22 października 2020 roku o godzinie 11:00 sędziowie Trybunału Konstytucyjnego pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej rozpoczęli posiedzenie, które na zawsze zmieniło życie tysięcy kobiet. O 15:30 ogłoszono decyzję: przepis zezwalający na aborcję w przypadku ciężkich wad płodu został uznany za niekonstytucyjny. Od tej chwili aborcja w Polsce jest dopuszczalna tylko w dwóch przypadkach – gdy zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety, oraz gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa. O tym za WO.
To orzeczenie wywołało masowe protesty w całym kraju. Na ulicach pojawiły się tysiące kobiet i mężczyzn, domagających się prawa do decydowania o sobie. „To jest wojna” – krzyczały transparenty, które przeszły do historii.
Dziś mijają pięć lat od tamtego czarnego czwartku. Co się zmieniło? Czy obietnice polityków o „przywróceniu Polkom podmiotowości” zostały spełnione?
Po wyborach w październiku 2023 roku wydawało się, że nowa koalicja rządząca – Koalicja Obywatelska, Lewica i Trzecia Droga – odwróci skutki wyroku TK. Tymczasem w praktyce politycy ugrzęźli w sporach i kalkulacjach.
W Sejmie wciąż czekają cztery projekty dotyczące aborcji: dwa liberalne (KO i Lewicy), jeden kompromisowy (Trzeciej Drogi) i jeden dotyczący dekryminalizacji. Żaden z nich nie został uchwalony. Ostatni raz komisja ds. aborcji zebrała się w lipcu ubiegłego roku, a projekt Lewicy przepadł głosami PiS, Konfederacji i PSL.
W polskiej debacie publicznej wciąż dominuje płodocentryzm. Kobieta – pacjentka, obywatelka, człowiek – znika z pola widzenia.
Nawet premier Donald Tusk w ostatnich wypowiedziach mówił: „Aborcja nie budzi we mnie entuzjazmu. Przecież nie rodzimy się, żeby mieć prawo do przerywania ciąży”. Takie słowa – choć mają brzmieć wyważenie – znów sprowadzają aborcję do moralnych dylematów, a nie do tego, czym jest w istocie: świadczeniem medycznym i prawem człowieka.
Paradoksalnie, pięć lat po wyroku TK to organizacje kobiece przejęły rolę państwa. To one finansują, organizują i umożliwiają Polkom dostęp do bezpiecznej aborcji. Jak informują Wysokie Obcasy, według danych Aborcji Bez Granic w 2025 roku z ich pomocą skontaktowało się ponad 46 tysięcy osób, z czego ponad 38 tysięcy faktycznie przerwało ciążę.
To one kupują tabletki, opłacają podróże do zagranicznych klinik, zapewniają wsparcie psychologiczne. W tym samym czasie państwo – w teorii „neutralne” – umywa ręce. Po zmianie rządu w 2023 roku Zachód uznał, że Polska nie potrzebuje już wsparcia finansowego. Tymczasem potrzeby są takie same jak pięć lat temu – a może i większe.
Na mapie Polski wciąż istnieją całe regiony bez dostępu do legalnej aborcji. Niektóre szpitale, nawet w dużych miastach jak Poznań czy Kraków, odmawiają przeprowadzenia zabiegu, powołując się na klauzulę sumienia.
Dopiero od niedawna Ministerstwo Zdrowia zaczęło nakładać kary finansowe – w 2024 roku ukarano pięć placówek, m.in. w Łodzi, Lubartowie i Wrocławiu.
Sprawa dr Gizeli Jagielskiej ze szpitala w Oleśnicy, która po wykonaniu zabiegu musiała zmierzyć się z nagonką i kontrolą poselską, pokazuje, jak głęboko zakorzeniony jest lęk i stygmatyzacja.
System, który powinien chronić kobiety i lekarzy, karze jednych i zastrasza drugich.
W miejscu, w którym państwo nie wykonuje swoich obowiązków, politycy grają na czas, a ciężar odpowiedzialności spada na barki społeczeństwa obywatelskiego. W miejscu, gdzie kobieta wciąż nie jest traktowana jak podmiot decyzji, lecz jak tło w sporze światopoglądowym.
Pięć lat po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Polska wciąż żyje w aborcyjnym chaosie. Ale jest też nadzieja – w odwadze kobiet, które nie czekają już na zgodę państwa. W aktywistkach, które otwierają przychodnie, wspierają i ratują życie. To one dziś tworzą prawdziwe prawo: prawo do decydowania o sobie.
Z perspektywy nauk społecznych Polska jest dziś jednym z nielicznych krajów Unii Europejskiej, które utrzymują tak restrykcyjne przepisy aborcyjne. Pod względem prawnym jesteśmy bliżej Malty czy Andorry niż Francji, Hiszpanii czy Czech.
Dane porównawcze (2025):
Francja, Niemcy, Czechy, Holandia, Hiszpania – aborcja do 12. tygodnia ciąży na życzenie kobiety, finansowana przez państwo.
Włochy – prawo do aborcji od 1978 r., choć 70 proc. lekarzy odmawia jej wykonania z powodu klauzuli sumienia.
Irlandia – jeszcze dekadę temu restrykcyjna jak Polska, dziś aborcja legalna do 12. tygodnia po referendum w 2018 r.
Malta i Andorra – całkowity zakaz.
Polska – formalnie dopuszcza aborcję tylko w dwóch przypadkach, co w praktyce oznacza jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów w Europie.
Z perspektywy medycyny i zdrowia publicznego, badania WHO jednoznacznie wskazują: restrykcyjne prawo nie zmniejsza liczby aborcji, lecz zwiększa liczbę zabiegów niebezpiecznych. Tam, gdzie dostęp do legalnej aborcji jest ograniczony, kobiety częściej sięgają po tabletki bez kontroli lekarskiej lub wyjeżdżają za granicę – tak jak Polki do Czech, Holandii czy Niemiec.
Polska, mimo członkostwa w Unii Europejskiej, pozostaje wyjątkiem – krajem, w którym prawo rozmija się z nauką, a ideologia z rzeczywistością.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze