Marek Gatz jest uznanym bydgoskim stomatologiem, ekspertem w zakresie implantologii. Skąd w jego życiu wzięło się pisanie książek? Kiedy zachorowałem na raka to zdałem sobie sprawę, że marzenia nie mogą czekać. Trzeba je spełniać, żeby być szczęśliwym. Przewartościowałem swoje życie i oprócz tego, że pracuję w gabinecie to tworzę kolejne publikacje trafiające m.in. do najmłodszych pacjentów – wyjaśnia dr Gatz.
Anna Ginał: Jak pan coś postanowi to nie ma zmiłuj.
Marek Gatz: Tak. Zdecydowałem, że przed pięćdziesiątką nauczę się jeździć konno. Oczywiście, że się nauczyłem. Jeśli chodzi o pisanie np. wierszy to próby podejmowałem już wcześniej, ale moja żona twardo stąpa po ziemi więc średnio to do niej przemawiało.
AG: Historia tej wyjątkowej twórczości bardzo ściśle wiąże się z medycyną.
MG: Robię regularnie badania profilaktyczne. To też takie moje ważne postanowienie. Zwykle na wiosnę przechodzę badania krwi, USG brzucha. Zauważyłem spadek poziomu hemoglobiny. Zadzwoniłem do kolegi, również lekarza, który poradził mi, żebym brał żelazo i powtórzył badania. Tak zrobiłem. Po trzech miesiącach niewiele się zmieniło. Zacząłem drążyć ten temat. Zrobiłem gastroskopię, która wyszła dobrze. Byłem też u hematologa. Usłyszałem, że takie wyniki mogą wskazywać na nowotwór. „Jaki nowotwór, co on gada” – myślałem. Czułem, że jestem trochę osłabiony, ale poza tym nie miałem dolegliwości. Kolejnym krokiem była kolonoskopia. Już w trakcie badania na monitorze dostrzegłem, że coś jest nie tak. Diagnoza była jasna: rak jelita grubego.
AG: Ten trudny czas podsumował pan krótko: pomogło mi to, że regularnie się badałem i to, że spotkałem dobrych ludzi na swojej drodze.
MG: Dokładnie. Pomógł mi mój pacjent, który jest chirurgiem onkologiem. Gdy byłem w trakcie chemioterapii to starałem się pracować. Nie mógłbym siedzieć w domu. Postanowiłem, że muszę spełniać swoje marzenia. Tu i teraz.
AG: Te marzenia to było tworzenie opowieści dla najmłodszych, pisanie, kreowanie.
MG: Najpierw były obawy typu „co ludzie powiedzą”. Szanowany stomatolog, z pozycją w zawodzie, a tu jakieś bajeczki. Pomógł mi kuzyn, który pracował w wydawnictwie i zajmował się składem do druku. Postawił na swoim, że na książeczkach ma być moje nazwisko. Gdy przyniosłem do gabinetu pierwsze egzemplarze - było szaleństwo. Okazało się, że książeczki bardzo się spodobały, także małym pacjentom. Później trafiły też do przedszkoli, a dziś wynajmuję magazyn bo cały skład nie mieści się już w domu.
AG: Kolejne egzemplarze to tylko kwestia czasu?
MG: Tak, chciałbym po prostu zostawić po sobie coś dobrego. Historia Myszki Molly ma pokazać, że zawsze w życiu warto być miłym, przyjacielskim, otwartym. To zwycięży wszystko. Nie mogło, co oczywiste, zabraknąć historii „Myszka Molly z przedszkolakami u dentysty”. W przygotowaniu mam dwadzieścia opowiadań, a na emeryturze może wrócę do pomysłu napisania książki sensacyjnej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Podziwiam i gratuluję pasji. Powodzenia Panie doktorze!
Fantastycznie ze udalo sie wyjsc poza role lekarza i stworzyc cos zupelnie w innym kierunku. Warto o tym mowic i pokazywac swoja postawa ze wszystko jest mozliwe , w kazdym momencie mozna zaczac rezalizowac swoja pasje
Podziwiam i gratuluję pasji. Powodzenia Panie doktorze!
Fantastycznie ze udalo sie wyjsc poza role lekarza i stworzyc cos zupelnie w innym kierunku. Warto o tym mowic i pokazywac swoja postawa ze wszystko jest mozliwe , w kazdym momencie mozna zaczac rezalizowac swoja pasje