidziano tylko pół etatu dietetyka, co praktycznie oznacza, że decydenci tego projektu nie rozumieją, jak istotną rolę odgrywa dietetyk w poprawie stanu odżywienia pacjentów i jednocześnie w zmniejszeniu powikłań wynikających z chorób, szczególnie tych przewlekłych. Obawiam się, że bez obecności dietetyków ten program nie ma szans na skuteczność. Marnujemy nasze zasoby specjalistów. Dietetyk kształci się przez pięć lat, często na uniwersytecie medycznym, a za jego kształcenie płacą podatnicy, jednakże w szpitalach nie korzysta się w pełni z jego umiejętności. Tam, gdzie dyrektorzy szpitali zrozumieli, że opłaca się zatrudniać dietetyków, osiągają lepsze wyniki leczenia. W projekcie powinien być obligatoryjny wymóg zatrudnienia dietetyka, który zajmowałby się układaniem posiłków. Bez ich obecności program ten traci swoją skuteczność. Posiłki muszą być jasno zdefiniowane pod względem zawartości składników odżywczych, podobnie jak jest to określone na produktach żywnościowych. Jeśli pacjent nie spożywa wystarczającej ilości jedzenia, dietetyk może uzupełnić jego dietę o tzw. ONS (doustne preparaty odżywcze). Mogą one przybierać formę specjalnych produktów żywieniowych w postaci diety płynnej, przygotowywanych w specjalnych laboratoriach, gdzie składniki są precyzyjnie zbilansowane. Wiemy dokładnie, ile białka, witamin i minerałów zawiera 200 ml płynu. Pacjent, który nie jest w stanie spożyć wymaganej ilości jedzenia, może uzupełnić swoją dietę o taką płynną odżywkę, która dostarcza mu 18-40 g białka dziennie. Jednak konieczne jest, aby ktoś kontrolował ten proces, dlatego obecność dietetyków jest niezbędna.
W polskich szpitalach nie ma miejsc do ruchu, nie ma sali gimnastycznych, nie ma fizjoterapeutów, nie ma dostępnych od ręki rehabilitantów.
Dlatego proces odbudowy mięśni leży po stronie pacjenta, który powinien w tym przypadku skoncentrować się głównie na aktywności fizycznej. Po powrocie ze szpitala zaleca się regularny ruch i dążenie do zdrowych nawyków obejmujących łączny czas około 300 minut tygodniowo. Może to obejmować spacery, jazdę na rowerze, a także ćwiczenia siłowe, takie jak podnoszenie ciężarów, dwa razy w tygodniu, aby aktywnie wspomagać proces odbudowy mięśni. Sen również odgrywa istotną rolę w regeneracji organizmu po pobycie w szpitalu. Zaleca się, aby osoby rekonwalescencyjne spały siedem do dziewięciu godzin dziennie, co jest również zaleceniem dla zdrowych osób. Jednak w warunkach szpitalnych może to być utrudnione. Trudno zapewnić zdrowy sen na wieloosobowej sali, gdzie mogą występować zakłócenia, takie jak chrapanie innych pacjentów, interwencje personelu czy ruch na korytarzu. Brak odpowiedniego snu może wpływać negatywnie na pracę układu odpornościowego. Badania wskazują, że sen jest jednym z kluczowych elementów procesu rekonwalescencji, choć wciąż nie jest w Polsce należycie doceniany.
W ostatnim czasie dużo mówi się o tym, że ważną rolę w powrocie do zdrowia odgrywa mikrobiom jelitowy.
Tak, mikrobiota jelitowa jest kolejną ważną rzeczą. Warto być ostrożnym ze stosowaniem antybiotyków i warto spożywać takie produkty, które będą korzystnie działały na nasze bakterie, znajdujące się w przewodzie pokarmowym. Zaburzenia w mikrobiocie jelitowej odpowiadają bowiem za 95% chorób. Dlatego należy jeść żywność jak najmniej przetworzoną, im w niej mniej tzw. czynników dodanych, czyli emulsyfikatorów, zagęszczaczy, barwników, tym nasz mikrobiom i układ odpornościowy będzie silniejszy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze