Na 10 maja zaplanowany został ogólnopolski protest Techników Farmaceutycznych RP. Technicy idą pod Sejm z postulatem „Trzy razy NIE”, sprzeciwiając się czekającej na podpis prezydenta ustawie „Apteka dla Aptekarza”, wygaszeniu kształcenia w zawodzie oraz ograniczeniu uprawnień zawodowych. O samym proteście techników oraz sytuacji tego zawodu w Polsce, rozmawiamy z wiceprezes Zarządu Głównego Anetą Klimczak.
PZ: Na 10 maja zaplanowany został ogólnopolski protest Techników Farmaceutycznych, z jakimi postulatami idziecie Państwo pod Sejm?
Aneta Klimczak: Hasłem przewodnim protestu jest postulat „Trzy razy NIE”. Nie zgadzamy się, by ograniczać nam uprawnienia w zakresie wydawania leków, poprzez wprowadzenie do ustawy refundacyjnej zmian w prawie farmaceutycznym. Takie działanie drastycznie ograniczy uprawnienia technika farmaceutycznego. Obecnie w paragrafie 91 prawa farmaceutycznego są określone czynności, jakie może wykonywać samodzielnie technik farmaceutyczny w aptece. Wprowadzając nowy zapis w ustawie, wprowadzi się substancje z wykazu A Farmakopei Polskiej, to zaś określi, które substancje technik będzie mógł wydać. Dochodzi do absurdów. Już teraz uwzględnione są substancje, takie jak heparyna czy nikotyna. Dojdzie do sytuacji, kiedy pacjent przyjdzie do apteki a technik nie będzie mu mógł wydać ogólnodostępnych i podstawowych preparatów. Przypuszczam, że kiedy reforma znajdzie umocowanie w prawie, lista będzie się powiększała. To prowadzi do sytuacji, że technik nie wyda z czasem wody utlenionej, bo nierozcieńczony perhydrol też jest substancją silnie działającą. W ten sposób, stosując jakieś kruczki prawne, ogranicza się uprawnienia technika. Pracownik taki stanie się zbędny.
PZ: Kolejnym Państwa postulatem jest utrzymanie kształcenia techników farmaceutycznych. Zgodnie z planami MEN w przyszłym roku szkolnym, nie będzie możliwości rozpoczęcia takiego kształcenia, dlaczego właściwie?
Aneta Klimczak: W aptece pracują dwie grupy zawodowe magister farmacji i technik farmaceutyczny. Nikt publicznie o tym nie mówi, ale wiadomo, że 3/4 personelu apteki to technicy. Osoby, które przychodzą do apteki stykają się właśnie z nimi, nie z magistrami farmacji. Okrojenie uprawnień, sprawi że technik nie będzie potrzebny. Druga ścieżka to wygaszanie zawodu. Podnoszona jest teza, iż jest to zawód nadwyżkowy. Ja nie bardzo wiem skąd taka informacja została uzyskana. W urzędach pracy nie ma zarejestrowanych techników farmaceutycznych poszukujących pracy, oni tą pracę znajdują od ręki. Jestem skłonna stwierdzić, że jest to zawód deficytowy, ale na pewno nie nadwyżkowy. To lobby Izb Aptekarskich z Naczelną Izbą na czele oraz wydziałów farmaceutycznych uczelni medycznych.
PZ: Jakie jest Państwa stanowisko wobec projektu „Apteka dla Aptekarza”, czekającego już na podpis prezydenta?
Aneta Klimczak: Podaje się nieprawdziwe informacje, że wszystkie zawody medyczne opowiedziały się za tym rozwiązaniem - to nie jest prawda, niestety nie. Technicy nie podpisują się pod tą reformą. Z nami nikt tego nawet nie omawiał. Konsultacje odbyły się z lekarzami, pielęgniarkami, ratownikami, natomiast ze środowiskiem techników nikt, niczego nie konsultował. O rozmowach dowiedzieliśmy się przypadkiem a i tak uznano, że nie warto nas o niczym informować.
PZ: Jakie konsekwencje zdaniem Państwa ustawa przyniesie dla samych pacjentów?
Aneta Klimczak: W dłużej perspektywie pacjenci zorientują się, co się stało. Farmaceuci za wszelka cenę chcą wyeliminować konkurencję, mając na uwadze tylko i wyłącznie swoje interesy. Dla nich pacjent jest nikim, chcą zaspokoić swoje ambicje. W perspektywie sieci zostaną wyeliminowane a warunki zaczną dyktować apteki należące do farmaceutów. Oczywiście wszystkiemu temu się zaprzecza, ale pacjenci przekonają się jak sytuacja będzie wyglądać. Znikną sieci, punkty apteczne, techników nie będzie. Planuje się utworzyć zawód pomocnika farmaceuty, to jest jedna wielka pomyłka. Środowisko farmaceutów jest bezwzględne, my będziemy bronić swoich interesów, swoich firm. Technicy są kierownikami punktów aptecznych, to jest największa bolączka izb. Wmawia się, że technik jest niesamodzielny, niekompetentny, tymczasem pacjentom nic złego się nie dzieje. Mam nadzieję, że uda nam się to zatrzymać.
PZ: Zainteresowanie wśród przedsiębiorców, by zatrudniać techników jest, a czy młodzi ludzie chcą się kształcić w tym zawodzie?
Aneta Klimczak: Chcą się kształcić. Znam zarzuty, że są to technicy po szkółkach niedzielnych, osoby niedouczane, dla mnie jest to totalna bzdura. Egzamin weryfikuje takie osoby, uczniowie dobrych szkół z powodzeniem go zdają. Osoba, która kończy szkołę, ale nie zda egzaminu nie wchodzi do zawodu. Nie rozumiem zarzutu, że są to ludzie bez matury - to wina systemu kształcenia, dawniej było to kształcenie pomaturalne. W tej chwili owszem jest to szkoła policealna, ale nie mniej jednak większość techników, są to osoby po studiach wyższych. Młode osoby kształcą się na studiach z zakresu chemii, biologii, biotechnologii, czyli w dziedzinach pokrewnych, jednak decydują się także na zdobycie uprawnień technika, bo tutaj z powodzeniem znajdują zatrudnienie.
PZ: Jaki problemy mają jeszcze technicy farmaceutyczni?
Aneta Klimczak: Zmiany w ustawodawstwie spowodowały, te technik musi odbyć dwuletni staż w aptece, pod opieką magistra farmacji. Ma umowę o pracę, ale nie może być zgłoszony do ewidencji personelu NFZ jako samodzielny pracownik. Klika lat temu obniżono także kwalifikacje techników farmaceutycznych, bo przedstawiciele władzy uznali, że technikom nie jest potrzebne tak szczegółowe kształcenie. Ramy programowe zostały okrojone, okazało, że technik może być niedouczony i to także wykorzystuje się także przeciwko nam.
Rozmawiała Anna Grela
Foto: NHS
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!