Załogi szpitali powiatowych województwa śląskiego zaapelowały o pomoc. Mają za mało pieniędzy, by zbilansować budżety po wypłacie określonych w ustawie podwyżek dla pracowników. Postulaty przedstawiono na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego (WRDS).
Kilkadziesiąt osób, ze związkowymi banerami i tabliczkami z napisami: "Na co szpital ma się przydać, jak rząd na nic nie chce wydać" oraz "Powstanie taka parka – szpital i jedna pielęgniarka, a OIOMy na wzór comy" zebrało się przed urzędem wojewódzkim, gdzie zaplanowano posiedzenie WRDS. Briefing rozpoczęto zadęciem w róg sygnałowy, używany przez żeglarzy.
To jest ostatni sygnał, który statek daje w stanach ostatecznego zagrożenia bezpieczeństwa. To jest przekaz do społeczeństwa. Jesteśmy zgodni, jak widzicie są tu nie tylko dyrektorzy i prezesi, są pracownicy, są związki zawodowe. Szpitale zrzeszone w naszym związku mówią jednym głosem: zacznijcie rozmawiać z nami! Apelujemy też do społeczeństwa: niech nam pomoże – powiedział prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego Władysław Perchaluk.
Reklama
Dyrektorzy szpitali przytoczyli wyliczenia Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, z których wynika, że aby sfinansować wzrost płac w ochronie zdrowia, trzeba zwiększyć wyceny świadczeń o 22,4 proc. Szpitale zrzeszone w Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego zanotowały wzrost wyceny świadczeń ledwo na poziomie 4-8 proc.
Jesteśmy tu po to, żeby poprosić o pomoc, żeby o tę pomoc zawołać. Jesteśmy w sytuacji patowej – z jednej strony mamy nałożony ustawowo obowiązek podwyższenia wynagrodzeń, oczywiście absolutnie się z tym zgadzamy, ponieważ pracownicy szpitali i przychodni powinni być odpowiednio wynagradzani, z drugiej strony nie zabezpieczono środków na realizację tego obowiązku i to stawia szpitale, zwłaszcza powiatowe, w dramatycznej sytuacji – powiedział wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i prezes Szpitala Murcki w Katowicach Krzysztof Zaczek.
Reklama
Realnie szpitale związkowe otrzymały od kilku do kilkunastu procent tej podwyżki, ponieważ równocześnie zlikwidowano dotychczasowy strumień środków na wcześniejsze podwyżki wynagrodzeń. W efekcie średnio w Polsce – co potwierdza minister i NFZ – dla szpitali to jest 16 proc., czyli nie osiągnęliśmy tych 22,4 proc. - zaznaczają protestujący.
W tej chwili mówi się o tym, że szpitale, które otrzymały mniej niż 16 proc. dostaną wyrównanie do tych 16 proc. tylko do końca roku, co dalej – nie wiemy, nie potrafi odpowiedzieć także NFZ. Apelujemy o systemowe rozwiązanie problemu. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wojewódzkie oddziały NFZ dysponują określonym budżetem, że nie są w stanie nagle wyciągnąć dodatkowych pieniędzy i nam przekazać, ale jeżeli został przewidziany ustawowy obowiązek i powołana do tego instytucja fachowa dokonała pewnych wyliczeń, to przynajmniej to powinno być zrealizowane" – dodał Krzysztof Zaczek.
Reklama
Zdaniem senatora RP i dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie Wojciecha Koniecznego (Lewica – Polska Partia Socjalistyczna) rząd PiS chce taką polityką wymusić likwidację części łóżek szpitalnych.
To kolejna nieudana ustawa rządu PiS dotycząca podwyżek dla pracowników szpitali. Ustawa jest, natomiast akty wykonawcze przerzuciły odpowiedzialność za wypłatę tych wynagrodzeń na dyrektorów i prezesów szpitali, jednocześnie nie dając im pieniędzy. Jesteśmy w takim momencie, że albo nie wypłacimy pracownikom należnych im wzrostów wynagrodzeń albo szpitale popadają w długi i ich dalsze istnienie jest zagrożone. - podkreślił. O tym musi się dowiedzieć również wojewoda, ponieważ to on jest organem, który nadzoruje szpitale w danym województwie i to on będzie zatwierdzał likwidację oddziałów, szpitali i będzie musiał sankcjonować to, że nie będą się mieli nasi pacjenci gdzie leczyć. Dlatego tu jesteśmy i podnosimy ten krzyk – to cicha reforma, którą stosuje rząd PiS i która ma doprowadzić do tego, żeby po prostu łóżek szpitalnych było w Polsce mniej – oświadczył senator Konieczny.
Reklama
Sprawa podwyżki wynagrodzeń w szpitalach, od kilku miesięcy, wzbudza poważne zastrzeżenia. Środki były dosypywane już wielokrotnie. Wciąż jednak brakuje pieniędzy w mniejszych placówkach, a koszty z miesiąca na miesiąc rosną.
Autorka: Anna Gumułka, PAP
Polecane:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze