Reklama

Anja Rubik: "Czego boicie się naprawdę?". Edukacja zdrowotna - może rodzice boją się, że obnażą własną niewiedzę

W polskich szkołach pojawił się nowy przedmiot – edukacja zdrowotna. Temat? Zdrowie fizyczne, psychiczne, higiena, sen, odżywianie, granice osobiste. Brzmi rozsądnie? A jednak – część rodziców wpada w panikę. Bo „seks”, bo „seksualizacja”, bo „ideologia”. A dzieci? Dzieci po cichu chcą się czegoś dowiedzieć. Tylko nikt ich nie pyta, nie rozmawia, bo sam czuje wstyd. Dzieci więc sięgają po telefon i a w nim nie ma granic, i przewodnika, który powie, co jest wartościowe a co nie. Co dalej robią dzieci? Wciąż szukają tak jak potrafią, tylko tym razem już w ukryciu.

„Czego tak naprawdę się boicie?” – pyta Anja Rubik

W jednym z programów „Dzień Dobry TVN” odbyła się dyskusja, która obnażyła coś więcej niż tylko niechęć do nowego przedmiotu. Pokazała nasz narodowy lęk przed rozmową. Szczególnie o ciele, seksualności i emocjach.

Nauka o seksualności powoduje odseksualizowanie dzieci – mówi Anja Rubik, edukatorka i założycielka fundacji Sexed.pl. – Uczy granic, szacunku do siebie, komunikacji. Tego, jak powiedzieć "nie", jak nie dać się przekroczyć. I właśnie dlatego jest tak potrzebna.

Tymczasem w sieci krążą nagłówki: „seksualizacja dzieci”, „ideologia gender”, „lewacka propaganda”. Przypomina to trochę debatę o smokach, mówi Magda Mołek – z tą różnicą, że smoki nie istnieją, a brak edukacji zdrowotnej kończy się realnymi problemami zdrowotnymi, psychicznymi i społecznymi.

Reklama

Co naprawdę dzieje się na lekcjach edukacji zdrowotnej?

Wbrew medialnym panikom, uczniowie na pierwszych zajęciach dostają kartki z tematami do wyboru. Rozmawiają o hejcie, dopalaczach, uzależnieniach. Seks? Jest. Ale to tylko 8 proc. programu. Reszta to podstawy – dosłownie: jak działa ciało, jak zadbać o higienę, jak odpoczywać, jak się zdrowo odżywiać.

To nie jest przedmiot o seksie. To jest przedmiot o zdrowiu – mówi Katarzyna Przybysz, nauczycielka biologii i współtwórczyni scenariuszy zajęć. – Jestem związana ze środowiskiem katolickim. Przygotowywałam pary do małżeństwa. Przejrzałam cały program. Nie ma tam nic, co mogłoby "zdemoralizować" dziecko.

Reklama

A mimo to – rodzice wypisują dzieci. Dlaczego?

Oficjalna wersja? Bo "boją się seksualizacji". Nieoficjalna? Bo zajęcia są często o 7:00 rano, przed obowiązkowymi lekcjami. A nikt nie chce zrywać dziecka z łóżka dla zajęć, które nie kończą się oceną.

Masowe wypisy to mit. Wypisują, bo to jest nieobowiązkowe i źle ułożone w planie – tłumaczy Anja Rubik. – To nie bunt wobec treści, tylko organizacyjny chaos.

Ale media prawicowe już znalazły w tym „dowód” na opór rodziców. Zamach na rodzinę. Lewacki eksperyment. I znów: dużo krzyku, mało faktów.

Reklama

Jest jeszcze inna możliwość... może rodzice boją się obnażyć z własną niewiedzą. Może boją się, że dziecko podchwycie temat na lekcji edukacji zdrowotnej i przyjdzie do mamy lub taty zapytać o menstruację, higienę osobistą czy pierwszy stosunek seksualny i właściwe zabezpieczenie podczas jego trwania. A rodzic zamiast udzielić wskazówek, podzielić się wiedzą i wesprzeć, zawstydzi się, zamilknie albo obaczy dziecko poczuciem winy za zainteresowanie tematyką ciała i szeroko pojętego zdrowia. Dlaczego? Bo to lęki i braki rodzica, nie dziecka, które jest ciekawe i pyta. 

Reklama

Seksualność to nie temat tabu. To zdrowie

Ginekolożka dr Agnieszka Nalewczyńska mówi wprost:

Mam trzydziestoletnie pacjentki, które nigdy nie używały tamponu, bo matka nie potrafiła im tego wytłumaczyć. To nie tylko ubóstwo menstruacyjne. To edukacyjne ubóstwo.

To samo mówi seksuolog Andrzej Gryżewski:

70 proc. mojej pracy to tłumaczenie elementarnej wiedzy: jak dbać o higienę, jak rozmawiać w związku, jak wyznaczać granice. To wszystko, czego powinniśmy uczyć w szkole.

I właśnie na tym polega paradoks: rodzice wypisują dzieci z zajęć, które mogłyby im pomóc być zdrowszymi, pewniejszymi siebie ludźmi.

Reklama

Ale przecież "dzieci są mądrzejsze niż politycy"

Polskie dzieci miałyby mniejsze problemy, gdyby wcześniej dowiedziały się o swoim ciele z bezpiecznego źródła, a nie z TikToka i pornografii – zauważa dziennikarz Marcin Meller. – W 2022 roku ponad 50 proc. nastolatków miało kontakt z twardą pornografią. Naprawdę wolicie, żeby pierwsze "lekcje" odbyli tam?

Tymczasem edukacja zdrowotna nie tylko nie promuje "rozwiązłości". Ona uczy odpowiedzialności, samoświadomości, szacunku i granic. I właśnie to – jak podejrzewa wielu ekspertów – może być dla niektórych najbardziej „niebezpieczne”.

Reklama

Nie chcesz, by szkoła uczyła dziecka o ciele? To zrób to sam. Ale zrób

To nie jest temat do chowania pod dywan. Bo kiedy dzieci nie wiedzą, co się z nimi dzieje, kiedy dojrzewają, kiedy nie wiedzą, jak działa ich ciało, jak rozmawiać o emocjach, wtedy nie szukają odpowiedzi w podręczniku. Szukają w internecie. I często znajdują najgorsze wzorce.

To nie szkoła seksualizuje dzieci. To internet to robi, kiedy zostawiamy dzieci bez wiedzy – mówi Rubik.

Edukacja zdrowotna to nie ideologia. To tarcza

To nie jest zamach na rodzinę. To pomoc dla rodziców, którzy sami nie wiedzą, jak o tym rozmawiać. To realne wsparcie w wychowaniu dzieci, które mają być zdrowe – psychicznie, fizycznie i emocjonalnie.

Reklama

Na koniec – apel od Rubik, który warto powtórzyć:

– Wrzesień to nie tylko początek szkoły. To także czas, kiedy możecie za darmo zaszczepić dzieci przeciwko HPV. Poczytajcie o tym. Nie bójcie się wiedzy. Bójcie się jej braku.

Polska edukacja zdrowotna nie jest zagrożeniem. Jest szansą.

Na lepsze zdrowie. Na bezpieczne dojrzewanie. Na dzieci, które wiedzą, jak się chronić – przed infekcją, depresją, przemocą i dezinformacją.

Nie zabierajmy im tej szansy tylko dlatego, że dorośli boją się słowa na „s”.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/09/2025 12:30
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    DSQ - niezalogowany 2025-09-15 14:47:04

    Bardzo manipulacyjny artykuł. Niestety w podstawie programowej są treści, które nie są kwestią zdrowia, tylko konkretnej ideologii i to jest problemem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mama - niezalogowany 2025-09-24 07:12:27

    Nie przedmiotu sie rodzice boja ale godzin. U nas w szkole jest na 7 rano. Sory o 6 trzeba budzic 11 letnie dziecko ktore i tak ledwo wstaje o 7. Zmeczone lekcjami i dodatkowymi zajeciami. Poza tym Cala rodzina musi godzine wczesniej wstac. Przedmiot fajny i potrzebny ale bezsensownie wprowadzony i zupelnie nieprzemyslany. Bezsens organizacyjny.wypisalismy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości