Wirusolog prof. Tomasz Dzieciątkowski ostrzega, że mimo doświadczeń z pandemią COVID-19, świat nie jest dobrze przygotowany na przyszłą epidemię. Jego zdaniem, prędzej czy później nadejdzie kolejny kryzys zdrowotny, a odpowiednie przygotowania wciąż pozostawiają wiele do życzenia.
Prof. Tomasz Dzieciątkowski zaznacza, że mimo pięciu lat doświadczeń z pandemią, decyzje dotyczące zdrowia publicznego wciąż są uzależnione od politycznych i gospodarczych czynników, a nie wyłącznie od badań naukowych.
Ekspert przypomniał, że specjaliści już wcześniej ostrzegali przed ryzykiem epidemii i przygotowaniem odpowiednich procedur. Niestety, w praktyce decyzje są podejmowane z uwzględnieniem polityki i interesów społecznych, a niekoniecznie na podstawie analiz naukowych.
- Z perspektywy naukowej można powiedzieć, że byliśmy przygotowani do zarządzania nawet tą ostatnią pandemią. Eksperci zajmujący się chorobami zakaźnymi od lat wskazywali na ryzyko jej wystąpienia oraz potrzebę przygotowania odpowiednich procedur. Niestety, w rzeczywistości decyzje dotyczące zdrowia publicznego nie są podejmowane wyłącznie na podstawie analiz naukowych, lecz często zależą od polityki i interesów społecznych. A decydenci i społeczeństwo mają krótką pamięć - powiedział prof. Tomasz Dzieciątkowski.
Reklama
Prof. Tomasz Dzieciątkowski zauważył, że choć z doświadczeń z COVID-19 powinno wynikać lepsze przygotowanie na przyszłe epidemie, rzeczywistość jest inna. Ekspert wskazał, że statystyki pokazują, iż kolejna pandemia na pewno nadejdzie, jednak mimo wcześniejszych doświadczeń, nie jesteśmy lepiej przygotowani pod względem procedur czy zabezpieczeń.
Zgodnie z jego przewidywaniami, przyszła epidemia może być związana z wirusem grypy, który jest już dobrze znany i dla którego mamy szczepionki i leki, co może sprawić, że zagrożenie będzie mniejsze niż przy COVID-19.
Prof. Tomasz Dzieciątkowski przypomniał, że Polska posiada solidne fundamenty prawne do radzenia sobie z epidemiami, wskazując na ustawę z 2008 roku, która szczegółowo określa procedury i działania w przypadku zagrożeń zdrowotnych. Jednak, jak zauważył, w czasie pandemii COVID-19, mimo iż prawo było gotowe, nie zostało wdrożone.
Problemem okazała się konieczność wprowadzenia stanu klęski żywiołowej lub stanu zagrożenia epidemiologicznego, co wiązało się z dużymi kosztami dla gospodarki. W efekcie, decyzje podejmowane były ad hoc, a eksperci nie mieli wpływu na niektóre rozwiązania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze