Już 1 lipca wejdzie w życie nowa lista refundacyjna, która przyniesie pacjentom dostęp do 25 nowych terapii – w tym 10 onkologicznych i 15 nieonkologicznych. Ministerstwo Zdrowia zaprezentowało projekt lipcowego obwieszczenia, zapowiadając jednocześnie głębokie zmiany w systemie finansowania leków. Resort chce walczyć z marnotrawstwem publicznych pieniędzy i uderzyć w monopole drogich leków oryginalnych.
Podczas czwartkowej konferencji prasowej wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk poinformowała nie tylko o debiucie nowych cząsteczek, ale też o podjęciu 156 decyzji o kontynuacji refundacji leków, które już znajdują się w systemie. Jak podkreśliła, resort przy konstruowaniu wykazów kieruje się przede wszystkim twardymi danymi epidemiologicznymi.
– Analizujemy pojawiające się w różnych obszarach choroby i jednocześnie dostępność leczenia. W ostatnim czasie obserwujemy znaczący wzrost zachorowań na raka płuca, również wśród młodych ludzi. Jest to związane m.in. z pojawieniem się na rynku nowych wyrobów tytoniowych – zaznaczyła wiceminister Kacperczyk.
W odpowiedzi na ten niepokojący trend, Ministerstwo Zdrowia zdecydowało o objęciu refundacją dwóch nowoczesnych leków: niwolumabu oraz durwalumabu. Decyzja ta odzwierciedla strategiczną zmianę filozofii leczenia nowotworów w Polsce. Resort stawia na wprowadzanie zaawansowanych terapii na wczesnym etapie choroby, a nie dopiero w momencie pojawienia się przerzutów. Według zapewnień ministerstwa, dzięki takiemu podejściu możliwe będzie całkowite wyleczenie pacjentów.
Wśród pozostałych nowości onkologicznych na liście pojawi się również cemiplimab (ripalimab), stosowany m.in. w leczeniu raka skóry. Dla porównania, na obecnej liście (obowiązującej od 1 kwietnia 2026 r.) znalazło się 16 nowych terapii.
Prezentacja nowego projektu stała się także pretekstem do otwarcia szerokiej debaty publicznej na temat racjonalizacji wydatków na tzw. listę „S”, czyli wykaz bezpłatnych leków dla seniorów. Zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i NFZ od dłuższego czasu alarmują, że Polska przepłaca za medykamenty, finansując w 100% drogie leki oryginalne w sytuacjach, gdy na rynku od dawna dostępne są ich tańsze, generyczne odpowiedniki.
Jesienią ubiegłego roku zapowiadano zmiany, które mogłyby przynieść budżetowi od 1,5 do 2 mld zł oszczędności. Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej MZ, zwrócił uwagę, że obecność wszystkich leków na wykazach sprawiła, iż przepisy z 2012 roku – mające wymuszać konkurencję cenową między producentami – od dekady pozostają w praktyce martwe. Resort przypomina: państwo refunduje pacjentom konkretne terapie i substancje czynne, a nie markowe produkty handlowe.
Wiceminister Kacperczyk twardo broniła stanowiska urzędników, wskazując na ogromną skalę wydatków: tylko w 2025 roku koszt programu bezpłatnych leków dla osób powyżej 65. roku życia przekroczył 3,4 mld zł, a łączne nakłady NFZ na refundację w tej grupie wiekowej sięgnęły astronomicznej kwoty ponad 9 mld zł. Dochodzą do tego straty generowane przez systemowe dysfunkcje, takie jak roczne recepty, które prowadzą do masowego gromadzenia i marnowania leków przez pacjentów.
Urzędnicy tłumaczą, że odzyskane z niefektywnego systemu pieniądze mają posłużyć zasypaniu nierówności społecznych. Obecnie część chorych jest pełnymi beneficjentami darmowych wykazów, podczas gdy inni muszą płacić w aptekach krocie, ponieważ ich leki nie są dotowane. Oszczędności mają pozwolić m.in. na objęcie refundacją apteczną wyczekiwanych terapii, np. w nietrzymaniu moczu, które pomyślnie przeszły testy skuteczności i czekają na finał negocjacji cenowych.
Mimo tych argumentów, zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia wywołują na rynku spore zaniepokojenie. Zmiany w programie darmowych leków – na którego liście znajduje się obecnie około 3,8 tys. pozycji (m.in. na nadciśnienie, cukrzycę, osteoporozę czy depresję) – budzą silny opór organizacji pacjenckich.
Podczas wtorkowej konferencji „Szczyt Zdrowie” Monika Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, nie kryła sceptycyzmu wobec planów resortu:
– Budzą obawy. Pacjenci zgłaszają się do lekarzy i proszą o recepty, bo chcą się zabezpieczyć – mówiła jednoznacznie Kaczmarek.
W jej ocenie wszelkie modyfikacje listy „S” muszą być wprowadzane z ogromną ostrożnością, by nie zniszczyć i tak nadwątlonego zaufania obywateli do systemu ochrony zdrowia oraz lekarzy.
– Pacjenci nie są, nie mogą być, pewni również tego, że odpowiedniki, jakie pozostaną na liście, będą im służyć – podsumowała prezes PSD, zaznaczając, że chorzy mają pełne prawo do niepokoju.
Program bezpłatnych leków dla seniorów działa w Polsce od 2016 roku, kiedy objął osoby powyżej 75. roku życia. W 2023 roku próg ten obniżono do 65 lat. Zapowiadana przez resort zdrowia rekonstrukcja tego systemu to początek trudnej i pełnej emocji dyskusji społecznej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze