Szpitale otwierają przychodnie POZ, bo nie chcą, aby ich SOR-y były tak postrzegane. Problem w tym, że nie mają chętnych do pracy lekarzy rodzinnych. Dla nich medycyna rodzinna w szpitalu jest traktowana po macoszemu.
W Wielospecjalistycznym Szpitalu w Ostrowcu Świętokrzyskim ma powstać przychodnia podstawowej opieki zdrowotnej. Tak podało Radio Kielce. Z jego przekazu wynika, że ZOZ w Ostrowcu Świętokrzyskim, który jest szpitalem wielospecjalistycznym, chce stworzyć poradnię Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Dyrektor naczelny szpitala Tomasz Kopiec, cytowany przez rozgłośnię zauważa, że POZ realizowałby badania diagnostyczne i zapewniły poprawę opieki nad pacjentami.
Dyrektor ocenił bowiem, że inne poradnie POZ zlokalizowane na terenie miasta nie realizują swoich zadań. Poza tym, na korzyść szpitala przemawia fakt że jest w nim lepszy dostęp do sprzętów szpitalnych, które ułatwiłyby diagnostykę: tomografu, aparatu rentgenowskiego, rezonansu magnetycznego. Pomocą byłoby także szpitalne laboratorium diagnostyczne. POZ byłby też elementem promocji programu Ministerstwa Zdrowia Profilaktyka 40plus, który w ocenie dyrektora szpitala jest dobry, ale korzysta z niego za mało osób.
Eksperci oceniają, że to bardzo dobre rozwiązanie.
- Jest wyrazem perspektywicznego patrzenia dyrektora szpitala. Z naszych danych wynika, że w Polsce przy szpitalach działa już 100 poradni podstawowej opieki zdrowotnej. To, że kolejny chce uruchamiać takie usługi, świadczy, że szpitale dbają o opiekę koordynowaną, kompleksową nad danym pacjentem - wskazuje prof. Jarosław Fedorowski, szef Polskiej Federacji Szpitali.
Zdaniem szpitalników, takie rozwiązanie umożliwia, odciążenie szpitalnego oddziału ratunkowego, który pacjenci po godzinie 15.00 traktują niemal jak przychodnię. To jest też efekt niedostępności przychodni POZ, faktu że czasem ciężko się do nich dodzwonić, a gdy już pacjentowi się to uda, to okazuje się, że nie ma wolnych miejsc. Dyrektor Szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim wylicza, że tylko w ubiegłym roku z tego powodu SOR przyjął 21 tys. pacjentów i udzielił ponad 100 tys. porad.
Z informacji Radia Kielce wynika jednak, że nie ma dostatecznej liczby lekarzy, którzy mogliby pracować w przychodni. Jak dotąd aplikowało czterech internistów, którzy zaledwie w połowie realizowaliby przewidywane zapotrzebowanie w grafiku. Chętnych brakuje, bo nierzadko preferują oni pracę w małych przychodniach, często własnych. Co więcej, zarządzający szpitalami uważają, że właściciele przychodni POZ, podkupują nawet im internistów i pediatrów. Ci zaś, skuszeni wyższymi stawkami pracy za godzinę, możliwością opieki nad pacjentami bez konieczności dyżurowania w nocy, odchodzą z dużych podmiotów.
Równolegle w ostatnim czasie obserwowane jest zjawisko przejmowania przychodni przez szpitale. Skoro nie ma komu jej prowadzić w powiecie, to zajmuje się tym podmiot leczniczy. Ale sami lekarze rodzinni nie patrzą na to nazbyt przychylnym okiem.
- Lepsze jest takie rozwiązanie niż brak lekarza rodzinnego w ogóle w terenie. Niemniej prowadzenie POZ przez szpital jest wypaczeniem idei medycyny rodzinnej. Szpital zawsze będzie nastawiony na specjalistyczne leczenie, dlatego przychodnia rodzinna nie będzie miała w nim roli wiodącej – mówi Agnieszka Mastelarz-Migas, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej.
Z kolei prof. Jarosław Fedorowski uważa, że jest jedno rozwiązanie aby zachęcić lekarzy rodzinnych do pracy w szpitalach.
- Trzeba podnieść stawki. NFZ powinien lepiej wynagradzać szpitale leczące kompleksowo, koordynujące całościowo leczenie pacjentów. W konsekwencji przełożyłoby się to na wyższe wynagrodzenia dla lekarzy rodzinnych - mówi prof. Fedorowski.
Reklama
Dziś lekarz rodzinny może mieć pod opieką maksymalnie 2,5 tys. osób w przychodni. NFZ wynagradza go stawką kapitacyjną, płacąc przychodni co miesiąc stałą kwotę. Niezależnie od tego, czy pacjenci zapisani na listę w ramach grona 2,5 tys. osób, zgłoszą się do lekarza rodzinnego po pomoc, czy nie. Za każdego zapisanego przychodnia obecnie dostaje 191,88 zł Mnożąc tę kwotę przez liczbę 2,5 tys. pacjentów, wychodzi ok. 480 tys. zł rocznie.
Pieniędzmi można jednak mocno stymulować rynek.
Polecamy także:
Bezpieczeństwo energetyczne sektora ochrony zdrowia - czy jest się czego obawiać
Dramat w Konstancinie. Dla młodzieży po próbach samobójczych nie ma już miejsca
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze