Intensywna terapia noworodków to medycyna w jej najbardziej wymagającym wydaniu. Tu każda decyzja podejmowana jest w ułamku sekundy, a każdy oddech może decydować o życiu. To także codzienne balansowanie między nadzieją a dramatem rodzin najmłodszych pacjentów. Jak wygląda praca na oddziale neonatologicznym, dlaczego model leczenia ma kluczowe znaczenie i jakie systemowe braki wciąż utrudniają ratowanie życia? O tym w rozmowie z PolitykaZdrowotna.com mówi prof. dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, dyrektor Instytutu „Centrum Zdrowia Matki Polki” w Łodzi.
Prof. dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska: Nie wiedziałam na początku, co będę robić. Moja droga do neonatologii była trochę przypadkowa – spotkałam ludzi, którzy mnie ukierunkowali. Zaczynałam od intensywnej terapii dziecięcej, później noworodków i bardzo szybko okazało się, że to jest to miejsce, w którym się odnalazłam. To nie jest łatwa praca, ale daje ogromną satysfakcję.
I.M.: Kontakty z rodzicami ciężko chorych dzieci są bardzo trudne. Najbardziej zapamiętuje się oczywiście momenty, kiedy dziecko wychodzi zdrowe. Ale zdarzało się też, że rodzice po śmierci dziecka przychodzili podziękować. To pokazuje, jak ważna jest nasza praca i jak jest odbierana.
ReklamaDzieci same w sobie są niezwykle optymistyczne. Nawet przy poważnych problemach zdrowotnych większość z nich bardzo dobrze ocenia swój stan. To też daje ogromną siłę i motywację do pracy.
I.M.: Kluczowy jest model organizacyjny. Od początku założeniem było połączenie ginekologii i położnictwa z wielospecjalistycznym ośrodkiem pediatrycznym. Dzięki temu dziecko rodzi się u nas i od razu ma dostęp do pełnego zaplecza – chirurgii, kardiochirurgii, neurochirurgii czy okulistyki dziecięcej. To eliminuje konieczność transportu noworodków, który jest dużym ryzykiem. Badania pokazują, że transport zwiększa nie tylko chorobowość, ale również śmiertelność dzieci. U nas leczenie odbywa się w jednym miejscu, co ma ogromne znaczenie.
Reklama
I.M.: To jest terapia ostateczna, stosowana wtedy, kiedy inne metody zawiodły. W neonatologii najczęściej zastępujemy funkcję płuc, a czasem również serca, przejmując ich rolę poza organizmem dziecka. Daje to czas na regenerację organizmu i w wielu przypadkach ratuje życie. Natomiast dużym wyzwaniem jest brak możliwości transportu pacjentów na ECMO. W wielu krajach europejskich to standard, łącznie z transportem lotniczym. U nas wciąż tego brakuje, choć jest to bardzo potrzebne.
I.M.: To bardzo dynamicznie rozwijająca się dziedzina. Wchodzą nowe technologie, które pozwalają lepiej monitorować i dostosowywać leczenie. Przykładem jest elektryczna tomografia impedancyjna płuc (EIT), która umożliwia bieżącą ocenę wentylacji i szybką reakcję lekarza.
ReklamaTo w praktyce oznacza personalizację leczenia – możemy dostosować terapię do konkretnego dziecka w czasie rzeczywistym.
Równolegle rozwijamy modele opieki skoncentrowane na rozwoju noworodka, takie jak NIDCAP. To podejście polega na bardzo uważnej obserwacji dziecka i dostosowaniu opieki do jego indywidualnych potrzeb – ograniczaniu bodźców, wspieraniu snu i rozwoju oraz budowaniu relacji z rodzicami. Szkolimy personel i przygotowujemy się do uzyskania certyfikacji w tym zakresie. Z perspektywy codziennej pracy równie ważny jak technologie jest zespół. To od jego kompetencji, zaangażowania i współpracy zależy skuteczność leczenia. Widzę, jak zespół się rozwija i jak kontynuuje tę pracę. To daje poczucie, że to wszystko ma sens i będzie trwało dalej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze