W Polsce łatwo zostać uzależnionym – i to legalnie. Nie trzeba chodzić po szemranych dzielnicach. Wystarczy kilka wizyt lekarskich, trochę wiedzy i determinacji. Recepty? Wydawane bez większych problemów. Opioidy, benzodiazepiny, marihuana medyczna – wszystko dostępne legalnie, a często bez rzeczywistego nadzoru. I właśnie ten temat – dramat uzależnienia i źródła systemowych nadużyć – podejmuje w rozmowie z WO psychiatra, specjalista leczenia uzależnień, dr n. med. Gniewko Więckiewicz.
W mediach coraz częściej pojawiają się historie pacjentów uzależnionych od leków dostępnych wyłącznie na receptę. W tle często wybrzmiewa pytanie: czy lekarze wypisują te leki zbyt łatwo?
– Jeśli chodzi o masowe, niekontrolowane wypisywanie opioidów przez lekarzy, to nie mamy z tym do czynienia. Takie przypadki się zdarzają, jak w każdej profesji, ale nie są regułą – uspokaja dr Więckiewicz, w rozmowie z Wysokimi Obcasami.
Zaznacza jednak, że niekiedy to nie lekarz jest problemem, a pacjent – dobrze poinformowany, potrafiący obejść procedury, krążący między przychodniami. System do niedawna tego nie widział.
– W jednej z poradni koleżanka zorientowała się, że inny lekarz wypisuje zbyt dużo silnych leków. Mieliśmy dostęp do dokumentacji pacjentów, więc było to możliwe. Ale co, jeśli ktoś chodzi do pięciu innych miejsc?
Od dwóch lat działa w Polsce system, który umożliwia lekarzowi sprawdzenie, czy pacjent nie otrzymał już wcześniej podobnych leków od innych specjalistów. Problem w tym, że działa… różnie.
– Trzeba dostać od pacjenta specjalny kod, system bywa zawodny, zdarza się, że wyświetla komunikat o błędzie. Do tego dochodzi bariera technologiczna – wielu starszych lekarzy po prostu nie potrafi się nim sprawnie posługiwać. Sam mam 33 lata i przyznam: to nie jest intuicyjne narzędzie.
Reklama
W efekcie lekarze, nawet jeśli chcą postępować zgodnie z prawem, czasem są przez system wystawiani do wiatru. A pacjenci – szczególnie ci uzależnieni i zdeterminowani – potrafią to wykorzystać.
– Opioidy oszukują mózg. Wchodzą w miejsce naturalnych endorfin, przez co organizm przestaje je produkować. W pewnym momencie człowiek nie może już normalnie funkcjonować bez dawki – i właśnie wtedy mamy do czynienia z uzależnieniem.
Dr Więckiewicz przypomina, że opioidy to nie tylko morfina i fentanyl. To także oksykodon – półsyntetyczny lek przeciwbólowy, który działa euforyzująco i uspokajająco, a przy tym uzależnia wyjątkowo szybko. A także benzodiazepiny – leki przeciwlękowe i nasenne, które pacjenci często biorą latami, bez nadzoru i bez próby ich odstawienia.
– Mózg się rozleniwia. Tolerancja rośnie. A potem zaczyna się spirala, z której trudno wyjść. Spotykałem pacjentów przyjmujących takie leki w ilościach zagrażających życiu.
Innym problemem, o którym mówi psychiatra, jest medyczna marihuana. Z założenia – środek dla pacjentów z padaczką, schorzeniami onkologicznymi, bólem przewlekłym. W praktyce? Często nadużywana.
– Zgłaszają się do mnie pacjenci, którzy absolutnie nie powinni jej stosować, a mają na nią receptę. Wystarczy znać odpowiednie objawy i lekarz – działając zgodnie z przepisami – nie ma podstaw, by odmówić. A przecież THC może wywołać zaburzenia psychotyczne. U niektórych pacjentów to wręcz prosta droga do hospitalizacji.
Reklama
Nie sposób nie wspomnieć o tzw. receptomatach – czyli szybkich konsultacjach online, które miały ułatwiać życie pacjentom, a stały się furtką do systemowych nadużyć.
– Wciąż można dostać przez internet receptę na fentanyl – wystarczy zapłacić i znać schemat. To musi się zmienić. Postępowania toczą się wobec kilkudziesięciu lekarzy, ale to kropla w morzu.
Jeszcze groźniejszy jest czarny rynek – leki w paczkomatach, sprowadzane z Azji, często nielegalne, niewiadomego pochodzenia.
– Nie musi boleć. Cierpienie nie uszlachetnia.
Reklama
Te słowa dr Więckiewicza padają, gdy opowiada historię pacjenta z glejakiem mózgu, który nie mógł spać ani jeść, a mimo to – przez strach przed uzależnieniem – przez długi czas nie otrzymywał potrzebnych leków.
W Polsce, jak mówi psychiatra, mamy do czynienia z opioidofobią – lękiem lekarzy przed przepisywaniem leków, które przecież w konkretnych przypadkach są nie tylko uzasadnione, ale wręcz niezbędne.
– Leczymy ból zbyt rzadko. A pacjenci cierpią. I to zupełnie niepotrzebnie.
Już jako student medycyny słyszał, że uzależnienie to „choroba braku miłości”. Dziś, po latach pracy z osobami uzależnionymi, mówi, że widzi w tym stwierdzeniu więcej prawdy niż kiedykolwiek.
– Chodzi nie tylko o brak czułości. Ale o dysfunkcyjne relacje – nadmierną kontrolę, brak uwagi, skupienie rodzica na sobie, a nie na dziecku. Czasem rodzice naprawdę nie zawinili. Ale system zawiódł. Społeczeństwo zawiodło. Człowiek został sam.
To nie zawsze wina lekarza, nie zawsze wina rodziny. Czasem to po prostu splot okoliczności, podatność biologiczna, brak edukacji, zła diagnoza. A przede wszystkim – brak wsparcia na czas.
Na koniec pada coś, czego bardzo potrzeba w dyskusji o uzależnieniach:
– Wiele historii kończy się dobrze. Uzależnienie to choroba przewlekła, nawrotowa. Ale możliwa do opanowania. Można z nią żyć. Można wrócić do normalności. Czasem potrzeba terapii. Czasem zmiany w rodzinie. Czasem jednego lekarza, który potraktuje pacjenta poważnie. Jest nadzieja. Zawsze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze