Dyrektorzy placówek medycznych zatrudniają Ukraińców i Białorusinów choć izby lekarskie nie chcą im zbyt chętnie wydawać prawa do wykonywania zawodu.
Ukraińscy lekarze i pielęgniarki powoli zadomawiają się w polskich placówkach medycznych. Od kiedy w ich kraju wybuchła wojna, do Polski zaczęło przyjeżdżać więcej lekarzy, a także pielęgniarek ze wschodu.
Dla zarządzających szpitalami, w których z powodu niedoboru kadr, jest problem z dopięciem grafików podczas świąt czy wakacji, praca cudzoziemców okazuje się być wybawieniem.
Z najnowszych danych jakie Polityka Zdrowotna uzyskała w Ministerstwie Zdrowia wynika, że lekarze ze wschodu złożyli, łącznie od początku 2021 r. 2 942 wnioski o warunkowe prawo wykonywania zawodu. Minister wydał zaś 1 988 decyzji. Z kolei pielęgniarki i położne złożyły 1 034 wnioski i dostały 480 pozytywnych decyzji. Zaś na 89 wniosków złożonych przez ratowników medyczynych, zgody dostały 43 osoby.
Jak podaje Ministerstwo Zdrowia:
Warto zauważyć, że wśród lekarzy, którzy wnioskują do ministra zdrowia i dostają pozytywne zgody są nie tylko obywatele Ukrainy, ale także Białorusi. Na 3,5 tys. wniosków złożonych do ministra zdrowia o zgodę na pracę w określonym podmiocie medycznym lub o warunkowe prawo wykonywania zawodu, prawie 1,3 złożyli Białorusini. Wnioskowało o to, także 100 pielęgniarek z Białorusi. Obywatele tego kraju, mając u siebie trudną sytuację, uciekają przed reżimem
Białorusini są bardzo zdeterminowani
- Oni wiedzą, że to jest bilet w jedną stronę i do ich kraju nie będzie powrotu. Są też bardziej od Ukraińców zdeterminowani aby zostać w Polsce na stałe. Nostryfikują dyplomy. Bo z tymi drugimi to jest tak, że planują często trochę popracować u nas a później pojechać dalej na zachód Europy - mówi Krzysztof Kordel, prezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.
Podkreślą, że nie każdemu lekarzowi ze wschodu izba przyznaje warunkowe prawo do wykonywania zawodu.
– U nas na 12 wniosków od zainteresowanych jakie ostatnio rozpatrywała komisja weryfikacyjna 3 cudzoziemców nie dostało zgody na prawo wykonywania zawodu. Nie znali języka, mieli braki w programach specjalizacji - podkreśla Krzysztof Kordel.
Reklama
Stąd izby nie zawsze przyznają cudzoziemcom warunkowe prawo do wykonywania zawodu. Nawet po wydaniu przez ministra zdrowia zgody na pracę w polskim szpitalu. Z drugiej strony, np. Izba w Poznaniu organizuje kursy języka polskiego dla zainteresowanych.
A taką możliwość wprowadziła specustawa o kadrach medycznych, przygotowana na czas pandemii COVID-19 pod koniec 2020 r. To ona właśnie umożliwiła łatwiejsze podejmowanie pracy w polskich szpitalach. Jeszcze bardziej uprościła te zasady uchwalona w marcu 2022 r., w związku w wojną w Ukrainie, specustawa o pomocy uchodźcom. Zgodnie z nią, Minister Zdrowia może wydać zgodę na pracę dla cudzoziemca bez konsultacji z konsultantem w danej dziedzinie medycyny.
Pracują na przekór izbom
W związku z powyższym cudzoziemcy na uproszczonych zasadach medycy spoza UE, bez nostryfikacji dyplomu, mogą zdobywać u nas warunkowe prawo wykonywania zawodu. Po decyzji ministra zdrowia muszą wystąpić jeszcze o nadanie warunkowego prawa do wykonywania zawodu w izbie lekarskiej. Ale gdy ta odmówi, można się odwołać do ministra zdrowia, ten wydaje decyzję i cudzoziemiec i tak podejmuje pracę w polskim szpitalu. Dyrektorzy ochoczo korzystają z tego rozwiązania
- U mnie pracuje anestezjolog, internista ze wschodu. Planuję zatrudnić kolejnego internistę choć procedury wydawania zgód trwają miesiącami. Ci lekarze nie uzyskali prawa wykonywania zawodu w izbach. A bardzo dobrze sobie radzą w pracy. Izby niestety im utrudniają podjęcie pracy. Te przepychanki są niezrozumiałe, gdyż medycy ze wschodu nie są konkurencją dla naszych - wskazuje Jerzy Wielgolewski, dyrektor szpitala w Makowie Mazowieckim.
Reklama
Podkreśla, że pracy dla nikogo nie zabraknie. - Jak ma jej nie być skoro wśród kadry medycznej są emeryci, którzy nie zaprzestają świadczenia usług, gdyż widzą jakie są braki - dodaje Jerzy Wielgolewski.
Przeciąganie liny między szpitalami a izbami lekarskimi zatem trwa. Na razie, jak widać i tak dyrektorzy szpitali robią swoje. A potrzeby są ogromne. Tam, gdzie lekarzy brakuje, nie ma komu zapełnić luk. W woj. podlaskim, gdzie według badań Porozumienia Zielonogórskiego na 800 lekarzy rodzinnych, 60 proc. to emeryci.
Inna sprawa, że osoby przyjmujące do pracy medyków cudzoziemców, podkreślają, że wiedzę, język da się nadrobić. Najtrudniej jest przełamać bariery mentalne wśród lekarzy, pielęgniarek czy ratowników medycznych ze wschodu. Na Ukrainie pokutuje bowiem podejście, że osoby 70+ już nie trzeba ratować i może ona umrzeć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szkoda, ze uczą się języka i medycyny praktykując na polskich pacjentach… Dramat!!
Szkoda, ze uczą się języka i medycyny praktykując na polskich pacjentach… Dramat!!