Reklama

Dezinformacja medyczna w Sejmie: „To już nie fake newsy, to zagrożenie dla zdrowia publicznego”. Co z LEX Szarlatan?

Dezinformacja medyczna, bezpieczeństwo zdrowotne i zaufanie do systemu ochrony zdrowia – to był temat posiedzenia Podkomisji stałej ds. zdrowia publicznego. Dyskusja szybko pokazała jedno: problem przestał być marginalny. Ciężko też było o dystans - silne emocje były słyszalne ze strony wszystkich przedstawicieli. Ministerstwo Zdrowia, Główny Inspektorat Sanitarny, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH, eksperci, lekarze, organizacje pacjenckie i posłowie mówili jednym głosem: walka z dezinformacją jest nierówna. Pytanie brzmi – czy państwo ma dziś skuteczne narzędzia, by ją wygrać?

Dezinformacja medyczna jak epidemia

Z perspektywy ministra zdrowia dezinformacja medyczna staje się powoli jednym z najpoważniejszych nowych wyzwań w zakresie zdrowia publicznego – mówił Kuba Sękowski, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia.

Jak podkreślał, to nie tylko pojedyncze fake newsy, lecz całe, profesjonalnie projektowane narracje podważające sens szczepień, leczenia onkologicznego, psychiatrycznego czy terapii przewlekłych.

Raka leczymy sodą, głodówkami czy lekami przeciwpasożytniczymi. To może się wydawać absurdalne, ale to są codziennie trafiające się w sieci treści – zaznaczył.

Reklama

Resort zdrowia porównuje skalę zjawiska do epidemii:

Dezinformacja jest trochę jak epidemia. Na początku niezauważalna, potem wybucha, daje nieprzewidywalne skutki i trudno ją kontrolować.

Koszty? Nie tylko finansowe. To także opóźnione diagnozy, porzucane terapie i pacjenci, którzy przychodzą do lekarza z gotową – często fałszywą – diagnozą z internetu.

Deepfake, algorytmy i influencerzy. Internet wygrywa szybkością

Przedstawiciele instytucji państwowych wskazywali na rosnącą rolę mediów społecznościowych i technologii deepfake.

Wykorzystywane są wizerunki lekarzy czy osób publicznych do promowania niesprawdzonych produktów. To dodatkowo podkopuje zaufanie do medycyny – ostrzegał Sękowski.

Reklama

Filip Raciborski z Warszawskiego Instytutu Medycznego nie pozostawił złudzeń:

Walka jest nierówna. Media społecznościowe nie są zainteresowane szybkim usuwaniem fałszywych treści. Proces jest długi, a treści wiszą w internecie i dalej działają.

Problemem jest też atrakcyjność przekazu.

Wypowiedzi ekspertów oparte na evidence-based medicine nie są tak atrakcyjne dla młodych ludzi jak komunikaty influencerów – mówił.

To właśnie tu pojawił się jeden z najmocniejszych wątków debaty.

„Wykorzystajcie medinfluencerów”

Lekarka i psychiatra Maja Herman nie kryła emocji.

Reklama

Media społecznościowe nie działają na ‘co do słowa’, tylko na huku – mówiła. – Trzy proste kroki do wyleczenia depresji – i wszyscy podnoszą głowę. Tak działa internet.

Jej apel był jednoznaczny: – Wykorzystajcie influencerów, szczególnie tych z przedrostkiem MED, których obowiązuje etyka zawodowa. Oni są rzetelni i mają zasięgi.

Herman zwracała uwagę także na hejt i groźby wobec lekarzy walczących z dezinformacją:

Dostaję wiadomości typu: ‘Zarżnę cię jak świnię w rzeźni’. Składam zawiadomienia, a prokurator odpisuje: niska szkodliwość czynu.

Reklama

To już nie tylko problem komunikacji. To kwestia bezpieczeństwa.

Pacjenci: „Ja tej walki nie widzę”

Dorota Korycińska z Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej uderzyła w najczulszy punkt systemu:

Państwo mówią o walce. Ja tej walki nie widzę. To, co proponujecie, to rozwiązania dla przyszłych pokoleń. A szkody dzieją się teraz. 

Wskazała na brak konsekwencji wobec lekarzy promujących pseudomedyczne terapie oraz brak realnej odpowiedzialności karnej za szerzenie kłamstw.

Gdzie jest odpowiedzialność za słowa? Jeżeli ktoś publicznie twierdzi, że dziecko zmarło po szczepieniu, powinien to udowodnić. Jeśli nie – ponosić karę – mówiła.

Reklama

To wątek, który powracał wielokrotnie: bez narzędzi prawnych państwo reaguje zbyt wolno.

Lex szarlatan – czy państwo wreszcie uderzy w pseudomedycynę?

W trakcie dyskusji kilkukrotnie wracał postulat wprowadzenia tzw. „lex szarlatan” – przepisów, które realnie umożliwiłyby ściganie osób zarabiających na pseudomedycznych terapiach i świadomym szerzeniu dezinformacji zdrowotnej. Uczestnicy posiedzenia wskazywali, że dziś system reaguje zbyt wolno, a odpowiedzialność karna za publiczne rozpowszechnianie niebezpiecznych kłamstw medycznych jest w praktyce iluzoryczna.

Reklama

„Gdzie jest odpowiedzialność za słowa?” – pytała Dorota Korycińska, podkreślając, że bez realnych sankcji walka z dezinformacją pozostanie nierówna. Zwolennicy zmian argumentują, że „lex szarlatan” nie ograniczałoby wolności słowa, lecz wprowadzało odpowiedzialność za działania narażające zdrowie i życie pacjentów – szczególnie w sytuacjach, gdy fałszywe informacje prowadzą do rezygnacji z leczenia onkologicznego, szczepień czy terapii ratujących życie.

Edukacja zdrowotna i cyfrowa – odpowiedź systemowa

Instytucje publiczne podkreślały, że działają na kilku poziomach.

Reklama

Główny Inspektorat Sanitarny uruchamia programy edukacyjne: „Senior w roli głównej” – skierowany do osób starszych, obejmujący m.in. rozpoznawanie manipulacji i fake newsów oraz program dla szkół ponadpodstawowych uczący młodzież krytycznego myślenia i analizy źródeł.

Podpisano też porozumienie z NASK, łączące kompetencje zdrowotne i cyfrowe.

Jednak nawet przedstawiciele państwowych instytucji przyznawali: sama strona internetowa nie wystarczy.

Strona internetowa to dziś przeżytek. Kluczowe jest, by ludzie chcieli i potrafili korzystać z wiarygodnych źródeł” – mówił przedstawiciel PZH.

Reklama

Seniorzy i podstawowa opieka zdrowotna – zapomniane ogniwo?

W debacie wybrzmiał też głos lekarzy rodzinnych.

Bożena Janicka z Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia wskazała na brak systemowych działań w POZ:

Pacjenci mają dosyć ulotek. Potrzebna jest rzetelna informacja od początku – choćby w książeczce zdrowia dziecka.

Zwróciła uwagę na inny paradoks:

Jak mamy przekonywać społeczeństwo do szczepień, skoro personel medyczny sam się nie szczepi, a dyrektorzy szpitali nie reagują?

Czy potrzebne są zmiany w prawie?

Wielu uczestników wskazywało, że bez zmian legislacyjnych – w tym wzmocnienia odpowiedzialności za szerzenie niebezpiecznej dezinformacji – państwo będzie działało reaktywnie.

Reklama

Padły głosy o potrzebie: zaostrzenia odpowiedzialności zawodowej lekarzy, skuteczniejszych narzędzi dla prokuratury, regulacji reklam suplementów i pseudoterapii, ograniczenia algorytmicznego promowania szkodliwych treści.

Dezinformacja medyczna to test dla państwa

Z debaty wyłania się obraz systemu, który dopiero uczy się funkcjonować w epoce algorytmów. Państwo inwestuje w edukację zdrowotną i cyfrową, buduje współpracę międzyinstytucjonalną, tworzy programy dla seniorów i młodzieży.

Ale równolegle lekarze i pacjenci mówią o bezradności wobec: agresji w sieci, braku konsekwencji prawnych, ogromnych zasięgów pseudomedycznych treści, erozji zaufania do systemu ochrony zdrowia.

Reklama

Jeśli – jak mówił przedstawiciel resortu – dezinformacja jest epidemią, to dziś pytanie brzmi nie „czy”, lecz „jak szybko” państwo zbuduje skuteczny system jej zwalczania.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/03/2026 12:13
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości