Szpital w Lesku stoi przed widmem zamknięcia, a brak lekarzy i rosnące koszty wynagrodzeń personelu medycznego paraliżują jego działalność. Dyrektor Mirosław Leśniewski przekazał, że już w maju może dojść do ograniczenia pracy SOR, a od lipca placówka może przestać istnieć.
Pisaliśmy już o poważnych problemach finansowych szpitala w Lesku. Od 1 maja placówka zawiesiła działalność oddziału pediatrycznego. Powodem była nagła utrata personelu i brak możliwości zapewnienia dyżurów.
Jak przyznał w rozmowie z portalem wp.pl dyrektor szpitala Mirosław Leśniewski, „z dnia na dzień straciłem personel” i mimo prób nie udało się znaleźć nowych lekarzy. Oddział obsługiwał miesięcznie około 20–30 dzieci, jednak demografia i brak kadry przesądziły o tej decyzji.
Jeszcze poważniejszym problemem jest funkcjonowanie SOR-u. Dyrektor przyznaje, że w maju może zabraknąć obsady nawet przez 9 dni.
Nie zgłosili się. Jest długi weekend i zamiast pracować na SOR-ze, może wolą na majówkę pojechać – mówi wprost Mirosław Leśniewski.
Podkreśla, że bez działającego SOR-u kolejne oddziały mogą przestać funkcjonować, co tylko przyspieszy upadek całego szpitala.
Dyrektor nie ukrywa, że sytuacja jest krytyczna. Już teraz zapowiada możliwe zamknięcie placówki w lipcu.
To nie są czcze groźby – podkreśla Mirosław Leśniewski, który poinformował już o sytuacji starostę i przedstawił dokumenty pokazujące braki kadrowe.
Reklama
Jednym z powodów jest wejście od 1 lipca nowych przepisów o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, które jeszcze bardziej obciążą budżet szpitala.
Największym obciążeniem są wynagrodzenia personelu medycznego. Stawki lekarzy i anestezjologów przekraczają 200 zł za godzinę, co generuje ogromne koszty. Obecnie fundusz płac w szpitalu wynosi aż 108 proc. przychodów, co oznacza, że placówka wydaje więcej, niż zarabia.
Jak tłumaczy dyrektor, problem narasta od 2022 roku, gdy podniesiono ustawowo pensje, ale nie zwiększono kontraktu z NFZ. W efekcie szpital musiał się zadłużać.
Na chwile obecną zobowiązania Szpitala w Lesku sięgają 169 mln zł. Co miesiąc dług rośnie o około 1 mln zł, a roczna strata może wynieść nawet 18 mln zł. Dodatkowym obciążeniem są procesy sądowe, m.in. ze strony pielęgniarek, które domagają się wyrównania wynagrodzeń. Dyrektor nie ukrywa, że sytuacja finansowa jest dramatyczna, a większość oddziałów generuje straty.
Jednym z kluczowych problemów jest brak lekarzy w regionie. Szpital w Lesku znajduje się w trudnej lokalizacji, a kadra często musi dojeżdżać nawet 50–60 km. To powoduje, że lekarze dyktują warunki zatrudnienia.
Nie ma konkurencji, więc mogą ustalać takie stawki, jakie chcą – przyznaje Mirosław Leśniewski.
W efekcie szpital nie ma realnej możliwości obniżenia kosztów wynagrodzeń.
Wcześniej zamknięto także porodówkę, która była ostatnią w Bieszczadach. Jak wyjaśnia dyrektor, liczba porodów była niska – około 10 proc. wszystkich w powiecie.
Utrzymanie oddziału wymagało jednak stałej gotowości zespołu specjalistów, co generowało ogromne koszty.
Musielibyśmy mieć jakieś astronomiczne liczby porodów, żeby to dało się utrzymać – podkreśla.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze