Nie jest głównym problemem bezwzględna liczba lekarzy na 10 tys. mieszkańców. Problem jest dużo trudniejszy, bo dotyczy alokacji lekarzy. To choroba Polska i międzynarodowa. Istotne jest, aby ją dobrze zdiagnozować. To problem systemowy - ocenił wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Wojciech Maksymowicz. Według niego, niezbędna jest strategia w zakresie kadr.
– Brakuje wyrazistej strategii. Często podawana jest informacje na temat ilości lekarzy na 10 tys. mieszkańców, według różnych źródeł jest to 24 lub 27 lekarzy na 10 tys. mieszkańców (...). Według Naczelnej Izby Lekarskiej jest 140 tys. zarejestrowanych lekarzy, czyli 37 na 10 tys. mieszkańców - mówił W. Maksymowicz, co jak ocenił jest zbliżone do poziomu w innych krajach europejskich.
Wiceminister wziął we wtorek udział w posiedzeniu podzespołu Rady Dialogu Społecznego ds. ochrony zdrowia na temat kształcenia medycznego.
Jak dodał, mówienie o zbyt małej liczbie lekarzy zrobiło się pewnym wytrychem, a na ministerstwo zdrowia i ministerstwo nauki wywierany jest nacisk, aby tworzyć nowe uczelnie medyczne, "bo mamy tragiczną sytuację, mamy za mało lekarzy".
- Nie jest głównym problemem ta bezwzględna liczba lekarzy na 10 tys. mieszkańców. Problem jest dużo trudniejszy bo dotyczy alokacji lekarzy. To choroba Polska i międzynarodowa. Istotne jest aby ją dobrze zdiagnozować. To problem systemowy - stwierdził wiceminister.
Jak mówił w porównaniu z rokiem akademickim 2014/15 w obecnym kształci się o ok. 2 tys. lekarzy więcej. Obecnie jest to 7,7 tys. studentów podległych MZ i 1,9 tys. podległych ministrowi nauki. - Obecnie zwiększanie liczby kształconych lekarzy nie jest niezbędne. Większy problem jest w alokacji - przekonywał.
W jego opinii, drugi obszar dotyczy pielęgniarek. Przyznał, że w tej sferze trochę się poprawiło, jednak to właśnie tu kształcenie powinno być większe. - Jeżeli chodzi o liczby bezwzględne, to większy problem jest w pielęgniarstwie, bo tu okres pracy zawodowej jest krótszy i łatwiejsze są decyzje o odejściu od zawodu - mówił.
Zwrócił uwagę, że jeżeli chodzi o emigrację zawodową lekarzy, to pojawia się fala odwrotna, którą można wykorzystać. - Poprawił się poziom wynagrodzeń i jakość życia, więc jest duże zainteresowanie w tym temacie - mówił. - Chcielibyśmy wzmocnić kierunek odwrotny. Nadal jeszcze będzie się u nas mniej zarabiało, ale też mniej płaciło za różne rzeczy. Moglibyśmy ściągnąć świetnych ludzi - dodał.
Jako nieakceptowalną określił sytuację, gdy w szpitalach powiatowych inwestuje się bardzo duże środki w budowę SOR-ów, które są potem niewykorzystane. Jak mówił interes społeczny i potrzeby są inne.
Zwrócił ponadto uwagę na kwestię podwyższania płacy lekarzy w szpitalach powiatowych, aby ściągnąć tam specjalistów i tworzenie kominów płacowych. - Pracodawcy mają problem. Wiadomo, że na płace powinno być więcej, ale jest rynek pracownika i jeżeli brakuje jakiegoś specjalisty, to trzeba go opłacić bardzo wysoko i powstają kominy. Tu powinna być nowa umowa społeczna. Coś na kształt ustawy kominowej, która była kiedyś - mówił. Jak dodał, np. w Wielkiej Brytanii do tej pory funkcjonuje mniej więcej 3,2 -krotność średniej krajowej dla lekarza. - Inaczej system się rozchodzi, pracodawcy konkurują ze sobą - ocenił.
BPO
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!