Unia Europejska lubi przedstawiać się jako światowy lider w ochronie zdrowia i środowiska. Zakazujemy stosowania szkodliwych pestycydów, ograniczamy GMO, walczymy o bioróżnorodność. Ale jak pokazuje najnowszy raport – to tylko połowa prawdy. Druga połowa trafia każdego dnia na nasze stoły. Choć europejskie pola są wolne od wielu toksyn, nasze talerze już niekoniecznie. UE konsekwentnie importuje żywność z krajów, gdzie używanie zakazanych u nas pestycydów to norma. Sprowadzamy z zewnątrz to, czego sami nie możemy produkować – i udajemy, że problem nie istnieje
Jak wynika z raportu, blisko połowa pestycydów stosowanych w Ukrainie w 2023 r. to substancje zakazane w UE. 84 z nich są całkowicie niedopuszczone na europejskim rynku. Podobnie jest z importem soi z Brazylii czy rzepaku z Kanady – produkty te powstają z użyciem nie tylko zakazanych chemikaliów, ale też GMO odpornych na herbicydy. Co gorsza, trafiają one do pasz dla zwierząt, a więc – pośrednio – także do mięsa, mleka i jaj, które spożywamy.
System jest nieszczelny. Produkcja w krajach trzecich nie podlega unijnym regulacjom, a kontrole skupiają się jedynie na końcowym produkcie, nie na całym łańcuchu wytwarzania. Efekt? Toksyczny import ma się świetnie – i pozostaje legalny.
Problem dotyczy nie tylko pestycydów. Raport alarmuje także w sprawie braku oznaczeń dotyczących GMO w produktach pochodzenia zwierzęcego. Mięso, mleko, jaja – wszystko to może pochodzić od zwierząt karmionych paszą GMO, ale konsument nie znajdzie takiej informacji na etykiecie. To ukryta obecność modyfikowanej żywności w naszej codziennej diecie.
Według danych FAO, obecne systemy żywnościowe generują 12,7 biliona dolarów tzw. kosztów zewnętrznych rocznie – 73% z nich to konsekwencje zdrowotne, w dużej mierze wynikające z kontaktu z pestycydami i niezdrowych diet. Chemiczne rolnictwo niszczy nie tylko ludzi, ale i planetę: skażone wody, obumierająca gleba, wymierające owady zapylające. Wszystko to dzieje się z naszą wiedzą i – niestety – często za cichym przyzwoleniem polityków.
Autorzy raportu nie zostawiają złudzeń: jeśli UE nie zacznie wymagać od swoich partnerów handlowych tych samych standardów, które narzuca własnym rolnikom, ucierpi nie tylko zdrowie obywateli, ale też konkurencyjność europejskiego rolnictwa i wiarygodność unijnej polityki klimatycznej.
Rozwiązanie? „Mirror measures”, czyli lustrzane środki – uzależnienie dostępu do rynku UE od spełnienia identycznych norm środowiskowych, zdrowotnych i etycznych. Tak, jak wymagamy ich od siebie. Bo inaczej europejscy rolnicy będą przegrywać z tanim, toksycznym importem, a konsumenci – z niewiedzą, co naprawdę jedzą.
– Solidarność handlowa musi iść w parze z ochroną zdrowia obywateli oraz wsparciem dla zrównoważonego rolnictwa – mówi Ewa Świerkula, autorka raportu. – Bez jednolitych zasad Unia traci wiarygodność – i naraża własnych obywateli.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze