Wypowiedź Donalda Tuska na temat macierzyństwa i niskiej dzietności w Polsce wywołała gwałtowną reakcję środowisk kobiecych i feministek. Premier w rozmowie z „The Sunday Times” stwierdził, że przyczyny braku decyzji o macierzyństwie mają charakter kulturowy, nie ekonomiczny. Ta diagnoza, w zamyśle wyważona, została odebrana przez wiele kobiet jako przejaw paternalizmu i braku zrozumienia rzeczywistości. „Chodzi o to, że nie lubią takiego stylu życia, obowiązków, odpowiedzialności” — powiedział Tusk. W jego ocenie współczesne Polki rezygnują z macierzyństwa nie z powodu braku mieszkań czy środków finansowych, lecz z wyboru, wynikającego z preferencji wobec innego stylu życia.
Na słowa premiera ostro zareagowała Joanna Senyszyn. Była europosłanka i feministka nazwała słowa Tuska „seksistowskim absurdem”. W jej opinii premier wykazał się kompletnym niezrozumieniem historii kobiet i procesu ich emancypacji.
- Polki nie rodzą dzieci, bo wreszcie mogą nie rodzić. Ta prosta prawda nie dociera do zakutych, seksistowskich łbów polityków - napisała Senyszyn w mediach społecznościowych.
- Przez tysiące lat kobiety rodziły, bo musiały - z braku wiedzy, antykoncepcji i niezależności finansowej. Dziś mają wybór. Tusk i Kaczyński tego nie pojmują. Nadal uważają, że kobieta istnieje po to, by rodzić.
Reklama
Senyszyn wprost porównała narrację Tuska do wcześniejszych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który twierdził, że kobiety nie rodzą, bo „dają sobie w szyję”. „Tusk jest jeszcze gorszy — zarzuca kobietom unikanie odpowiedzialności. A przecież to on obiecywał obronę praw kobiet” — napisała parlamentarzystka.
Krytyczne komentarze pojawiły się również ze strony organizacji feministycznych, w tym Aborcyjnego Dream Teamu i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Aktywistki zarzucają premierowi brak konsekwencji i polityczny cynizm.
- Zachodziłyśmy w głowę, dlaczego spełnienie obietnic o dekryminalizacji i legalizacji aborcji idzie tak opornie. Dziś już wiemy - nie ma w tym przekonania, tylko kalkulacja - stwierdziły w oświadczeniu.
Według działaczek Tusk, próbując zyskać poparcie konserwatywnych koalicjantów, zrezygnował z obrony wartości, które jeszcze niedawno sam głosił. Czy to jedyna możliwa interpretacja słów premiera?
Premier w przeszłości wielokrotnie deklarował poparcie dla liberalizacji prawa aborcyjnego. Jeszcze w 2022 roku zapowiadał, że Koalicja Obywatelska przedstawi projekt ustawy gwarantującej prawo do przerwania ciąży do 12. tygodnia. Tak się stało — projekt leży w Sejmie od stycznia 2024 roku.
A na co czeka Tusk - albo dlaczego musi czekać?
Współrządzące z KO ugrupowania — PSL i Polska 2050 — od początku sprzeciwiały się liberalizacji przepisów, proponując referendum. „To była manipulacja. Nie chodziło o głos Polaków, ale o zablokowanie zmian” — oceniają komentatorzy. Tusk sam przyznał, że „to nie on wybierał koalicjantów, ale wyborcy zdecydowali, z kim może utworzyć większość”.
Obecna debata wokół słów Tuska odsłania szerszy problem: rozdźwięk między oczekiwaniami kobiet a ograniczeniami polityki koalicyjnej. Z jednej strony premier deklaruje poparcie dla prawa kobiet do samostanowienia, z drugiej — próbuje utrzymać delikatną równowagę między bardziej progresywnym elektoratem a konserwatywnymi partnerami.
Senyszyn i feministki nie mają jednak wątpliwości: kompromis w sprawie praw kobiet jest formą zdrady.
- Wyzwolenie od przymusowego macierzyństwa to najważniejsze osiągnięcie feminizmu. Kto dziś kwestionuje ten dorobek, staje po stronie opresji — pisze Senyszyn.
Słowa Tuska uruchomiły kolejną falę dyskusji o roli kobiet w polskim społeczeństwie. W sieci rozgorzała debata o tym, kto ma prawo decydować o macierzyństwie i czy politycy - niezależnie od barw partyjnych - są w stanie naprawdę zaufać kobietom w kwestii ich własnych decyzji.
W kraju, w którym temat aborcji wciąż dzieli społeczeństwo, wypowiedź premiera nie była jedynie niefortunnym cytatem. Stała się symbolem narastającego napięcia między językiem równości a realiami polityki, w której prawa kobiet wciąż bywają kartą przetargową.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Troche może niefortunnie to ujął, ale taka jest prawda. Wiem, ciężko przełknąć kobietom, ale to prawda - zachodnie zmiany kulturowe i społeczne, wykreowane nie tylko przez kobiety, zmieniły potrzeganie kobiet na macierzyństwo w pogodni za "własnym ja". Dodał bym również jednak do tego część ekonomiczną, ale nie jest to problem tego że polska ekonomia jest taka a nie jest. To po prostu skutek globalnego konsumpcjonizmu wpływającego na ekonomię.
Troche może niefortunnie to ujął, ale taka jest prawda. Wiem, ciężko przełknąć kobietom, ale to prawda - zachodnie zmiany kulturowe i społeczne, wykreowane nie tylko przez kobiety, zmieniły potrzeganie kobiet na macierzyństwo w pogodni za "własnym ja". Dodał bym również jednak do tego część ekonomiczną, ale nie jest to problem tego że polska ekonomia jest taka a nie jest. To po prostu skutek globalnego konsumpcjonizmu wpływającego na ekonomię.