Reklama

Stwardnienie rozsiane czy borelioza? Diagnoza, której pacjenci boją się najbardziej

Strach przed stwardnieniem rozsianym sprawia, że wielu pacjentów szuka innej odpowiedzi na swoje objawy. W przestrzeni publicznej od lat krąży teza, że SM bywa mylone z boreliozą, a neurologiczna diagnoza jest pochopna. Czy rzeczywiście te choroby można pomylić? I dlaczego uporczywe kwestionowanie rozpoznania może być groźniejsze niż sama choroba? O tym mówi prof. dr hab. n. med. Alicja Kalinowska, jedna z najwybitniejszych polskich specjalistek w dziedzinie neuroimmunologii.

Gdy objawy neurologiczne budzą niepokój

Drętwienia, zaburzenia widzenia, osłabienie kończyn, problemy z równowagą – objawy neurologiczne rzadko są jednoznaczne. To właśnie ich niespecyficzny charakter sprawia, że pacjenci – często pod wpływem internetowych narracji – zaczynają podejrzewać, że za ich dolegliwościami stoi nie stwardnienie rozsiane, lecz „coś innego”, najlepiej uleczalnego.

Jak tłumaczy prof. Alicja Kalinowska, porównywanie SM z boreliozą ma swoje źródło w tym, że obie choroby mogą dotyczyć ośrodkowego układu nerwowego, choć mechanizm ich powstawania jest zupełnie inny.

Reklama

Stwardnienie rozsiane to przewlekła autoimmunologiczna choroba ośrodkowego układu nerwowego, w której układ odpornościowy atakuje własne struktury mózgu i rdzenia kręgowego. Prowadzi to do zmian zapalnych i uszkodzenia mieliny, co daje bardzo różnorodne objawy neurologiczne – wyjaśnia profesor.

Borelioza to nie zawsze neuroborelioza

W debacie publicznej często zaciera się granica między boreliozą a jej neurologiczną postacią. Tymczasem, jak podkreśla prof. Kalinowska, nie są to pojęcia tożsame.

Borelioza jest chorobą infekcyjną wywoływaną przez krętki Borrelia i może zajmować różne narządy. Tylko u kilku procent pacjentów dochodzi do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego, czyli neuroboreliozy – mówi.

Reklama

To właśnie ten niewielki odsetek przypadków sprawia, że borelioza pojawia się w diagnostyce różnicowej stwardnienia rozsianego, zwłaszcza u pacjentów z pierwszym epizodem objawów neurologicznych. Ale na tym podobieństwa w zasadzie się kończą.

Diagnostyka, a nie domysły

Wbrew obiegowym opiniom, rozpoznanie SM nie opiera się wyłącznie na objawach. Kluczowe znaczenie mają badania obrazowe i laboratoryjne, które pozwalają bardzo precyzyjnie odróżnić proces autoimmunologiczny od infekcji.

Dysponujemy całym zestawem badań wykonywanych rutynowo u pacjentów z podejrzeniem stanu zapalnego w ośrodkowym układzie nerwowym – podkreśla prof. Kalinowska.

Reklama

Jednym z najważniejszych jest badanie płynu mózgowo-rdzeniowego. W stwardnieniu rozsianym liczba komórek w płynie jest niewielka, natomiast w infekcjach – takich jak borelioza – wyraźnie zwiększona.

Już to podstawowe badanie bardzo często pozwala nam ukierunkować dalszą diagnostykę. Jeżeli obraz płynu jest nietypowy dla SM, zawsze rozszerzamy diagnostykę o czynniki infekcyjne, w tym boreliozę – wyjaśnia.

Mity wokół badań na boreliozę

Jednym z największych problemów pozostaje nadinterpretacja wyników badań serologicznych i wykonywanie testów, które nie mają wartości diagnostycznej.

Reklama

Kryteria rozpoznania boreliozy są jasno określone i rekomendowane przez międzynarodowe towarzystwa naukowe. Opierają się wyłącznie na dwóch badaniach: ELISA oraz Western Blot – zaznacza profesor.

Obecność przeciwciał IgM i IgG musi być zawsze interpretowana w kontekście objawów i czasu ich trwania. Same wyniki nie stanowią diagnozy.

Zdarza się, że przeciwciała IgM utrzymują się miesiącami lub latami bez obecności IgG. To nie jest aktywna infekcja, lecz wynik fałszywie dodatni – tłumaczy prof. Kalinowska, dodając, że u pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi takie sytuacje nie należą do rzadkości.

Reklama

Biorezonans, PCR i inne fałszywe tropy

W swojej praktyce klinicznej profesor regularnie spotyka pacjentów, którzy – zanim trafili do neurologa – wykonali liczne badania na własną rękę.

Pacjenci przynoszą wyniki biorezonansu czy badań PCR, które absolutnie nie są zalecane w diagnostyce boreliozy. Do takich wyników bardzo trudno się odnieść klinicznie – mówi wprost.

Ostateczne rozpoznanie zawsze opiera się na całości obrazu: objawach, badaniu neurologicznym, rezonansie magnetycznym, badaniu płynu mózgowo-rdzeniowego i wiarygodnych testach serologicznych.

Reklama

Dlaczego pacjenci uciekają od diagnozy SM?

Zdaniem ekspertki przyczyny są przede wszystkim emocjonalne. Borelioza jawi się jako choroba, którą można „wyleczyć antybiotykiem”, natomiast stwardnienie rozsiane wciąż bywa postrzegane jako wyrok.

Tymczasem charakter SM diametralnie zmienił się w ostatnich kilkunastu latach – dzięki nowoczesnym terapiom i możliwości wczesnego rozpoznania – podkreśla prof. Kalinowska.

Dziś SM pozostaje chorobą przewlekłą i nieuleczalną, ale w większości przypadków możliwą do bardzo dobrej kontroli.

Największe zagrożenie: opóźnienie leczenia 

Najpoważniejsze konsekwencje niesie nie sama diagnoza, lecz jej kwestionowanie.

Reklama

Samodzielne podważanie rozpoznania może prowadzić do opóźnienia leczenia albo – co gorsza – do jego nieuzasadnionego odstawienia – ostrzega profesor. A to może skutkować trwałą niepełnosprawnością, której można było uniknąć.

Diagnostyka neurologiczna jest procesem złożonym i decyzje o zmianie rozpoznania zawsze zapadają zespołowo, nigdy na podstawie jednego badania czy internetowej porady.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/01/2026 15:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości