W dyskusji nie chodziło o definicje, tylko o dobro dzieci. O to, czy państwo potrafi je realnie chronić przed skutkami decyzji dorosłych. Podczas posiedzenia podkomisji ds. zdrowia publicznego o FASD - płodowym spektrum zaburzeń alkoholowych. Padły konkretne deklaracje i pytania bez wygodnych odpowiedzi. Stawką jest prosty fakt: FASD w Polsce można wyeliminować prewencyjnie, jeśli system połączy profilaktykę, wczesny przesiew i koordynację terapii.
FASD to nie jest fatum. To skutek ekspozycji na alkohol w ciąży.
To zjawisko, któremu moglibyśmy zapobiegać. Ono by nie wystąpiło, gdyby nie ekspozycja na alkohol w ciąży – mówił Kuba Sękowski, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego w MZ.
Z tej prostoty wynika zobowiązanie: ograniczyć dostępność alkoholu tak, by profilaktyka nie kończyła się na kampanii. Przewodnicząca posiedzenia podkreślała, że im mniej alkoholu w przestrzeni publicznej i im bardziej ograniczona jego dostępność, tym lepiej, wskazując na narzędzia dla samorządów i realne ograniczenia sprzedaży nocnej. Tu narracja systemowa zderza się z codziennością: jeśli dorosłym łatwo kupić alkohol, dzieci w końcu zapłacą za to cenę.
Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU) ogłosiło aktualizację standardów diagnostycznych.
To ważny krok, bo terapia musi wynikać z właściwej, możliwie wczesnej diagnozy. Diagnoza powinna nastąpić do 5. roku życia” – mówiła Katarzyna Łukowska, zastępczyni dyrektora KCPU.
Na papierze brzmi to klarownie, w praktyce rodziny wciąż krążą między poradniami z rozpoznaniami „zastępczymi”. Z sali padł przykład mylącego kodowania: F84 zamiast Q86.0. Za każdym takim kodem stoi dziecko, które nie trafia na właściwą ścieżkę diagnostyki i leczenia. Sękowski dopowiedział:
Bez postawionej na początku właściwej diagnozy idziemy w leczenie objawowe (…) w rozproszeniu.
Na posiedzeniu wrócił postulat sieci ośrodków referencyjnych, minimum po jednym w każdym województwie, z zespołem wielodyscyplinarnym i rolą koordynatora.
Patrzmy na to jak na ośrodki referencyjne albo centra doskonałości, które promieniują wiedzą, a nie miejsca stygmatyzujące” – akcentował Sękowski.
Chodzi o realną koordynację: od rozpoznania, przez rehabilitację, po wsparcie w szkole. Bo w obecnym modelu to rodzic czy opiekun jest menedżerem terapii, a to system ma dźwigać ciężar organizacyjny, nie rodzina.
Wprowadźmy test przesiewowy ryzyka używania alkoholu w ciąży do standardu opieki okołoporodowej – apelowała posłanka Monika Rosa.
To brzmi technicznie, a dotyczy najważniejszej sprawy: rozmowy z kobietą we właściwym momencie, zanim dojdzie do szkody. Organizacje społeczne dodawały, że pytanie o spożycie alkoholu w ciąży musi być elementem rutynowego wywiadu.
Podejście pragmatyczne wskazuje położne i pielęgniarki, jako osoby, które mają kompetencje i zaufanie pacjentek. Wykorzystanie ich roli w edukacji profilaktycznej i okołoporodowej to najszybsza droga, by przesiew stał się standardem, a nie projektem.
Wiedza nie czyni zachowań (…) jeśli warunki sprzyjają piciu, zmiana nie nastąpi – przypomniał Sękowski.
Dlatego sama informacja o szkodliwości alkoholu w ciąży nie wystarczy, jeśli otoczenie premiuje zakup i konsumpcję. Z obrad wynika czytelny kierunek: ujednolicone, widoczne ostrzeżenia na alkoholu, narzędzia dla samorządów do ograniczania godzin sprzedaży, polityka ograniczania widoczności i reklamy. I wskazano jeszcze program międzyresortowy argumentując, że szkoła, służba zdrowie i rodzina pracują tutaj na wspólny rezultat. Dla dziecka liczy się efekt, nie resortowe granice.
W przyszłym roku planujemy całoroczną kampanię z jednoznacznym hasłem: ‘W ciąży całkowita abstynencja’ oraz szkolenia zespołów diagnostycznych – zapowiedziała Łukowska.
To dobry początek, jeśli kampania będzie ściśle spięta z praktyką: przesiewem w ciąży, jasną ścieżką diagnostyczną i dostępną rehabilitacją. Bo dla rodziców liczy się nie grafika w spocie, tylko to, czy następnego dnia w POZ ktoś przeprowadzi z nimi rozmowę i zaproponuje konkretne wsparcie.
Na sali wybrzmiało zdanie, które zostaje dłużej niż paragrafy: normalizacja picia zaczyna się wcześnie. Jeśli dorośli celebrują każdą okazję alkoholem, dzieci uczą się wzoru, który trudno potem odwrócić. W przypadku FASD efekty są nieodwracalne, a odpowiedzialność spada na najmniej winnych. Właśnie dlatego ten temat nie jest medialnym sporem o ograniczenia, tylko testem empatii i dojrzałości. Mniej dostępnego alkoholu to mniej cierpienia dzieci.
Z posiedzenia płynie jasny wniosek. Aktualizacja standardów diagnostycznych jest faktem. Teraz potrzeba szybkiej implementacji, włączenia przesiewu w ciąży do standardu opieki okołoporodowej, uruchomienia ośrodków referencyjnych z rolą koordynatora oraz decyzji legislacyjnych ograniczających dostępność alkoholu. Ta układanka złoży się w obraz dopiero wtedy, gdy w centrum ustawimy dziecko. Jeśli system o tym zapomni, rozmowa o FASD pozostanie debatą o dorosłych, a nie o tych, którzy najbardziej cierpią.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze