Być może już niebawem powstaną propozycje specjalnych regulacji prawnych, które pozwolą premiować lekarzy, którzy to zdecydują się pracować wyłącznie w sektorze publicznym. Część środowiska obawia się jednak, czy to nie krok w stronę funkcjonującego chociażby w Niemczech prawodawstwa zgodnie, z którym lekarz musi wybrać, czy pracuje w publicznym czy prywatnym sektorze. W lipcu podczas wizyty w Koninie o takim właśnie rozwiązaniu wspominał prezes PiS Jarosław Kaczyński komentując sytuację w ochronie zdrowia.
Wygląda na to, iż powraca dyskusja nad wprowadzeniem przepisów dotyczących pracy lekarza na wyłączność w publicznym systemie opieki zdrowotnej. Takie rozwiązania z powodzeniem funkcjonują w krajach Europy Zachodniej. W Polsce do tej pory nie udało się ich przeforsować. Czy w kraju, gdzie na 1000 mieszkańców przypada niespełna 2,4 lekarza można takie rozwiązania w ogóle rozważać?
Pomysł zakazu łączenia pracy w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia nie jest nowy. W 2006 r. jego autorem był ówczesny wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. Już wtedy jednak podnoszono argument, że z zatrzymaniem fachowców miałyby trudność szpitale publiczne, szczególnie te małe, powiatowe, które w zamian musiałyby sporo zapłacić lekarzom. 9 lat później założenie oddzielenia sektora prywatnego od publicznego,
w swoim expose ogłosiła premier Beata Szydło. W lipcu b.r. do tematu wrócił natomiast prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Lekarz może zarabiać naprawdę bardzo dużo. Ja nie mam nic przeciwko temu. Jak to jest naprawdę wybitny lekarz to niech zarabia, nie chcę tutaj nikogo denerwować, ale i 60 czy nawet 80 tys. miesięcznie. Niektórych to może oburzyć, ale niech nawet tak będzie, ale pod jednym warunkiem, że pracuje tylko w jednym miejscu a nie że jest ciężko zmęczony, bo zaraz leci dorabiać więcej. To nie może być wyścig. Tak proszę państwa jest w Niemczech.
Premiowanie lekarzy, którzy zdecydowaliby się pracować wyłącznie w sektorze publicznym musiałoby się zapewne wiązać z kolejnym wzrostem wynagrodzeń dla tych medyków. Po lipcowych zawirowaniach z podwyżkami, nie wydaje się prawdopodobnym, aby kasa na ten cel miała znów się zapełnić. Choć sam system zachęt skłaniających do pracy w sektorze publicznym oceniany jest przez lekarzy pozytywnie. Natomiast reforma rozdzielająca sektory przeprowadzona teraz, na rok przed wyborami parlamentarnymi, mogłaby okazać się dla partii rządzącej strzałem w stopę, bo tak naprawdę jeszcze mocniej obnażyłoby braki kadrowe w sektorze.
Z opublikowanego w ubiegłym roku raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń „Mapa ryzyka Polaków” wynika, że w Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,38 lekarza. Biorąc pod uwagę kraje OECD za nami jest tylko Turcja (1,88) oraz Kolumbia (2,18). Ranking wygrywa Austria wynikiem 5,24 lekarza na 1000 mieszkańców. Dla porównania średnia europejska wynosi 3,8 lekarza („Health at a Glance: Europe 2020”). Dodatkowo według szacunków 46,7 proc. lekarzy jest zatrudniona w jednym miejscu pracy, ponad połowa w dwóch lub więcej. 1 na 10 lekarzy ma trzech pracodawców.
Chęć podjęcia dyskusji w sprawie pracy lekarzy na wyłączność w sektorze publicznym albo prywatnym nie raz wyrażał już Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL). Po wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego z lipca b.r., Związek po raz kolejny wystosował pismo do ministra zdrowia w sprawie rozmów dotyczących sposobu realizacji tychże zapowiedzi. Warunkiem stawianym przez lekarzy jest jednak godziwe wynagrodzenie, które rekompensowałoby im pracę w pozostałych miejscach. Po takim rozdziale o lekarza konkurowałyby dwa systemy. Wybierając jeden z nich, medyk jest mniej zmęczony, w pełni skupiony na pacjencie, nie ma także przestrzeni do nadużyć wynikających z łączenia pracy w obu sektorach.
Zapowiedzi te zaniepokoiły jednak część środowiska. Takie rozwiązania są co prawda znane w Europie, ale funkcjonują w krajach, gdzie lekarzy nie brakuje. Przyjęcie takiego podejścia w Polsce pokazałoby tak naprawdę, z jak dużymi problemami kadrowymi mamy do czynienia. A czy pacjent zyska, czy straci? Przy obecnej liczbie lekarzy zyska być może wypoczętego lekarza, ale pracującego tylko w prywatnej placówce medycznej, na której usługi być może nie będzie stać chorego. Niestety, w Polsce wciąż wybieramy między przemęczonym medykiem a medykiem w ogóle. Pochopny rozdział bardzo szybko ograniczyłby dostęp do świadczeń - co jednoznacznie byłoby szkodą dla pacjentów. Pozostaje jednak liczyć, że rozdzielenie sektorów skłoniłoby decydentów do rozpoczęcia poważnej dyskusji na temat sektora opieki zdrowej. Obecnie jednak, w kraju w którym na 1000 mieszkańców przypada niespełna 2,4 trudno sobie takie rozwiązanie wyobrazić. W przyszłości, gdy lekarzy będzie więcej warto wrócić do tematu.
Ostatecznie nie do końca wiadomo także, czy lekarze chcieliby wybierać między publicznym a prywatnym sektorem. Środowisko w tym temacie jest mocno podzielone. W 2019 r. Naczelna Izba Lekarska (NIL) przeprowadziła ankietę na próbie ponad 8 tys. lekarzy. 73 proc. badanych opowiedziało się przeciw konieczności wybierania między pracą w sektorze publicznym i prywatnym. Gdyby jednak taka sytuacja miała miejsce 74 proc. lekarzy zadeklarowało chęć pracy w sektorze prywatnym. W kolejnym roku z ankiety przeprowadzonej przez OZZL wynikło natomiast, że jedynie 16 proc. lekarzy nie zgadza się na obowiązek pracy w jednym miejscu, natomiast 84 proc. ankietowanych jest gotowa do pracy tylko w jednym miejscu, w publicznym sektorze opieki zdrowotnej.
Najbardziej znanym przykładem państwa, w którym lekarz musi wybrać, w którym z sektorów pracuje są Niemcy. Od reguły tej są jednak wyjątki. Prywatnie mogą pracować m.in. szefowie oddziałów czy klinik publicznych jednostek, ale ich asystenci już nie. Możliwość łączenia pracy w sektorach: publicznym i prywatnym u naszych zachodnich sąsiadów uzależniona została zatem od posiadanych umiejętności, które to potwierdza stanowisko. W systemie publicznym nie może działać również lekarz, który chce założyć własną praktykę. Deklaracji wyboru pracy w publicznej bądź prywatnej ochronie zdrowia oczekuje się także od duńskich lekarzy.
Polecane:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szanowna Redakcjo, powielają Państwo nieprawdziwe informacje dotyczące liczby lekarzy. Według najnowszym statystyk GUS w roku 2019l lekarzy pracujących bezpośrednio przy pacjencie wynosiła 125 000 co daje w przeliczeniu na 1000 mieszkańców wskaźnik ok. 3,3. Z kolei według danych NIL mamy ok 150 000 lekarzy utrzymujących PWZ co daje ok 3,9-4.0 lekarzy na 1000 mieszkańców. https://stat.gov.pl/statystyki-eksperymentalne/kapital-ludzki/oszacowanie-zasobow-kadry-medycznej-w-oparciu-o-zrodla-administracyjne-lekarze-i-lekarze-dentysci-wyniki-eksperymentalnej-pracy-metodologicznej,14,1.html
Obecną rzeczywistość kreują Lekarze po Akademiach, a nawet Uniwersytetach ............... W Polszy wciąż posowiecki, korupcjogenny i kryminogenny styk Prywaty i Państwa (zakaz praktycznie w całej UE) - już 13:00 - czas do miasta!; oligarchia oddziałowa i badania kliniczne w czasie pracy etatowej zamiast realizacji kontraktu; "intratne" ZLA; a także żadnej odpowiedzialności za rozgildziajstwo oraz żadnej nagrody merytoryczny wysiłek... P.S. a wystarczy skopiować rozwiązania np. czeskie, duńskie, niemieckie...
Szanowna Redakcjo, powielają Państwo nieprawdziwe informacje dotyczące liczby lekarzy. Według najnowszym statystyk GUS w roku 2019l lekarzy pracujących bezpośrednio przy pacjencie wynosiła 125 000 co daje w przeliczeniu na 1000 mieszkańców wskaźnik ok. 3,3. Z kolei według danych NIL mamy ok 150 000 lekarzy utrzymujących PWZ co daje ok 3,9-4.0 lekarzy na 1000 mieszkańców. https://stat.gov.pl/statystyki-eksperymentalne/kapital-ludzki/oszacowanie-zasobow-kadry-medycznej-w-oparciu-o-zrodla-administracyjne-lekarze-i-lekarze-dentysci-wyniki-eksperymentalnej-pracy-metodologicznej,14,1.html
Obecną rzeczywistość kreują Lekarze po Akademiach, a nawet Uniwersytetach ............... W Polszy wciąż posowiecki, korupcjogenny i kryminogenny styk Prywaty i Państwa (zakaz praktycznie w całej UE) - już 13:00 - czas do miasta!; oligarchia oddziałowa i badania kliniczne w czasie pracy etatowej zamiast realizacji kontraktu; "intratne" ZLA; a także żadnej odpowiedzialności za rozgildziajstwo oraz żadnej nagrody merytoryczny wysiłek... P.S. a wystarczy skopiować rozwiązania np. czeskie, duńskie, niemieckie...