Wczoraj ratownicy medyczni spotkali się z wiceministrem zdrowia Markiem Tombarkiewiczem i wiceminister finansów Hanną Majszczyk. Rozmowa dotyczyła podwyżek i trwała zaledwie kwadrans. – Minister Tombarkiewicz obraził nas swoją propozycją – mówi w rozmowie z nami szef Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, Roman Badach-Rogowski.
PZ: Jak brzmi propozycja rządu dla ratowników medycznych?
Roman Badach-Rogowski: Minister Tombarkiewicz obraził nas swoją propozycją, chociaż tak naprawdę to była propozycja premier Beaty Szydło. Minister Tombarkiewicz tylko ją nam przekazał. Na wczorajszym spotkaniu była też wiceminister finansów Hanna Majszczyk. Ta propozycja brzmiała dla nas obrażająco. Chcieliśmy być traktowani przynajmniej tak samo jak pielęgniarki i położne.
PZ: Jakie podwyżki zaproponował ratownikom wiceminister Tombarkiewicz?
Roman Badach-Rogowski: Ta propozycja, to od lipca 400 zł podwyżki brutto brutto, czyli na rękę około 230 zł i za rok w lipcu kolejne 400 zł i na tym koniec. Przypominam, że pielęgniarki dostały kwotę 4 razy 400 zł. Taka propozycja jest dla nas nie do przyjęcia, bo my w karetkach nie wykonujemy połowy z tych obowiązków, które mają pielęgniarki, tylko wręcz odwrotnie. Do niedawna mieliśmy znacznie większe uprawnienia niż pielęgniarki i dostawaliśmy znacznie niższe wynagrodzenia. Teraz te uprawnienia nam zrównano, ale fizycznie i tak pracujemy więcej.
PZ: Może to jeszcze kwota do negocjacji? Jak długo trwała wczorajsza dyskusja z rządem?
Roman Badach-Rogowski: Spotkanie trwało niecałe 15 min. Po tym, jak usłyszeliśmy, że jest to ostateczna propozycja rządu, wyszliśmy ze spotkania. Szykujemy się do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej bo nie ma innego wyjścia. W środowisku wrze. Ludzie są wściekli, bo gdzie tu prawo i gdzie sprawiedliwość, gdzie tu dobra zmiana. Sprawiedliwości nie ma żadnej, a jeśli prawo to chyba tylko silniejszego. Jak jest grupa 300 tys. osób, to się jej ulega, jak jest grupa 10 tys. osób, to się ją lekceważy.
PZ: W takim razie kiedy protest?
Roman Badach-Rogowski: Akcję protestacyjna planujemy rozpocząć w maju, ale teraz jeszcze nie podam dokładnego terminu, bo musimy się spotkać i porozmawiać. Problem jest taki, że wszyscy związkowcy ze Związku Ratowników Medycznych, to są czynni zawodowo ratownicy medyczni, którzy pracują. Przez to trudno jest nam się fizycznie spotkać. Musimy wspólnie ustalić cały front działań. Na pewno nie będzie to coś jednorazowego i coś małego. Na pewno akcja protestacyjna musi objąć swoim zasięgiem cały kraj, musi być zsynchronizowana i widoczna dla pacjentów.
PZ: Co jeśli rząd mimo wszystko nie spełni postulatów ratowników medycznych?
Roman Badach-Rogowski: W takiej sytuacji, jaką mamy obecnie za chwile zabraknie w Polsce ratowników medycznych. Część szuka innej pracy, część wyjeżdża za granicę, a ci którzy zostają pracują niewyobrażalna liczbę godzin i kiedyś niestety nastąpi wypalenie zawodowe, a część z nas po prostu zginie na posterunku. Ratownicy medyczni to najmłodsza grupa zawodowa, gdzie średnia wieku jest niższa niż w przypadku pielęgniarek czy lekarzy. Dlatego jeszcze można nas wyzyskiwać jak niewolników na plantacji.
PZ: Minister Tombarkiewicz do tej pory chyba odnosił się do Waszych postulatów z dużym zrozumieniem?
Roman Badach-Rogowski: Wydaje się nam, że minister Tombarkiewicz rozumie nasze postulaty i chciałby nam pomóc, ale nie może. W końcu jest w tym rządzie. Ale jeśli sam mówił o sprawiedliwości i o tym, że podwyżki nam się należą, tak jak pielęgniarkom, to na jego miejscu złożyłbym dymisję, po takiej propozycji. Musimy powiedzieć sobie głośno o jednej rzeczy. Ratowników medycznych jest mniej więcej 5 proc. w porównaniu z liczbą pielęgniarek i położnych. Jeżeli chodzi o kwoty podwyżek dla pielęgniarek, to one idą w miliardy. Tymczasem ratownikom zaproponowano w tym roku 40 mln zł, w przyszłym 80 mln zł i to jest koniec. Wczoraj czuliśmy się jak po ciężkim bokserskim knockdownie.
Rozmawiała Aleksandra Smolińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!