Czy po odejściu wiceministra Krzysztofa Łandy zmieni się koncepcja ministerstwa zdrowia dotycząca polityki lekowej i rynku farmaceutycznego w Polsce? Co dalej z nowelizacją ustawy refundacyjnej i innymi projektami ustaw, nad którymi pracował Łanda? Czy koncepcja wprowadzenia współpłacenia przetrwa zmiany personalne w MZ? Między innymi o tym rozmawiamy z wiceministrem zdrowia Markiem Tombarkiewiczem.
PZ: MZ przygotowało założenia do ustawy o jakości. Jak wyglądają prace nad tą ustawą? Czy nowe regulacje mają szansę zmniejszyć liczbę niepożądanych zdarzeń medycznych?
Marek Tombarkiewicz: Generalnie chodziło nam o to, jaki będzie odbiór tych założeń i czy taka ustawa jest potrzebna. Z dokumentów unijnych wynika, że jest niezwykle potrzebna. Przez kilka lat byłem wizytatorem Centrum Monitorowania Jakości. Zajmowałem się tym problemem również przy okazji dużego badania, które było robione dwa lata temu przez CMJ razem z Medycyną Praktyczną. Stąd dane 0 7 proc. zdarzeń medycznych w Polsce, co uświadamia wielu osobom, że to jest naprawdę duży problem. To oznacza, że co piętnasta osoba, która wchodzi do systemu opieki zdrowotnej, może doznać jakiegoś uszczerbku na zdrowiu. O tym się do tej pory nie mówiło. Problem jest, a personel medyczny chce do tego podchodzić w sposób systemowy, chce się we właściwy sposób przygotować do analizy. Tutaj na pewno ogromna rola szkoleń, w jaki sposób analizować te dane. Ale żeby je zanalizować, najpierw trzeba je raportować. No i tu jesteśmy na początku drogi, jaki system raportowania wybrać, bo systemy w różnych krajach są inne – od obligatoryjnych po dobrowolne, od raportowania wszystkiego po pewien katalog, który nigdy nie będzie katalogiem zamkniętym. Prowadzimy teraz bardzo gorącą dyskusję. Opieramy się na wynikach badań i będziemy się do tego przygotowywać, żeby zapisy ustawy były dobre i skuteczne. Ja jestem praktykiem i bardzo mi na tym zależy.
PZ: Przejął Pan już w całości nadzór nad polityką lekową w MZ. Co dalej z projektami, które wcześniej pilotował wiceminister Krzysztof Łanda? „Apteka dla aptekarza” została już uchwalona, ale jest jeszcze ustawa o wyrobach medycznych, nowelizacja ustawy refundacyjnej czy zmiany w Prawie farmaceutycznym. Czy będą jakieś zmiany w tych projektach?
Marek Tombarkiewicz: Ministerstwo Zdrowia jest organizacją. Nie może tu być indywidualności. Odpowiadamy za cały system. Ja przejąłem teraz pewne nowe obowiązki i dopiero wdrażam się w te projekty, które już od jakiegoś czasu są procedowane. Dlatego na przykład prace nad ustawą wprowadzającą ratunkowy dostęp do leków zostały trochę przesunięte, żeby lepiej się jeszcze zastanowić nad pewnymi rozwiązaniami. Po pierwszym czytaniu w Sejmie spłynęło dużo uwag, także ze strony firm farmaceutycznych i organizacji pacjenckich. Burzliwa dyskusja w Sejmie prawie całkowicie skupiła się wokół ellaOne, a nikt wtedy nie podjął dyskusji na temat innych regulacji, które znajdują się w projekcie. Dopiero po Komisji zaczęły spływać pisma ze strony wielu organizacji, że zapis umożliwiający ministrowi zdrowia wydawanie decyzji refundacyjnych na dowolny okres czasu, może być niedobry. Stąd decyzja o przesunięciu terminu procedowania tej nowelizacji. Teraz mamy czas na spotkania i na to, żeby się zastanowić czy faktycznie w nowelizacji są jakieś zagrożenia. Ja też muszę mieć trochę czasu, żeby w sposób odpowiedzialny się nad tym zastanowić. Nowelizacja ustawy refundacyjnej czy projekt dotyczący refundacji wyrobów medycznych to też jest coś, co mnie czeka. Nie można wykluczyć, że coś może się zmienić.
PZ: Czy podtrzymuje Pan deklarację o umożliwieniu publicznym szpitalom świadczenia usług komercyjnych? Czy w MZ trwają już prace nad zmianą odpowiednich przepisów?
Marek Tombarkiewicz: Ta zapowiedź wywołała olbrzymią i niczym nieuzasadnioną burzę, bo wystarczy się przyjrzeć zapisom Konstytucji, która w żaden sposób nie ogranicza woli pacjenta do decydowania o sobie, także o sposobie terapii. Wydaje się, że taka zmiana jest oczekiwana zarówno ze strony pacjentów, którzy chcieliby móc o sobie decydować chociażby w ten sposób właśnie bardzo praktyczny: chcę wybrać ten szpital i chcę być leczony przez tego konkretnego lekarza za swoje pieniądze, mimo że jestem ubezpieczony. Z drugiej strony mamy też głosy ze środowiska i ja jako były dyrektor szpitala uważam, że takie rozwiązanie powinno być dopuszczone. Oczywiście nikt z tego nie będzie robił reguły. Nie będzie to żaden wytrych, ani próba ominięcia systemu, bo takie głosy już się zaczynają pojawiać. To jest tylko danie możliwości realizacji zapisów konstytucyjnych, które dają pacjentom prawo decydowania o sobie.
PZ: A nie jest to kolejne ograniczenie dla prywatnych szpitali, które w większości nie wejdą do sieci, a teraz jeszcze publiczne placówki odbiorą im kolejny kawałek tortu, jakim jest komercyjne leczenie pacjentów?
Marek Tombarkiewicz: Nie jest tak. Wykluczone z sieci szpitale będą mogły startować w konkursach, które będą ogłaszane w trzecim kwartale. Znacząca większość, a być może nawet wszystkie znajdą tam swoje miejsce. Można byłoby się w tym kontekście również zastanowić dlaczego do tej pory była taka nierówność, że nzoz mógł pobierać pieniądze za leczenie, a spzoz nie mógł tego robić. W szpitalach publicznych jest olbrzymi niewykorzystany potencjał, gdzie są przewymiarowane szpitale, bloki operacyjne, które pracują po 4-6 godzi dziennie, a powinny pracować po 12-14 godzin. Nad tym się trzeba zastanowić. Postawą naszych działań jest pokazanie, że pacjent ma takie prawo, a drugim elementem jest fakt, że korzystanie z tego prawa nie może ograniczyć praw pacjentów, których leczenie jest finansowane ze środków publicznych. Rolą dyrektora szpitala jest takie ułożenie pracy, żeby to ze sobą nie kolidowało. Nie demonizowałbym tej zmiany.
Rozmawiała Aleksandra Smolińska
Foto: MZ
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!