Węglowodany nie są wrogiem. Winny jest nasz styl życia. – Nie mogę pogodzić się z tą nagonką na węglowodany – pisze prof. Iwona Stachowska, specjalistka ds. żywienia klinicznego. – Do jednego worka wrzuca się wszystko: i cukier rafinowany, i zdrowe, naturalne źródła węglowodanów. Jej zdaniem to nie węglowodany są winne fali chorób cywilizacyjnych, tylko sposób, w jaki funkcjonujemy. – Zabija nas beznadziejny styl życia, nieograniczony dostęp do jedzenia, reagowanie na promocje, wpływ marketingu i przemysłu spożywczego, który pokazuje przetworzone jedzenie jako zdrowe i wygodne. A my codziennie sięgamy po słodycze i fast foody – mówi. – I to właśnie jest coś, czego powinniśmy unikać jak ognia.
Fizjologia człowieka jasno pokazuje, że glukoza (cukier prosty) jest podstawowym źródłem energii dla wielu narządów.
– Gdyby cukier nas zabijał, to mózg nie potrzebowałby glukozy, a erytrocyty spalałyby tłuszcz. A tak nie jest. Węglowodany to paliwo – zaznacza prof. Stachowska.
Problem nie leży więc w samej obecności węglowodanów w diecie, tylko w ich jakości i ilości. – To nie kromka pełnoziarnistego chleba nas zabija, nie ziemniak ani talerz makaronu. Zabijają nas jedzone latami słodycze, napoje gazowane i wysoko przetworzona żywność.
Coraz częściej w sieci można znaleźć hasła typu: „cukier karmi raka”. Choć rzeczywiście komórki nowotworowe zużywają glukozę, to nie znaczy, że ograniczenie wszystkich węglowodanów to skuteczna prewencja. Organizm potrzebuje cukru – zwłaszcza mózg, serce, mięśnie czy czerwone krwinki.
Nadmierne spożycie rafinowanego cukru może mieć wpływ na stany zapalne i insulinooporność, które z kolei zwiększają ryzyko chorób – ale zbilansowana dieta bogata w warzywa, owoce, strączki i produkty pełnoziarniste działa odwrotnie. Dieta ketogeniczna może mieć zastosowanie wspomagające w niektórych terapiach onkologicznych, ale nie jest złotym środkiem dla każdego.
Podsumowując: Cukier prosty z ciastek i napojów to nie to samo co węglowodany z kaszy gryczanej czy chleba razowego. Diabeł tkwi w rodzaju, nie w nazwie.
Inny temat, który często budzi niepokój pacjentów, to wzdęcia po posiłku. Coraz więcej osób wpisuje w Google frazy: „czy mam SIBO?”, „ciągłe wzdęcia po jedzeniu”. Tymczasem nie każdy dyskomfort oznacza chorobę.
Naturalne wzdęcie po jedzeniu to często normalna reakcja organizmu na fermentację błonnika w jelicie grubym. Jeśli zjadasz dużo warzyw, roślin strączkowych lub pełnoziarnistych produktów – może się pojawić uczucie pełności. SIBO (czyli przerost bakterii w jelicie cienkim) diagnozuje się na podstawie konkretnych objawów i testów, a nie jednorazowego dyskomfortu po obiedzie.
Jeśli wzdęcia są przewlekłe, towarzyszą im biegunki, zaparcia, gazy o silnym zapachu, uczucie zmęczenia, mgła umysłowa – wtedy warto udać się do gastroenterologa. Ale jeśli raz na jakiś czas brzuch jest „napompowany” po warzywach – to nie sygnał alarmowy, tylko fizjologia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze