W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie wybuchła tzw. „afera tkankowa”, która zakończyła się dyscyplinarnym zwolnieniem prof. Tomasza Żarnowskiego. Dyrekcja zarzuca okuliście nieuprawnione wykorzystanie błon owodniowych z Banku Tkanek Oka podczas konferencji Cornea Academy, jednak lekarz nie zgadza się z tymi oskarżeniami i w rozmowie z portalem PolitykaZdrowotna.com, szczegółowo przedstawia swoją wersję wydarzeń.
Prof. Tomasz Żarnowski został zwolniony dyscyplinarnie po tym, jak władze Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie uznały, że doszło do nieuprawnionego pobrania i wykorzystania 20 błon owodniowych z Banku Tkanek Oka podczas konferencji Cornea Academy.
Według dyrekcji miało to nastąpić bez zgody placówki i narazić ją na straty finansowe, jednak lekarz nie zgadza się z tą oceną i skierował sprawę do sądu pracy. W rozmowie z naszym portalem stanowczo podkreśla, że jego rola ograniczała się wyłącznie do zgłoszenia zapotrzebowania na materiał dydaktyczny, natomiast cały proces wydania i transportu błon odbywał się po stronie Banku Tkanek Oka. Jak zaznacza, to pracownicy banku – działając pod kierunkiem jego dyrektora – dostarczyli materiał na miejsce szkolenia, a on sam „nie widział tej błony, ani jej nie dotykał”.
Jednocześnie ocenia, że postawione wobec niego zarzuty są bezpodstawne i – jak sugeruje – mogły zostać stworzone sztucznie, ponieważ „nie było na niego żadnych ‘haków’”.
PolitykaZdrowotna.com: Jak wyglądał – krok po kroku – proces przekazania błon owodniowych na konferencję Cornea Academy i kto faktycznie podejmował decyzję w tej sprawie?
Prof. Tomasz Żarnowski: Jako organizator poprosiłem o udostępnienie błon z banku tkanek i zostały one udostępnione. Nie przekazano ich jednak mnie osobiście – pracownicy banku pod kierunkiem dyrektora banku, docenta Tomasza Chorągiewicza, osobiście przynieśli błonę owodniową. Ja tej błony nie widziałem, ani jej nie dotykałem. Faktem jest natomiast, że na potrzeby kursu, czyli części wykładowej, dużo wcześniej zgłoszono zapotrzebowanie – wskazano, że potrzebne są błony owodniowe w liczbie dwudziestu, gorszej jakości, do celów dydaktycznych. Takie właśnie przyniesiono z banku tkanek.
Reklama
PZ: Dlaczego, Pana zdaniem, doszło do dyscyplinarnego zwolnienia, skoro – jak Pan podkreśla – „Moja wina jest zerowa” i działania były akceptowane przez osoby odpowiedzialne za Bank Tkanek Oka?
T.Ż.: To są tylko moje dywagacje. Nie wiem, czy mogę je teraz przedstawiać, ponieważ – według mojego prawnika – powinniśmy się teraz skupić na przywróceniu mnie do pracy, a na dywagacje przyjdzie czas później, być może na etapie prokuratorskim. Moim zdaniem potrzebne było moje stanowisko, a ponieważ nie było na mnie żadnych „haków”, trzeba było przedstawić fałszywe zarzuty.
Reklama
PZ: Kto Pana zdaniem na tym skorzystał?
T.Ż.: Nie chcę formułować takich stwierdzeń wprost, żeby później nie być ściganym za słowa. Nie wiem też, czemu miałoby to służyć. Z pozwu przygotowanego przez mojego prawnika wynika, że to zwolnienie jest bezpodstawne – dyscyplinarne zwolnienie w tej formie jest całkowicie bez sensu. Przy stawianiu tak poważnych zarzutów nie towarzyszyły temu żadne działania, takie jak wezwanie policji czy zawiadomienie organów ścigania. To jest zupełnie nielogiczne.
Są natomiast skutki tej sytuacji dla pacjentów i niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa, będziemy wnioskować o sankcję dyscyplinarną. Sprawą interesuje się prokurator, ale nie w kontekście mojej osoby, tylko osób, które doprowadziły do tej sytuacji. Mój adwokat Rafał Choroszyński uważa, że to zwolnienie jest tak absurdalne, że wykorzysta je do nauczania swoich studentów, jak nie traktować pracownikow, a nawet chce bronić mnie za darmo. Najpierw jednak powinienem wygrać w sądzie pracy – wtedy prokuratura sama się tym zajmie. Jeśli okaże się, że postawiono mi fałszywe zarzuty, będą tego konsekwencje, ponieważ nie można bezkarnie stawiać komuś takich zarzutów – grożą za to sankcje personalne.
Reklama
PZ: Jak ta sytuacja wpłynęła na Pana pracę jako lekarza i nauczyciela akademickiego oraz jakie ma Pan oczekiwania wobec sądu w kontekście dalszego przebiegu sprawy?
T.Ż.: Zostałem odsunięty od pracy w szpitalu, co oznacza, że nie mogę badać pacjentów ani operować. Wywołuje to duże cierpienia moje i mojej rodziny, ale także pacjentów, którzy nie otrzymają odpowiedniej ekspertyzy na odpowiednim poziomie. Ci pacjenci byli wcześniej umówieni z dużym wyprzedzeniem na wizyty. Są to pacjenci z całej Polski, którzy zostali albo odesłani, albo trafili do nowego ordynatora, który nie posiada odpowiednich kwalifikacji. Moim zdaniem stanowi to poważne narażenie zdrowia pacjentów i wkrótce będzie się to odbijało w formie skarg ze strony tych osób.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Prawnik nie chce pieniędzy to raczej sprawa przegrana…..
Prawnik nie chce pieniędzy to raczej sprawa przegrana…..